Krew się polała grudniowym świtem – Gdynia pamięta

W 47. rocznicę krwawych wydarzeń Grudnia 1970 roku w Gdyni przed świtem przy pomniku Ofiar Grudnia 1970 rozpoczęły się uroczystości z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego.

Chłopcy z Grabówka chłopcy z Chyloni dzisiaj milicja użyła broni. Tamten czarny czwartek. dni przed i dni po nimto były dni tragiczne, które utorowały drogę do wolności.Tym ludziom winniśmy wdzięczność bo dzięki nim możemy dzisiaj budować lepszą Polskę. Krew nie była na darmo, ona była kamieniem milowym na drodze do wolności, droga do 21 postulatów MKS w sierpniu 1980 r. wiodła przez tamtą ofiarę - mówił Morawiecki, nawiązując też do symboliki korytarza ku wolności.

47 lat minęło od masakry dokonanej na rozkaz odchodzącej ekipy Władysława Gomułki na robotnikach i uczniach Wybrzeża. Na lata pozostała pamięć – jak bolesna zadra, że władza z nazwy robotnicza i chłopska nie liczy się z ludźmi.

Pozostała pamięć, obraz niesionego przez młodzież na białych drzwiach zabitego kolegi (teraz te drzwi znajdują się w gdyńskim kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Armii Krajowej), poczucie niesprawiedliwości, coroczne apele i marsze.

Szli tylko przypomnieć, tym co zapomnieli
Że nim w tłuszcz obrośli, w ręku kilof mieli
Lecz gdy zawołali, chleba daj nam Polsko!
Przysłała im władza milicję i wojsko

Zaciśnięte ręce, wznieśli ponad głowy
Stoczniowiec i doker, żądali rozmowy
Zamiast odpowiedzi, do tłumu się strzela
Umiera stoczniowiec, na rękach Dokera

(autor ballady z 1970 r. nieznany)

Pod pomnikiem Ofiar Grudnia ’70 w okolicach przystanku SKM Gdynia Stocznia, odbyły się oficjalne uroczystości upamiętniające ofiary grudniowej masakry. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch odczytał list od prezydenta RP Andrzeja Dudy.

– Oddajemy hołd naszym rodakom, którzy w zniewolonej ojczyźnie otwarcie upomnieli się o chleb, godność i wolność. Pochylamy głowy przed robotnikami i innymi uczestnikami ulicznych protestów, którzy zginęli wtedy od kul funkcjonariuszy zbrodniczego reżimu – napisał prezydent Andrzej Duda.

Musimy uhonorować niewinne ofiary, a jednocześnie nazwać po imieniu zło, które obciąża sumienie ówczesnych rządzących oraz ich podwładnych, wyzysk i pogardę dla zwykłego człowieka, bratobójczą przemoc, oraz jawną zdradę ojczyzny i narodu – dodał prezydent.

Uroczystości zgromadziły  jak co roku, kilkaset osób.  Związkowe przesłanie odczytał zaś Roman Kuzimski, wiceprzewodniczący ZRG NSZZ „S”.

– Po blisko 30 latach wolnej Polski w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa są jeszcze sędziowie, którzy skazywali w stanie wojennym, którzy za plik ulotek dawali kilkuletnie wyroki. Jeszcze więcej jest ich w sądach okręgowych i rejonowych. Bardzo mocno uświadomił to nam podczas swojego expose premier Morawiecki

Premier Mateusz Morawiecki podkreślał więc wagę protestu. W 1970 roku przez robotników przemówiła gorycz i rozpacz. Od 20 lat nie było żadnej opozycji oprócz Kościoła. Wydawało się, że i Grudzień nie przyniesie przełomu oprócz przetasowania w łonie reżimowej władzy.

- Nie płaczcie matki, to nie na darmo, mówiły słowa piosenki, którą śpiewaliśmy wielokrotnie. Nikt nie przywróci życia, ale krew nie była na darmo. Był to etap w drodze do wolności. Grudzień odsłonił oblicze władzy. Ale droga ta była kamieniem milowym na drodze do wolności – mówił premier Mateusz Morawiecki, który tego dnia po południu uczestniczył też w uroczystościach w Szczecinie.

Wspólną modlitwę poprowadził metropolita gdański ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Odczytano Apel Pamięci. Była salwa honorowa „trzema ładuj!”.

Uczestnicy uroczystości złożyli wiązanki kwiatów i zapalili znicze pod pomnikiem Ofiar Grudnia ’70 i na wiadukcie. Wieniec w imieniu Gdyni złożył prezydent miasta Wojciech Szczurek.

Grudzień 1970 roku to jedna z najtragiczniejszych kart naszego miasta, ale warto pamiętać, że nie byłoby wielkiego polskiego Sierpnia, nie byłoby wolności, gdyby nie ofiara robotników, tu, na ulicach Gdyni. Dlatego musimy przypominać tamte wydarzenia. Należy też pamiętać o tym, że nowoczesność i przyszłość musimy budować na fundamencie pamięci – mówi Wojciech Szczurek.

Pod pomnikiem zebrali się też mieszkańcy Gdyni, harcerze i ci, którzy byli uczestnikami tamtych wydarzeń, którzy pamiętają, jak wyglądał poranek 17 grudnia 1970 roku. Grudzień 1970 to jak biało-czarne zderzenie dwóch postaw. Po jednej stronie ludzie pracy z Gdyni, Gdańska, Szczecina, Elbląga, zdesperowani pogłębiającą się biedą, upokorzeni manipulacjami i kłamstwami. Po drugiej reżim rządzący krajem nieudolnie i nieodpowiedzialnie.

Gdy 17 grudnia 1970 roku wstawał świt nad Gdynią sytuacja była napięta. W Gdańsku spłonął budynek KW PZPR. Gdynia strajkowała, ale w tym mieście nie wybito ani jednej szyby.

Robotnicy 16 grudnia wieczorem zostali wezwani do powrotu do miejsc pracy przez Stanisława Kociołka, wicepremiera.

Główny Komitet Strajkowy spisał postulaty: dostosowanie płac robotników do podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, ustalenia wysokości zasiłku chorobowego odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi. Komitet strajkowy nocą został aresztowany.

Nocą wojsko otoczyło stocznię i zablokowało przystanek SKM. Padły strzały… Do uczniów, stoczniowców, portowców, rybaków, kierowców – do pracowników gdyńskich zakładów pracy.

Od 1980 roku przy pomniku Ofiar Grudnia 1970 r. spotykają się ci, którzy wspominają tamten czas, gdy do zwykłych ludzi, do stoczniowców, uczniów strzelała milicja i wojsko. Ich jedyną winą było to, że śpieszyli do codziennych zajęć.

Osiemnastu padło w Gdyni od kul. Najstarszy miał lat 35 lat. Najmłodsi po lat 15 – Zbyszek Gliniecki, uczeń, postrzał klatki piersiowej i Jurek Skonieczka, uczeń, strzał w głowę.

- Polskę współczesną będziemy budować na fundamencie prawdy. Dzisiaj, jak w każdą rocznicę Czarnego Czwartku, serce Polski bije tutaj przy gdyńskim Pomniku Ofiar Grudnia 1970. Oddajemy hołd naszym rodakom, którzy w zniewolonej ojczyźnie otwarcie upomnieli się o chleb, godność i wolność. Pochylamy głowy przed robotnikami i innymi uczestnikami ulicznych protestów, którzy jak uwieczniony w balladzie o Janku Wiśniewskim, 18-letni Zbyszek Godlewski, zginęli od kul funkcjonariuszy zbrodniczego reżimu – podkreślił prezydent Duda w swoim liście.

Podczas uroczystości premier Mateusz Morawiecki został uhonorowany symbolicznym „Pierścieniem Inki”, wręczanym za postawę patriotyczną przez metropolitę gdańskiego arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia.

- Pan należy do świadków wydarzeń, a szczególnie pana rodzina, pana ojciec. W tym szeregu żołnierzy niezłomnych jest ”Inka”, Danuta Siedzikówna i kapituła „Pierścienia Inki” przyznała panu premierowi pierścień numer trzy – powiedział ks. arcybiskup.

Pierścienie otrzymali już z numerem pierwszym prezydent Andrzej Duda, a drugi Beata Szydło.
Wzdłuż ulicy Janka Wiśniewskiego zapłonęły znicze.

- Pamiętamy wszyscy z lekcji historii, że ta nasza Gdynia i ten kawałek Polski, 147 km i to licząc razem z Mierzeją Helską, przed II Wojną Światową był nazywany korytarzem, a to dla mnie symbolicznie.To, co działo się w 1970 r., potem w 1980 r. To był taki korytarz do wolności – mówił z kolei na osobistym spotkaniu z uczestnikami Grudnia ’70 premier Morawiecki w dawnym stoczniowym biurowcu. Uczestniczyli w nim byli pracownicy Stoczni Gdynia, noszącej niegdyś imię Komuny Paryskiej.

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę