Kolejarska Solidarność. Jest porozumienie

Jedzie pociąg z daleka/Na nikogo nie czeka/Konduktorze łaskawy/Zabierz nas do Warszawy.

Tę piosenkę zna od dziecka każdy z nas. 25 listopada, w święto kolejarzy i ich patronki św. Katarzyny Aleksandryjskiej, związkowcy z PKP Intercity SA w Gdyni życzyli sobie i podróżnym, by deklaracje rządzących przeobraziły się w czyny, a tory nie były „zwijane”.

I trzeba było kolejnych pięciu dni by w końcu nocą 30 listopada br. kolejarskie związki zawodowe podpisały długo negocjowane porozumienie płacowe z zarządem spółki PKP Intercity. Kolejarze otrzymają jednorazowo dodatkowe wynagrodzenie 1200 złotych. Od czerwca 2017 roku do wynagrodzenia zasadniczego dodane będzie 130 złotych. Od stycznia zaś zaczną się prace nad nowym systemem wynagrodzeń, który ma być gotowy do końca czerwca 2017 r.

– Nie na słowa czekamy, ale na spełnione obietnice, by słuszne kolejarskie postulaty były zrealizowane – życzył im kilka dni wcześniej duszpasterz gdyńskich kolejarzy ks. kanonik Marek Wende przy pomniku ich patronki przy ul. Osada Kolejowa w Gdyni.

Gdyńscy kolejarze mają szczególne wsparcie w kościele Świętego Ducha i Katarzyny Aleksandryjskiej na gdyńskim Obłużu. Od kilkunastu lat 25 listopada spotykają się tam licznie, z sztandarami zakładów PKP, na mszy świętej.

Kolejarze, ludzie odpowiedzialnej pracy, podczas ogólnopolskiej pielgrzymki na Jasną Górę w intencji godnej pracy 12 i 13 listopada br. stanęli po raz 33 u stóp Królowej Polski. Za rok też tam będą – 4 listopada.

Kolejarze z pocztami sztandarowymi biorą udział w manifestacjach, w wartach honorowych. Z dumą wspominają, jak w kwietniu 2010 roku nieśli trumnę z ciałem Macieja Płażyńskiego po tragedii pod Smoleńskiem.

Pomoc w trudnych latach stanu wojennego znajdowali też w kościele św. Józefa, położonym w robotniczej dzielnicy Leszczynki. Świątynia pod wezwaniem patrona robotników odegrała rolę w noc wprowadzenia stanu wojennego. Do niej w tajemnicy przeniesiony został związkowy sztandar i część dokumentacji. Kolej była zmilitaryzowana. Kolejarze z „Solidarności” otrzymali ostrzeżenie od ówczesnego kierownika zakładu, który dał im sygnał po wewnętrznej linii. O tym wydarzeniu wspomina nam m.in. Jerzy Protasewicz, wówczas pracownik PKP, członek Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, iJan Blockwówczas 20-letni pracownik bazy PKP i związkowiec, dzisiaj związkowy lider w kolejowym warsztacie, mistrz, brygadzista.

W ich zakładzie pojawił się wojskowy komisarz. Nadzieja umierała zimą…

Jan Block zawsze wadził się z władzą, że PRL mu nie pasował. Dlatego wstąpił w 1980 roku do „Solidarności”.

– Byłem młodym człowiekiem i nie pasował mi fałsz socjalizmu. Człowiek marzył, że to się zmieni, że padnie komuna, że będzie się lepiej żyło. Po części nadzieja się spełniła – wspomina Block.

W warsztacie jest kilkunastu takich jak on. Są w Związku.

Dzisiaj NSZZ „Solidarność” mimo redukcji zatrudnienia jest najliczniejszym związkiem w gdyńskiej kolei. Organizacja liczy, jak nas informuje jej sekretarz Iwona Krużycka, 280 członków na półtora tysiąca pracowników.

– Struktura centrali już jest zmieniona. Jest lepszy klimat. Nie ma 39 dyrektorów. Jest ich teraz 19. Liczę, że przeniesie się to tym razem na poszczególne zakłady i w końcu przełoży się na wynagrodzenia, aby godność kolejarska była szanowana – mówi Maria Sędek, członek Rady Nadzorczej PKP Intercity SA, przedstawicielka załogi.

Związkowcy liczą na ów „nowy klimat”, na to, że zarządy kolejowych spółek, które pączkowały na PKP do kilkunastu, zobowiązane będą do rzeczywistych działań. Czas, by odczuli je pracownicy. Te płacowe, i te organizacyjne.

–Teraz w centrali mówią inaczej, czyli tak, jak chcielibyśmy to słyszeć. Mówią, a nie widać czynów i efektów – zauważa Ryszard Pipczyński, przewodniczący Organizacji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PKP Intercity SA Zakład Północny w Gdyni.

Te pojawią się w grudniu – po porozumieniu.
W drodze negocjacji strony ustaliły jednorazową wypłatę 1200 zł dla każdego pracownika(pełen etat, pozostali w ramach proporcji etatu) w grudniu br. To rodzaj wyrównania „z góry” za 6 miesięcy po 200 zł. Od 1 lipca 2017 roku zagwarantowana została podwyżka w uposażeniu zasadniczym średnio po 130 zł. W czerwcu zaś mają być podjęte rozmowy na temat sposobu podziału środków na wynagrodzenia. Od stycznia 2017 r. zespół dwustronny rozpocznie rozmowy na temat zmian w systemie wynagrodzeń. Porozumienie kończy spór zbiorowy.

Cóż bowiem po zmianach politycznych, skoro płaca zasadnicza to nadal 2 tysiące złotych, a atmosfera pracy i styl zarządzania, mimo zmieniających się ekip, się nie poprawia. No dobrze – ktoś powie, ale to 2 tysiące na rękę. Tak, bo są premie, nadgodziny. Można wyciągnąć i 2300.

– Jesteśmy na początku drogi. Do pracownika trzeba mieć zaufanie, a nie szukać dziury w całym. Pracownicy nie czują zmiany. Mówię o płacy, o rygorach, o podejściu kadry kierowniczej do ludzi. Pieniądze też są ważne. Domagamy się wzrostu wynagrodzeń. Ludzie na warsztatach nie mają nadgodzin, nie mają nocek. Dostają 2300 na rękę, z premiami – wylicza lider „S” w PKP Intercity SA Zakład Północny.

Zarząd jest więc w sporze zbiorowym ze związkami zawodowymi. W końcu 30 listopada coś drgnęło. Będzie wzrost wynagrodzeń. Dotychczas – jak mówią związkowcy, „spółka proponowała grosze do premii”.
– W 1989 roku zacząłem działać, jeszcze przed oficjalnym zarejestrowaniem. Po prawie trzydziestu latach chciałoby się godnie zarabiać – puentuje Pipczyński, konduktor.

Na zakładzie są rażące dysproporcje w płacach. Zawierane w różnym okresie umowy skutkują tym, że za taką samą pracę ludzie dostają różniące się nawet o 400 złotych pensje. Bywa, że kierownik składu zarabia mniej od podwładnego, mimo wyższego stanowiska i większej odpowiedzialności. Większe pobory dostaje młodszy pracownik, niż ten o dłuższym stażu.

– Mówimy: Wzrost wynagrodzeń i zrównanie płacowych kontrastów. Nowe umowy są tak skonstruowane, by zachęcić do przyjścia do pracy, a starszy pracownik nie ma podwyżki, bo „gdzie on pójdzie”. Jak przejęliśmy Przewozy Regionalne, to do dzisiaj oni nie mogą nam dorównać. Tracą w uposażeniu zasadniczym, w premii (15 procent od zasadniczej), na nadgodzinach, na świątecznym. Związek założył 20 spraw o nierówne traktowanie i się okazało, że prawnie nie można wydać sprawiedliwego werdyktu – zauważa Pipczyński.

– Zasady się zmieniły w trakcie gry. Szedłem do zawodu, wdziewałem mundur kolejarza, wiedząc, że mam możliwość wcześniejszej emerytury. Jak się na kolej przyjmowałem, to wiek emerytalny kolejarzy był na poziomie 55 i 60 lat. W 1999 roku, za AWS, prawo zadziałało wstecz i wprowadzono nam 60 i 65 lat. A PO chciała 67. Teraz jest przynajmniej jakiś wybór – analizuje Piotr Kreft.

Ale to za mało.

– Gdzie się zapodziało stażowe kryterium? Mam 40 lat stażu i uzbierałem przynajmniej na to, by wybrać, czy mam dalej pracować, czy może na emeryturę. Wychodzi na to, że mając 57 lat przepracuję jeszcze osiem i stażu będę miał 48 lat. Przecież pracujemy w kanałach przy lokomotywach, przy wymianie ciężkich elementów, bo w lokomotywie lekkich nie ma. Są i dzisiaj stacje, w których kanały warsztatów nie są ogrzewane – dodaje Block.

„Solidarność” zobowiązuje. Są w niej maszyniści, kasjerki, mechanicy, drużyny konduktorskie. Kolejarze mówią, że od lat byliśmy świadkami działań, które niszczyły tę strategiczną branżę. A oni w poczuciu odpowiedzialności za firmę i bezpieczeństwo pasażerów godzili się na trudne działania naprawcze.

– Pozycja zawodowa była. Czuło się szacunek. Później było gorzej, że brudno, że się pociągi spóźniają, że składy na wakacje za krótkie, że rozkład jazdy niedopasowany, że znikają połączenia. Co kolejarz był winien? Pracownicy robili swoje. A zarządy PKP robiły wiele, by tę firmę rozwalić, tworząc kolejne spółki. Tyle jest tych spółek, że tego się już nie poskłada – dodaje Pipczyński.

Spółka Intercity to dobry szyld? Jej pracownicy uważają się za elitę?

– Nie traktujemy się w ten sposób. Wszyscy, od SKM po IC, jesteśmy kolejarzami. Jest marka, nowocześniejsze składy. Podróżny ma być zadowolony – dodaje Pipczyński.

Cóż, wi-fi w Pendolino nie działa, nie ma wyświetlaczy prędkości. „Wahadełko” na naszych torach się nie wychyla i nie jedzie 250 km/godz., bo nie ma infrastruktury na takie prędkości. A można się zastanawiać co do krajowych składów zespolonych,modernizacji lokomotyw EP-07 do prędkości V-max 160 km/godz. i lokomotyw EP-09. Czas przejazdu z punktu A do B Pendolino i EP-09 jest taki sam.

Jest i promyk nadziei.

– Wyposażenie narzędziowni jest przyzwoite. Nie można narzekać. Jest odnowiona i doposażona strefa socjalna, człowiek dwa razy po 15 minut na zmianę musi gdzieś odpocząć – dodaje Block, wiceprzewodniczący gdyńskiej organizacji.

A konduktorzy? To oni są na pierwszej linii kontaktu z klientem, czyli z podróżnym. „Być Partnerem w podróży” to motto spółki.

– Zdarza się, wcale nierzadko, że podróżni zagadują konduktora. Bywają nawet wyrozumiali, jak ostatnio przy awarii lokomotywy. Trzeba wiedzieć, jak napięcie rozładować – mówi Piotr Kreft, kierownik pociągu, przewodniczący komisji wydziałowej.

Przed nami święta Bożego Narodzenia. Dla wielu kolejarzy Wigilia oznacza kolejny kurs, nocny powrót na stację, pierwszą gwiazdkę w służbowym przedziale lub w pokoju konduktorskiej drużyny. Maszyniści poprowadzą składy, nieważne, czy te zespolone, czy te tradycyjne, by na czas dowieźć podróżnych do celu.

– Zdarzało się w pociągu spotykać muzyków, aktorów, wracających do stolicy z sylwestrowych imprez, które prowadzili gdzieś w kraju. Człowiek w pracy nie myśli, że rodzina znów sama. Wiedzieliśmy, na co się decydujemy, wybierając ten zawód – mówi Ryszard Pipczyński.

Artur S. Górski

 
Download PDF
Powrót Drukuj stronę