Aleksander Kozicki: Konieczna współpraca samorządu i rządu

Rozmowa z Aleksandrem Kozickim, kierownikiem Biura Oddziału Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” w Gdyni, kandydatem do Sejmiku Województwa Pomorskiego z listy Prawa i Sprawiedliwości w okręgu gdyńskim.

Kozicki plakat2

– Czy dziesiątka na wyborczej liście to będzie szczęśliwa cyfra?

– Mój program jest strzałem w 10, to jest bardzo realistyczne spojrzenie na Gdynię, na powiaty pucki i wejherowski. Gdynia z punktu widzenia zwykłych ludzi jest miastem bez perspektyw. Dużo hucznych imprez masowych, kurczące się tereny, na których się pracuje, i coraz więcej apartamentowców. Trzeba zmienić filozofię miasta i sąsiednich powiatów.

– Czy prospołeczne doświadczenie związkowca da się przełożyć na forum samorządowe?

– Kwestie społeczne w sposób naturalny są dla mnie najbliższe. Trzeba pamiętać, że samorząd jest dla wielu ludzi w ich macierzystych firmach jednocześnie właścicielem i pracodawcą. Z racji moich obowiązków zawodowych uczestniczyłem wielokrotnie w negocjacjach, reprezentując pracowników, tak było w gdyńskim MOPS. Towarzyszyłem również w trudnych rozmowach związkowcom z PEWIK-u, gdy przeciwstawiali się zbyciu akcji swojego zakładu przez samorządowych właścicieli. Również samorząd wojewódzki swoją polityką kadrową doprowadził do drastycznego konfliktu w Operze Bałtyckiej. Samorząd wojewódzki to także zarządzanie segmentem szkolnictwa i przede wszystkim infrastrukturą szpitalną. Spółka Szpitale Pomorskie prowadzi w moim okręgu wyborczym dwa szpitale: w Gdyni i szpital w Wejherowie. Obecny rząd podtrzymał decyzję o stopniowym wzroście nakładów i udziału zdrowia w PKB. Opieka zdrowotna nie powinna być ukierunkowana na zysk. Szpital, nawet jako spółka z o.o., nie jest fabryką…

– Na Pomorzu przeprowadzono proces komercjalizacji szpitali…

– Byłem i jestem przeciwnikiem komercjalizacji opieki zdrowotnej. Niestety, procesy te zaszły bardzo daleko. Dokonanie ich rewizji może więc przynieść więcej szkody niż pożytku. Ale spółka nie musi być powołana „dla zysku”. Może istnieć w celu realizacji usługi użyteczności publicznej, więc i szpital nie musi mieć celu gospodarczego. Zarobki zarządów szpitali winny być uzależnione od poziomu i dostępności świadczeń medycznych, aby nie rodziła się społeczna frustracja.

– Gdynianina frustruje odwracanie się „miasta z morza i marzeń” od tegoż morza?

– Gdynia wyrasta z morza, tak jak Sopot i powiaty pucki i wejherowski. By przywrócić gospodarkę morską, potrzebna jest dobra współpraca samorządu i rządu. Tymczasem na tereny naturalne dla gospodarki morskiej wchodzi zabudowa apartamentowców. Przykład to nabrzeże Rybackie i zakusy deweloperów na tereny starej stoczni Nauta. Mieszkańcom potrzebne są nabrzeża, rozbudowa portu, by powstały miejsca pracy…

– Jakie miejsca pracy wygeneruje osiedle Gdynia Waterfront, nawet najbardziej luksusowe?

– Apartamentowce wygenerują miejsca pracy dla portiera, dyżurnego hydraulika i serwisu sprzątającego.

– Czy można połączyć interes portu z oczekiwaniami mieszkańców?

– Gdynia i sąsiednie powiaty, w których osiedlają się nowi mieszkańcy, same sobie nie poradzą z problemami komunikacyjnymi. Estakadę Kwiatkowskiego zaprojektowano i budowano według planów modernizacji z czasów Gierka. Dokończono ją po blisko ćwierćwieczu. W tym czasie nastąpiło przesunięcie miasta na północ, w kierunku Pogórza i Kosakowa. Interesy portu i mieszkańców są zbieżne. Ekspresowa Droga Czerwona połączy gdyński port z obwodnicą i z dwupasmową Via Maris w nowym węźle w Chyloni. Inwestycja, niezbędna, by miasto i turystyka w powiecie puckim nie obumarły, nie powstanie bez zgodnego współdziałania rządu, samorządu gminnego i wojewódzkiego. Inaczej turystyka na Półwyspie Helskim, we Władysławowie, w Jastrzębiej Górze, w powiecie wejherowskim, przegra z Mierzeją Wiślaną czy Mazurami. Gdy do tego Polacy „odkryją” skarby architektoniczne Warmii, do której jest bliżej z głębi Polski, będzie z nami źle. Sami będziemy stali w swoich korkach. Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Jeśli związkowcy nie będą popierać swoich koleżanek i kolegów w wyborach, to związek stanie się tylko kłopotliwym petentem dla administracji państwowej i samorządu.

Rozmawiał Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę