dr Jakub Szmit: Kodeksowe puzzle układamy na nowo

Rozmowa z dr. Jakubem Szmitem, adiunktem w Katedrze Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego, ekspertem NSZZ „Solidarność” w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy

 – Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda przestrzega, że pomysły umniejszające rolę związków zawodowych spotkają się ze zdecydowaną reakcją. Czy cena, którą zapłacą pracownicy za nową kodyfikację prawa pracy, nie będzie wygórowana?

– Na obecnym, to prawda, że końcowym etapie prac, w komisji mówmy o zapisach, które są de facto pomysłami na rozwiązania szczegółowe, które skrystalizują się ostatecznie w toku prac legislacyjnych. Pracujemy w zespołach nad scaleniem efektów 18-miesięcznego procedowania i przekazaniem propozycji na forum komisji. Nic nie jest przesądzone. Dopiero po przyjęciu przez komisję całości przygotowanego materiału powiemy, że mamy projekty, które przedstawimy ministrowi rodziny, pracy i polityki społecznej.

– Uda się połączyć interesy pracowników i pracodawców, czyli ogień z wodą?

– Uwzględniając skład komisji, którą tworzą specjaliści z zakresu prawa pracy oraz osoby rekomendowane przez partnerów społecznych, przez organizacje pracodawców i związki zawodowe, reprezentowane w Radzie Dialogu Społecznego, jest oczywiste, że nie powstaną zapisy, które w całości będą odbierane pozytywnie przez pracowników, a negatywnie przez pracodawców. Trudno się też spodziewać, że będą usatysfakcjonowani tylko pracodawcy. Będzie kompromis.

– Odbywa się układanie puzzli z zapisów prawnych, by wyłonił się nowy obraz prawa pracy?

– I dlatego nie należy przypatrywać się pracy komisji przez pryzmat pojedynczych głosów czy proponowanych rozwiązań. Takie wybiórcze spojrzenie zaburza obraz całości. Poczekajmy jeszcze kilka tygodni z dokonaniem bilansu.

– W międzyczasie mamy ofensywę medialna co poniektórych członków komisji…

– Rzeczywiście, aktywność w mediach niektórych członków komisji, szczególnie z grona pracodawców, zadziwia.

– Wiceprzewodnicząca komisji prof. Monika Gładoch, ekspert Pracodawców RP, w jednym z wywiadów stwierdziła, że dłużej będą mogli pracować pracownicy sezonowi i objęci zadaniowym czasem pracy, zaś pensja za godziny ponadwymiarowe trafi na konto powiernicze firmy, a nie na konta pracowników. To pracodawca będzie dysponował wypracowanymi, należnymi pieniędzmi?

– Ale mogłoby to być dopuszczalne tylko wówczas, gdyby takie rozwiązanie przewidywał układ zbiorowy pracy. I tylko wtedy. A przecież musi on być wynegocjowany. Bez udziału strony pracowniczej, czyli związków zawodowych, nie będzie to możliwe. Zatem decyzja, co dalej z gratyfikacją za wypracowane nadgodziny, nie będzie jednostronną decyzją pracodawcy.

– Nie będzie sytuacji, w której pracodawca dojdzie do wniosku, że za czas jakiś koniunktura osłabnie, więc na wypłaty pracownicy poczekają do momentu, aż pracodawca dojdzie do wniosku, że wypłaty może „uwolnić”? 

– Nie, gdyż ta konstrukcja wymaga porozumienia. Ważna jest świadomość pracowników. Uruchomienie tych środków też wymagałoby zgody związków zawodowych. Limit odkładanych na koncie nadgodzin wyniesie maksymalnie 168 godzin. Jedynie w układzie zbiorowym będzie można ustalić ich wymiar. Ten zaś może być zawarty tylko tam, gdzie działają związki. Zakładamy więc zawarcie porozumienia. Kontrowersje i nieporozumienia wokół przedefiniowania nadgodzin wzięły się z niedopowiedzeń. Na zewnątrz nie należy zbyt szybko wychodzić, by w sferę publiczną nie przedostał się obraz zniekształcony.

– Może reprezentantka Pracodawców RP straciła cierpliwość po 18 miesiącach pracy?

– Te półtora roku za nami to był, biorąc pod uwagę rozległość i rozpiętość zagadnień prawa pracy, krótki czas. Nie odpowiem na pytanie o przyczyny aktywności medialnej ze strony pracodawców. Materia, nad którą pracujemy, jest wrażliwa. Chcieliśmy uniknąć budowania atmosfery niepewności. Ale też wiem, że najlepiej sprzedają się materiały sensacyjne.

– Taka dyskusja przetoczyła się na temat urlopów…

– Urlopy będą ujednolicane, ale nikomu niczego nie zabieramy. Przyjęte rozwiązanie mówi, że będzie nadal 26 dni. Samozatrudnieni, jeśli podejmą pracę na etacie, też uzyskują do tego wymiaru urlopu prawo. Nastąpi więc ujednolicenie. Nikomu niczego nie zabieramy, 26-dniowy urlop będzie przysługiwał bez względu na staż pracy.

– Zmienią się przepisy o ewidencji czasu pracy?

– Na chwilę obecną zespół przygotował pewne zmiany w zakresie małych pracodawców, to jest takich, którzy zatrudniają mniej niż 10 pracowników.

– Jakie jeszcze zapisy dotyczące nadgodzin mają znaleźć się w projekcie?

– Przepisy o czasie pracy mają w szerszym niż dotychczas zakresie uwzględniać fakt, że okres dyżuru i przemieszczania się w czasie podróży służbowej nie powinien być w pełni traktowany jako czas wolny. Wysokość dodatków została utrzymana na dotychczasowym poziomie, podobnie jak zasadniczy limit godzin nadliczbowych w ciągu roku.

– Czy zgodą związków zawodowych będzie można uregulować czas pracy na odmiennych warunkach niż zdefiniowane w kodeksie pracy?

– Najogólniej rzecz biorąc założenie jest takie, ażeby w układach zbiorowych pracy (i tylko w nich) można było bardzo swobodnie określać kwestie czasu pracy. Skoro zaś mowa jest o układach, to oczywiście konieczne do tego jest porozumienie strony związkowej z pracodawcą.

– 40-godzinny tydzień pracy ma być poluzowany w umowach o pracę sezonową, dorywczą lub nieetatową. Mając dostęp do nowoczesnych technologii można pracować wydajnie na przykład w pociągu.  Co będzie z tymi formami pracy?

– Materiał, nad którym pracujemy, zakładał takie rozwiązania, które dostosują, czy umożliwią nowe organizowanie pracy, biorąc pod uwagę sezonowość, branże, a nawet różnice regionalne. Mówiliśmy o nadgodzinach. Za zgodą związków zawodowych pracodawca będzie mógł obniżyć wymiar czasu pracy i wypłacić wynagrodzenie z konta nadgodzin. Chcemy też wypracować szersze pole do negocjacji nad układami zbiorowymi pracy. Zakładowymi, ponadzakładowymi, branżowymi. Można też wypracować układy terytorialno-branżowe.

– Pisaliśmy w 2016 roku, gdy ruszały prace komisji, że są dwie metody: przymus lub zachęta. Przymus wywiera silny związek zawodowy, wymuszając zawarcie UZP. Zachętą jest, by pracodawca, siadając do stołu negocjacji, miał świadomość, że może coś uzyskać przez „poluzowanie” zapisów kodeksowych…

– Obowiązuje zasada, że żadne postanowienie układu nie może być mniej korzystne niż te z kodeksu pracy. Pojawiły się w projektach tzw. klauzule derogacyjne, czyli dopuszczające „poluzowanie” obowiązujących norm prawnych. Wchodzimy w obszar deregulacji, czyli uelastycznienia, wprowadzenia owych klauzul derogacyjnych. Pojawiają się takie konstrukcje, które tworzą zachęty do przystąpienia do zawierania układów zbiorowych pracy.

– Niepokojące jest wycinanie i wyciąganie z najstarszego układu zbiorowego pracy, czyli z Karty nauczyciela, całych elementów, pod pretekstem ustawy o finansowaniu oświaty. To memento dla przyszłości układów?

– Karta nauczyciela jest ustawą. Państwo występuje w podwójnej roli ustawodawcy i pracodawcy. Układ zbiorowy jest umową między załogą a pracodawcą. Państwo nie ma potrzeby ingerencji. Mówimy o zapisach mechanizmów obronnych czy minimalnych standardów. Można wyjść z założenia, że jeśli partnerzy społeczni, przedstawiciele pracowników i pracodawców, na coś się godzą, to nie zakładamy, że jedna ze stron jest silniejsza. W relacji indywidualnej pracownik a pracodawca jest założenie, iż pracownik jest stroną słabszą. W konsekwencji powinien być chroniony. Przy zawieraniu układu zbiorowego pracy zakładamy równość układających się stron.

– Czyli pojawia się rola związku w zakładzie. To od pracowników zależy, jakiego będą mieli przy negocjacjach reprezentanta i jaki będzie miał mandat?

– O ile pracownicy chcą mieć wpływ na zakład, na to, co się u nich i z nimi dzieje, czyli mieć pozycję przetargową, by uzyskać więcej niż pojedyncza osoba, jeśli nie są wysokiej klasy trudnymi do zastąpienia specjalistami, bo tylko „cenny” dla pracodawcy specjalista jest w stanie sam wynegocjować dla siebie godziwe warunki, to pojawi się przewaga pracodawcy, którą niwelują silne związki zawodowe. Dobra koniunktura i pozytywny stan rynku pracy nie trwa w nieskończoność. Są cykle w gospodarce. Stąd rola związków zawodowych, które powinny być równorzędnym partnerem. Jeśli więc związki zawodowe zgodzą się w UZP na konta pracy, owe banki nadgodzin, to będzie to wspólna decyzja, niewymuszona. Prawo nie powinno przeszkadzać w dialogu. Pracodawca w dialogu argumentami przekona pracowników do jakiegoś rozwiązania w interesie zakładu, jego rozwoju, to chyba w perspektywie czasowej można pójść na ustępstwa, zgodzić się na przykład na przymrożenie części pensji, a dzięki temu zakład będzie dalej prosperował.

Oby tylko mrożenie nie stało się regułą…

– Dobra kondycja rynku pracy i niskie bezrobocie nie zawsze mają wpływ na warunki pracy, na poszanowanie praw pracowniczych. Nieraz opisywane były fatalne warunki pracy przy dobrej koniunkturze. Kluczową sprawą jest to, że owe zmiany w wynagrodzeniach za nadgodziny mogą być wprowadzone wyłącznie za zgodą związków zawodowych. Ważna jest rzeczywista równość stron, które są przekonane, że jest pole do negocjacji.

– A tam, gdzie związków nie ma?  

– Tam nie będzie można wielu rozwiązań wprowadzić. Powstanie związku zawodowego to nie jest ciężar dla pracodawcy, ale możliwość i szansa porozumienia i zyskanie instrumentów, które bez organizacji związkowej nie będą mogły być wprowadzone. To pracownicy powinni o to zadbać, mieć świadomość i chęć powalczenia o swoje. Nie tylko zapisać się, opłacić składki i resztę scedować na kilku działaczy. Tak jak przy wyborach. Trzeba się ruszyć, wyjść, zagłosować.

– Komisja kodyfikacyjna jest na finiszu prac nad projektami ustaw Kodeks pracy i Kodeks zbiorowego prawa pracy. I co dalej, zakładając, że uda się te puzzle poskładać?   

– Projekty trafią do minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Minister będzie dysponentem projektów, zdecyduje, co dalej. Wtedy przyjdzie czas na Radę Dialogu Społecznego i opiniowanie ich w trybie art. 19 ustawy o związkach zawodowych, na konsultacje społeczne i prace w parlamencie. Podpis prezydent złoży być może za rok. Trudno mi oceniać, jaka będzie wola polityczna.

– Nowe kodeksy są niezbędne?

– Kodeks pracy był wielokrotnie nowelizowany. Stworzył się efekt zakładki, doklejano kolejne elementy. W rezultacie jest on niespójny, gdyż zmiany były wprowadzane z potrzeby chwili, by był w zgodzie z aktualną polityką.

Rozmawiał Artur S. Górski

(rozmowa opublikowana została w marcowym Magazynie Solidarność)

Download PDF
Powrót Drukuj stronę