Katolicka nauka społeczna (odc. 9) Solidaryzm: trudny fundament

Zasada pomocniczości, czyli subsydiarności – za tym trudnym określeniem kryje się jedno z podstawowych założeń nauki społecznej Kościoła. Filarem porządku społeczno-gospodarczego promowanego przez chrześcijańskie nauczanie jest przecież solidaryzm, a ten nie jest możliwy bez rozsądnego, ale nie rozrzutnego, systemu pomocowego.

Co przez to rozumieć? Wbrew częstym zarzutom, katolicka nauka społeczna nie opiera się na rozwiązaniach socjalistycznych. Ta ideologia jest konsekwentnie negowana przez nauczanie kolejnych papieży, począwszy od „ojca nauki społecznej Kościoła” Leona XIII. Chrześcijańska wizja świata wyklucza pomoc i solidarność w ich komunistycznym rozumieniu, czyli braku właśności prywatnej i podziałowi „wszystkim po równo” (fachowo określa się takie działania socjalizacją dóbr).

Różnicę między takim podejściem a ideałami nauczania Kościoła wyjaśnia właśnie łaciński termin subsydialis, oznaczający tyle co „pomocniczy, dodatkowy”.

Doktryna Kościoła katolickiego w sprawach ekonomii przyjmuje, że różnice między poszczególnymi ludźmi i całymi grupami społecznymi są naturalne, więcej – niezbędne do harmonijnego rozwoju, jeśli tylko wzajemnie się uzupełniają. Jednak, jak głosiła chociażby encyklika „Rerum novarum”, społeczną solidarność może zagwarantować dopiero wspólne występowanie trzech czynników – wolnego rynku, zasad narzuconych i egzekwowanych przez państwo oraz norm etycznych wywodzących się z nauki chrześcijańskiej.

Encyklika „Rerum novarum”: społeczną solidarność może zagwarantować wspólne występowanie trzech czynników – wolnego rynku, zasad narzuconych
i egzekwowanych przez państwo oraz norm etycznych wywodzących się z nauki chrześcijańskiej.

Społeczna gospodarka rynkowa

Pomocniczość nie oznacza zatem uszczęśliwiania wszystkich na siłę, blokowania prywatnej inicjatywy i samoorganizacji społecznej. Owszem, w myśl zasady subsydiarności obowiązkiem państwa jest organizowanie sprawiedliwego porządku społecznego i gospodarczego. Jednocześnie państwo nie powinno ingerować w te sprawy, które mogą być i są przedmiotem własnej aktywności, inicjatywy i przedsiębiorczości jednostek oraz wspólnot społecznych, na czele z podstawową – rodziną. Ale subsydiarność zakłada, że istnieją potrzeby społeczne, których nie uda się zabezpieczyć na tych niższych poziomach.

W ten sposób zasada pomocniczości staje się podstawą społecznej gospodarki rynkowej, która – przynajmniej w teorii – „oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 20 Konstytucji RP).

Pomocnicza rola związków zawodowych

Ten model gospodarki, stworzony na bazie społecznej doktryny Kościoła, uznaje wolny rynek jako czynnik sterujący procesami gospodarczymi. Ale przyjmuje też, że jego mityczna i niewidzialna ręka nie poradzi sobie z ważniejszym zadaniem, czyli ustanowieniem możliwie najbardziej sprawiedliwych relacji między potrzebami (i korzyściami) jednostkowymi i tymi przypadającymi całemu społeczeństwu. W tym właśnie celu i zgodnie z zasadą wspomagania powinny ingerować instytucje państwowe. I tu społeczna gospodarka rynkowa „zderza się” z klasycznym liberalizmem, który uznaje – co warte podkreślenia – za system uniemożliwiający zagwarantowanie nie tylko dobra całego społeczeństwa, ale nawet dobra indywidualnej osoby.

A zatem to silne, ale demokratyczne i „nienachalne”, państwo oraz sprawne struktury społeczne na poszczególnych poziomach stają się gwarantem realnego rozwoju społecznego i gospodarczego, rozumianego w tej doktrynie przede wszystkim jako zwiększanie siły nabywczej ludności i zapewnienie najwyższego możliwego poziomu zatrudnienia.

Do wspomnianych wyżej struktur KNS zalicza również związki zawodowe, korporacje, wszelkiego rodzaju instytucje stanowe (np. zapomniane dziś cechy). Organizacje pracownicze w kontekście zasady pomocniczości uważa się za naturalne ogniwa struktury społecznej, łączące ludzi wg podstawowej wspólnoty losów. Dlatego ich postawa nie ma być odbierana negatywnie jako „konfrontacyjna” lub „roszczeniowa”, ale pozytywnie, z uznaniem społecznej reprezentatywności takich form organizowania się społeczeństwa.

Oczywiście społeczna gospodarka rynkowa zakłada również redystrybucję części „ogółu dóbr i środków” danej wspólnoty (lokalnej, narodowej itd.). To wszelkiego rodzaju świadczenia społeczne, które mają zapewnić stabilizację stosunków społecznych.

Unia społeczna

Jeśli ktoś miałby wątpliwości, czy takie rozwiązania są możliwe nie tylko na papierze, ale również w praktyce oraz czy rzeczywiście mogą doprowadzić do rozwoju społeczno-gospodarczego, niech spojrzy na Niemcy. Tam społeczna gospodarka rynkowa jest wręcz flagowym założeniem programowym chrześcijańskiej demokracji (koalicji partii: związkowej CDU i bawarskiej CSU). Podejście naszych zachodnich sąsiadów do gospodarki od dekad opiera się na fundamencie zakładającym, że gospodarka wolnorynkowa nie może sprawnie funkcjonować bez skutecznego rozwiązywania zagadnień socjalnych. Nie należy tego interpretować, jak wspomnieliśmy na początku, jako ustępstwa na rzecz socjalizmu. To po prostu efekt połączenia norm etycznych z przysłowiową przecież w przypadku Niemiec chłodną kalkulacją, że harmonijny i niezakłócony rozwój społeczno-gospodarczy jest możliwy tylko w przypadku powszechnej społecznej akceptacji dla kierunków tego rozwoju. Wynika z tego dla niektórych paradoksalny, ale prosty wniosek – stopień społecznej solidarności jest najlepszym kryterium sprawności danej gospodarki.

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę