Ksiądz generał Józef Wrycza, kapelan, patriota, przywódca ideowy

Ksiądz ppłk. Józef Wrycza, więzień twierdzy w Grudziądzu, kapelan armii gen. Hallera, jeden z założycieli Gryfa Pomorskiego, przywódca ideowy narodowej konspiracji na Pomorzu, ps. „Rawycz”, „Delta”, twórca Kalwarii w Wielu – został pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady.

Ksiądz Józef Wrycza był działaczem niepodległościowym, narodowcem i społecznikiem, człowiekiem niezwykle popularnym i cieszącym się autorytetem wśród Kaszubów. W Wielu w niedzielę 29 września br. odbyły się uroczystości związane z pośmiertnym awansem ks. płk. Józefa Wryczy do stopnia generała brygady.

Rozkaz awansu na wniosek Ministra Obrony Narodowej podpisał prezydent Andrzej Duda.

– Z zadumą i wzruszeniem wspominamy dzisiaj prawego człowieka i wielkiego Polaka ziemi kaszubskiej i regionu pomorskiego. Legendarny kapłan z Pomorza dołącza do grona generałów Wojska Polskiego – napisał w liście do uczestników ceremonii Andrzej Duda.

Przypomnijmy, że ks. Wrycza zmarł 4 grudnia 1961 roku. Jest pochowany na cmentarzu parafialnym w Tucholi (symboliczny nagrobek ma też w Wielu). Żegnało go wówczas kilkaset osób. Pogrzeb stał się uroczystością patriotyczną, o tyle niewygodną (nie tylko dla ówczesnych władz), że chowano autorytet, zdawałoby się, zapomniany, księdza nie będącego pieszczoszkiem żadnej władzy, mającego własne zdanie, ale dbającego o Kościół i o powierzony mu lud. Był jednym z kapłanów niezłomnych. Autentycznym – a nie wydumanym i promowanym ponad miarę, autorytetem.

Kim był ów kapłan, którego na zapomnienie starali się skazać „władcy” historii w PRL, a po transformacji ustrojowej też wielu nie był w smak? Ba! nie po drodze z nim bywa niektórym do dzisiaj?

Jego postać i losy są jest jednymi z przykładów działań, gdy zasługi jednych przypisywano drugim, bo historię – jak to bywa, piszą zwycięzcy. Ale to nie jest historia. Jeno zbiór legend i mitów, czy raczej – mitomanii. A jak to z historią bywa – kołem się ona toczy i przychodzi zmagać się z jej kolejną wersją, narzuconą a to cenzurą, a to jej „wykładnią”. Bywa, że w sukurs zakłamywaniu przyjdzie pokusa, by na niewygodne fakty spuścić zasłonę lub też koloryzować bohatera, ponad wszelką miarę. W przypadku kapłana z Wiela chodziło o jego zapomnienie.

Kim był ksiądz Wrycza? Próbę odpowiedzi dał m.in. w pierwszej naukowej biografii kapłana z 2016 r. dr Krzysztof Korda. A zatem ad rem!

Jako kapelan 16 Pomorskiej Dywizji Piechoty, dowodzonej przez gen. Józefa Hallera, uczestniczył ks. Wrycza w przejęciu Pomorza. Podczas mszy św. z okazji zaślubin Polski z Bałtykiem w Pucku wygłosił homilię, nazwaną Manifestem Kaszubów. Przemawiał mimo ulewy kwadrans.

I choć fale germanizmu groźne biły i zalaniem ziemiom kaszubskim zagrażały, Kaszuba stał twardy i niewzruszony, jak ona, skała na morzu. Zawładnąć sobą nie dał, ducha polskiego w swej checzy kaszubskiej pielęgnował, pomimo wszelkich wysiłków nauczycieli germanizatorów, a nieraz i księży. Tem samem ziemie i morze kaszubskie dla Polski zachował -

mówił w Pucku ks. Wrycza.

wyrcza_haller

Na zdjęciu generał Haller i ksiądz Wrycza (źr. IPN)

W okresie międzywojennym i podczas okupacji niemieckiej ksiądz Wrycza stał się symbolem naszego, czyli razem – polskiego i kaszubskiego, Pomorza. Jego poglądy oddaje publikacja „O czym każdy narodowiec wiedzieć powinien” z 1939 r.

Jaka była jego droga?

Urodził się w Zblewie w rodzinie piekarza Franciszka Wryczy i Franciszki z domu Trocha, krawcowej, 4 lutego 1884 r.

Młody Wrycza był z razu wychowankiem gimnazjum wejherowskiego, jednej z kuźni tutejszych elit, nazwisko przyszłego księdza pojawia się na liście uczniów Collegium Marianum w Pelplinie.

Po ukończeniu pelplińskiego Collegium Marianum kontynuuje nauki w Chełmnie. Tam Wrycza znalazł się wśród kilkudziesięciu uczniów podejrzanych przez pruskiego prokuratora o należenie do związku, którego „istnienie, ustrój i cel miały być zachowane w tajemnicy przed władzą rządową”. Ostatecznie Józef nie usłyszał zarzutów,

W 1904 r. decyduje się na wstąpienie do seminarium w Pelplinie, gdzie 23 lutego 1908 r. otrzymuje święcenia kapłańskie.

Jako młody wikary jest skierowany do pracy w parafiach Śliwic, Jastarni i Gruczna. Angażuje się w działalność banków spółdzielczych i czytelni ludowych.

Podczas wojny światowej Wrycza zostaje zmobilizowany do armii niemieckiej jako sanitariusz. Po powrocie z frontu zostaje wikarym w Żarnowcu i Chełmży. Stara się zapobiegać biedzie i formować prospołeczne postawy parafian. Zostaje też wybrany do Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu.

Gerhard Rossbach, dowódca paramilitarnego Freikorpsu, osłaniającego Prusy Zachodnie, nakazał aresztować księdza. Wrycza oskarżony został o próbę oderwania Chełmży od Rzeszy, podżeganie do antypaństwowych zachowań i skazany przez sąd doraźny na śmierć przez rozstrzelanie. Niemcy, w perspektywie swej klęski jesienią 1918 roku nie wykonali wyroku. Ksiądz był więziony i został wypuszczony z twierdzy w Grudziądzu dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego w Wersalu.

W 1920 roku ks. Wrycza brał udział w zajęciu Pomorza, wraz z wojskami Frontu Pomorskiego, którego oddziały wkroczyły m.in. do Torunia 18 stycznia 1920 r., w uroczystości zaślubin z morzem (wraz z gen. Hallerem) 10 lutego 1920 roku. Sprawował posługę kapelana na froncie wojny polsko-bolszewickiej (w 63. pp.). Wrycza karierę wojskową kończy na własną prośbę (w lutym 1924 r.), po przejściu szlaku bojowego wojny polsko-bolszewickiej oraz po okresie sprawowania funkcji kapelana we Włodzimierzu Wołyńskim i Brześciu n. Bugiem.

W 1924 r. przybył jako nowy proboszcz do Wiela, miejscowości i parafii, z którą miał związać się  do końca życia. Na tych terenach zaczęła się kształtować legenda ks. Wryczy i obraz charyzmatycznego politycznego przywódcy.

Ks. Wrycza był stronnikiem narodowej demokracji (endecji). Nigdy  nie ukrywał, że jest zwolennikiem tezy o wpływie tzw. Żydokomuny na losy świata i o ekonomicznej rywalizacji. Z czasem Wrycza poróżnił się z biskupem chełmińskim i sanacyjnymi władzami państwowymi. W 1935 roku został na miesiąc aresztowany i przetrzymywany w Rywałdzie.

Postawa łącząca gorącą polskość z antygermańskością, a potem z ekonomiczną rywalizacją z wyznawcami judaizmu i antymasońskimi przekonaniami księdza, ściągała nań wpierw wrogość pruską, potem sanacyjną, w czasie II wojny światowej – okupantów niemieckich, a w końcu – komunistycznej jaczejki.

UB, paradoksalnie, wobec księdza kontynuował politykę władz z okresu międzywojennego. A ten nigdy nie zaprzestał swojej patriotycznej i społecznej działalności.

Były w niej intrygujące epizody. I tak na uroczystościach 250. rocznicy wiktorii wiedeńskiej w 1933 kanclerz Austrii Engelbert Dollfuß (chadek) przyjął ks. Wryczę z pełnymi honorami jako oficjalnego przedstawiciela Polski. Dlaczego? Otóż zawadiaka, wolnomularz i dyplomata, występujący jako oficjalny delegat Bolesław Wieniawa-Długoszowski nie zgłosił na czas akcesu w uroczystości i nie zarezerwowano mu miejsca. Kompromitację zatuszowano, ale Wrycza popadł w jeszcze większą niełaskę obozu sanacji.

Na kanwie sporu endeków, którym przewodził ksiądz Wrycza, a piłsudczykowskim Związkiem Strzeleckim doszło w Wielu do strajku szkolnego. W 1935 r. na rozprawie sądowej prokurator wnioskował nawet o… poddanie ks. Wryczy badaniom psychiatrycznym, gdyż sanacyjny urzędnik nie mógł zrozumieć, jak można nie uznawać autorytetu Józefa Piłsudskiego.

Ks. Józef Wrycza udzielał się w życiu społecznym. Z równym zaangażowaniem oddał się pracy proboszcza, co działalności politycznej w obozie endeckim, w Stronnictwie Narodowym i w środowisku kombatantów Towarzystwa Powstańców i Wojaków, któremu nie po drodze było z Towarzystwem Strzeleckim.

W „O czym każdy narodowiec wiedzieć powinien”, wzorowanym na „Myślach nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego, ks. Wrycza pisał, iż celem Stronnictwa Narodowego jest wydobycie narodu z nędzy i z zależności od międzynarodowego kapitalizmu.

Charakter ppłk. ks. Wryczy dał o sobie znać nieraz. Był człowiekiem energicznym, wesołym, towarzyskim, pełnym optymizmu, ale i władczym, lubiącym być w centrum uwagi. Działacze lokalni sanacyjnego BBWR prześladowali księdza Wryczę. Śledzono go, spisywano kazania. Co więcej, chciano go nawet skompromitować poprzez romans. Nieudanie.

Mimo iż ksiądz był politycznym wrogiem sanacji, po śmierci Józefa Piłsudskiego ks. Wrycza odprawił za niego mszę św. w maju 1935 r.

Początek II wojny światowej, tak tragiczny dla pomorskiego duchowieństwa, dla ks. Wryczy wiązał się z uwięzieniem. Na szczęście miał przyjaciół. Z posterunku żandarmerii w Czersku udało mu się zbiec. Uniknął śmierci, ale  musiał ukrywać się do końca wojny, korzystając z gościnności kaszubskich gospodarzy. Nagroda za pomoc w jego ujęciu urosła nawet do pół miliona marek.

Już jesienią 1939 r. na Pomorzu zaczęła się tkać siec konspiracji o podłożu narodowym. Zaczął konspirację działacz Stronnictwa Narodowego Brunon Richart.

Warto tu odnotować opinię ks. Wryczy o Volksliście III grupy, czyli tzw. Eingedeutschte, osoby uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane oraz Polacy niemieckiego pochodzenia. Dbał on bowiem przede wszystkim o zachowanie substancji narodowej:

– Naszym celem jest przeżyć tę wojnę, a na to daje większą gwarancję nowa oferta niemiecka. Sam ukrywam się u volksdeutscha, który cieszy się zaufaniem Niemców i jednocześnie walczy przeciw nim – powiedział w jednej z rozmów z innym kapłanem.

7 lipca 1941 r. ks. Wrycza na dwa lata objął prezesurę Rady Naczelnej Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”. Jej dowódcy wojskowemu por. Józefowi Dambkowi, wyszkolonemu przed 1939 r. w dywersji pozafrontowej, zależało na pozyskaniu kapłana przede wszystkim ze względu na morale konspiracji.

Ludność chętniej udzielała pomocy partyzantom, na czele których stał popularny ksiądz. W trakcie sporów komendantów Dambka (ps. „Jur”) i por. Józefa Gierszewskiego (ps. „Ryś”), optującego za połączeniem Gryfa z Armią Krajową Wrycza liczył na załagodzenie konfliktu. Tym razem jednak nie miał racji i spór zakończył się tragicznie, śmiercią Gierszewskiego.

Po tzw. wyzwoleniu do 1948 r. ks. Wrycza pozostał na probostwie w Wielu, by zostać potem proboszczem w Tucholi i dziekanem tucholskim. Podlegał stałej inwigilacji funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa.

Jesienią 1945 r. PUBP w Chojnicach zainteresował się jego działalnością konspiracyjną w „Gryfie Pomorskim”. Założono „teczkę” rozpracowania o kryptonimie „Gwiazda”. Kapłan był podejrzany o odbudowę ruchu narodowego. W rozpracowaniu księdza Wryczy brało udział kilku funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa.

–  Jak to właściwie jest? W czasie okupacji niemieckiej musieliśmy zboże odstawiać, a teraz mamy Polskę demokratyczną i też musimy kontyngent odstawiać. To nie jest żadna demokracja – mówił w jednym z kazań.

„Ksiądz Wrycza od wielu lat prowadzi szkodliwą polityczną działalność. Wystąpienia z ambony ks. Wryczy miały demagogiczny i wybitnie wrogi charakter” – napisano w raporcie UB.

Ano właśnie. Ksiądz krytykował śluby cywilne, odmówił odczytania komunikatu Episkopatu Polski w sprawie oskarżonego o szpiegostwo bp. Czesława Kaczmarka i deklaracji po uwięzieniu prymasa Stefana Wyszyńskiego o „potępieniu ośrodków dywersyjnych”. Nie pozwolił bić w dzwony po śmierci Stalina, ale przyznał, że modlił się za dyktatora, gdy dowiedział się, że ten kilka lat uczył się w seminarium duchownym.

Oficjalnie w PRL, a i przez kolejne dwie dekady, niewiele się mówiło o tym kapłanie. Może nie chciano o nim pamiętać? Zjawisko było uderzające, niczym absurd próby wygumkowania człowieka z tradycji i z kultury. Powrócił na kanwie odbudowy pamięci o TOW Gryf Pomorski. Czy był to pierwszy kapłan Wyklęty?

Artur S. Górski

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę