Kaźń Warszawy 1944. Zagłada mieszkańców Woli i Ochoty – zbrodnia nieukarana. Niemcy się wstydzą

Ludzka śmierć to dramat, a nie statystyka. Ogrom barbarzyństwa czasów II wojny światowej przeraża po dziś dzień i jest przestrogą przed mrokami ludzkiej (czy aby na pewno) natury i skutkami politycznych szaleństw.

– Chciałbym prosić rodziny zabitych i rannych, chciałbym prosić polski naród o przebaczenie. Wstyd mi za to, co Niemcy, działając w imieniu Niemiec, wyrządzili Polsce – powiedział w czwartek 1 sierpnia br. minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas, podczas spotkania szefów MSZ Polski i Niemiec z młodzieżą w Muzeum Powstania Warszawskiego.

- Wstyd mi za to, co Niemcy, działając w imieniu Niemiec, wyrządzili Polsce. Wstyd mi też, że wina ta po wojnie była zbyt długo przemilczana – dodał Bundesminister des Auswärtigen, dodając, że tym bardziej poruszające jest to, iż to Polacy często podawali rękę w geście pojednania” i przypomniał list biskupów polskich do niemieckich z listopada 1965 r., w którym znalazło się zdanie „przepraszamy i prosimy o przebaczenie”.

– Imponujący gest, który niestety nie spotkał się z takim odzewem, na jaki zasługiwał. Nie tylko ofiarom jesteśmy winni szczere przepracowanie przeszłości i zmierzenie się z nią, jesteśmy to winni samym sobie – podkreślił Maas.

Wcześniej Maas wraz z ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem złożyli wieńce pod Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli. A Niemcy mają się czego wstydzić i za co przepraszać.

Co najmniej 50 tys. mieszkańców warszawskiej Woli i Ochoty zginęło od 5 do 7 sierpnia 1944 r. w masowych mordach dokonywanych przez oddziały niemieckie na rozkaz „oczyszczenia Warszawy z ludności cywilnej” wydany przez Adolfa Hitlera.

Minęło kilka dni, od Godziny W, o której żołnierze AK i innych formacji (m.in. NSZ) stanęli przeciwko oddziałom Wehrmachtu i SS, wspieranych przez zdemoralizowane szumowiny z zaciągu do sił pomocniczych, m.in. kryminalistów zgromadzonych pod rozkazami SS-Oberführera Oskara Dirlewangera i formacje złożone z dawnych sowieckich obywateli sformowanych w Brygadę Szturmową SS „RONA”.

Polacy mieli już dość terroru, codziennej przemocy. Jednak ludność cywilna, mieszkańcy domów na Woli i Ochocie, była w te dni całkowicie bezbronna. Powstańcy w zmaganiach m.in. z pułkami Dywizji Pancernej „Hermann Göring”, nie osiągnąwszy celów, wycofali się z obu dzielnic.

5 sierpnia 1944 r. rozpoczęła się rzeź ludzi. Prym wśród zbrodniarzy wiodła jednostka SS nosząca nazwisko dowódcy „Dirlewanger”, przykład perwersji czasu wojny. Dr nauk politycznych Oskar Dirlewanger owych „żołnierzy” rekrutował najpierw spośród kłusowników i rozmaitych drobnych przestępców, a potem spośród zwykłych kryminalistów. Zezwalał mu na to glejt szefa SS H. Himmlera, który niczym cesarz Henryk I Ptasznik w IX w., wydał okólnik łagodzący kary przestępcom, ale pod warunkiem i za udział w walce.

Sam Dirlewanger został skazany w latach 30. za „czyny nierządne” na 14-letniej dziewczynce ze Związku Niemieckich Dziewcząt. Został za pedofilski akt wyrzucony z NSDAP, sąd uznał Dirlewangera za zboczeńca i osadził w obozie karnym. Po odbytej karze zwyrodnialec postanowił się zrehabilitować (III Rzesza mu to umożliwiła), paląc, gwałcąc, mordując, pacyfikując wsie na Białorusi i na Polesiu w SS Sturmbrigade „Dirlewanger”. W końcu trafił do stolicy.

Bandyci na ulicy Focha 1944

 

Bandyci ze specbatalionu SS na ul. Focha (fot. IPN)

Na rozkaz Himmlera degeneraci z karnej brygady SS przybyli z 4 na 5 sierpnia 1944 r. od strony Sochaczewa na Wolę.

Kamienice, w gęsto zamieszkałych dzielnicach Wola i Ochota, stały się areną wojennych zbrodni. Okrucieństwo było wręcz niewyobrażalne. Zachowały się nieliczne zeznania świadków, w tym Mathiasa Schenka, sapera szturmowego oraz garstki ocalałych. Są wstrząsające.

Żołdacy wypędzali z domów ludność cywilną. Domy podpalali, ludzi zapędzali na miejsca masowych mordów, wrzucali granaty do piwnic pełnych ludzi. Masakra nie ominęła szpitali, kościołów i sierocińców. Ginęły dzieci, kobiety, zakonnice i lekarze.

Ludobójstwa na warszawskich cywilach dokonali też siepacze z batalionu 3. pułku kozaków rtm. Jakuba Bondarenki oraz z SS-RONA pod dowództwem Bronisława Kamińskiego oraz dwa azerbejdżańskie bataliony „Bergman”, batalion ze szkoły oficerskiej w Poznaniu i kilka kompanii niemieckiej policji z Kraju Warty. Dowództwo nad pacyfikującymi siłami policyjnymi objął gen. mjr policji Heinz Reinefarth.

330px-Generał_Heinz_Reinefarth_w_czapce_kubance_i_3_pułk_Kozaków

fot. SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth wraz z dowódcami z 3 batalionu rozpoznawczego kozaków rtm. Bondarenki. (Wikipedia)

Najwięcej osób zamordowali w fabrykach Ursus oraz przy ul. Górczewskiej i ul. Wolskiej oraz na „Zieleniaku” (róg  ulic Grójeckiej i Opaczewskiej). Stosy ciał rozciągały się wzdłuż ulic. Dokładna liczba zamordowanych nie jest znana.

Symbolem tragedii jest los pani Wandy Lurie, polskiej Niobe, która straciła w egzekucji trójkę małych dzieci, a w 1944 r. była w zaawansowanej ciąży. Cudem przeżyła. Synowi dała imię Mścisław.

Niemieccy sprawcy cynicznie przeprowadzonej akcji eksterminacyjnej Heinz Reinefarth i Erich von dem Bach-Żelewski nie odpowiedzieli za zbrodnie w stolicy. Co prawda generał SS Bach-Żelewski odpowiedział przed niemieckim sądem po wojnie, ale za czyny sprzed 1939 r.

Kamiński za niesubordynację został skazany na śmierć przez sąd polowy jesienią 1944 r. Nawet dla nazistów okazał się kanalią. Kozacy w służbie niemieckiej zostali przekazani po kapitulacji sowietom, część z nich popełniła samobójstwa w zajmowanej przez Armię Czerwoną Austrii. Dirlewanger został zgładzony w więzieniu w czerwcu 1945 roku w Wirtembergii. Prawdopodobnie „dopadli” go Polacy, strażnicy z jednostki wartowniczej amerykańskiej MP.

Heinz Reinefarth (ten, który w raportach donosił, iż brakuje już amunicji do rozstrzeliwań) po wojnie był burmistrzem na wyspie Sylt. Wybrano go też do landtagu kraju Szlezwik-Holsztyn, rozpoczął i kontynuował pracę jako…adwokat. Za zbrodnie popełnione w Powstaniu nie odpowiedział. Nie ponieśli jej ci, którzy strzelali do ludzi, gwałcili, ani ci, którzy palili i wieszali. Osiem miesięcy po rzezi mieszkańców Warszawy Berlin padł.

W 2014 roku władze gminy Sylt złożyły hołd Polakom. Została odsłonięta tablica na ścianie ratusza w Westerland, najbardziej znanego kurortu nad Morzem Północnym: „Zawstydzeni pochylamy się nad ofiarami z nadzieją na pojednanie”. Treść napisu była przedmiotem sporu, w końcu dodano: „Heinz Reinefarth, od 1951 do 1963 burmistrz Westerlandu, był jako dowódca grupy bojowej. współodpowiedzialny za tę zbrodnię”. W tym roku na Woli będzie też niemiecka delegacja.

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę