Kolejna ofiara kontraktów w służbie zdrowia

Pada kolejny bastion mitu, że wolny rynek jest lekiem na wszystko. Forsowana przez lata teza, że aby poprawić stan służby zdrowia, trzeba ją w dużym stopniu sprywatyzować, a pracowników zamiast na etatach zatrudniać na kontraktach zbiera już śmiertelne żniwo.

W tym tygodniu wszystkich poruszyła informacja o śmierci lekarki, która cztery dni z rzędu pracowała na dyżurze, a jak wynika z informacji przekazanych przez pacjentów, mogła nie wychodzić ze szpitala przez tydzień. Dyrekcja szpitala nie ma sobie nic do zarzucenia i winą obciąża nieżyjącą panią anestezjolog. Rzecznik tłumaczył, że lekarka nie była pracownikiem szpitala. Prowadziła ona działalność gospodarczą i samodzielnie organizowała sobie czas pracy.

Rodzi się pytanie, jak zmienić tę sytuację, która zagraża nie tylko medykom pracującym ponad swoje siły, ale także pacjentom, których zdrowie, a często i życie zależy od przemęczonego lekarza czy pielęgniarki. Nie ma co liczyć na zdrowy rozsądek pracowników służby zdrowia i dyrektorów placówek medycznych, potrzebne są odgórne uregulowania ograniczające czas pracy lekarzy i pielęgniarek, bez względu w ilu placówkach i na jakich zasadach są zatrudnieni.

mk

jenda_irenaIrena Jenda, przewodnicząca Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego

- Ustawa o działalności leczniczej reguluje formy zatrudniania pracowników medycznych. Mamy tu dwie formy: na podstawie stosunku pracy – jest to zatrudnienie pracownika, umowa o pracę, tu obowiązuje kodeks pracy lub na podstawie umowy cywilnoprawnej, tzw. kontrakty. Pracodawcy chętniej zatrudniają na kontraktach, bo jest to dla nich wygodne, nie muszą przestrzegać kodeksu pracy, a co za tym idzie, norm czasu pracy. Wykorzystując to personel medyczny, zwłaszcza lekarze, pracują po 400-500 godzin w miesiącu. Fizyczne i psychiczne ich zmęczenie stwarza ryzyko dla bezpieczeństwa pacjentów i ich zdrowia. Dlaczego tak pracują? Moim zdaniem często z chęci zysku. W tym dramatycznym przypadku być może nie zostało złamane prawo – a człowiek nie żyje! Chcę zwrócić uwagę, że nie jest to pierwsza śmierć lekarza na dyżurze. Należy się mocno zastanowić, czy w dalszym ciągu powinny obowiązywać kontrakty. Ale ten problem trzeba rozwiązać systemowo.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę