Katolicka nauka społeczna (odc. 8) Odpowiedzialność za to, co wspólne

Miłość, sprawiedliwość, solidarność – do tych wartości nawiązywaliśmy najczęściej w naszym cyklu prezentującym naukę społeczną Kościoła. Tym razem oprzemy się na nadziei – cnocie teologicznej pozornie najmniej związanej ze sprawami społecznymi. Ale to ona stanowi jeden z najważniejszych elementów w nauce społecznej papieża Benedykta XVI.

Być może pewne znaczenie dla takiej postawy Ojca Świętego mają jego niemieckie korzenie. Choć on sam pochodzi z katolickiej Bawarii, wśród niemieckich teologów, zwłaszcza tych protestanckich, popularna była tzw. teologia nadziei, która za główne źródło etyki chrześcijańskiej (a na tej wprost opiera się katolicka nauka społeczna) uznaje właśnie nadzieję.

 

Nadzieja źródłem wspólnoty

Tej cnocie poświęcona jest druga encyklika Benedykta XVI „Spe salvi” („W nadziei zbawieni”), ogłoszona 30 listopada 2007 r. Nie jest to klasyczny dokument społeczny, w dużej części swych rozważań papież skupia się na teologicznym aspekcie nadziei chrześcijańskiej, czyli obiecanego nam zbawienia i życia wiecznego. Jednak już w tym kontekście zauważa, że „zbawienie zawsze było rozumiane jako rzeczywistość wspólnotowa”, a co najmniej od czasów średniowiecza i św. Augustyna nadzieja była traktowana jako „fundament wspólnoty życia”.

Benedykt XVI podkreśla w encyklice „Spe salvi”, że powstała w czasach nowożytnych indywidualistyczna interpretacja nauki Kościoła jest całkowicie błędna: „W jaki sposób mogła powstać myśl, że Jezusowe przesłanie jest ściśle indywidualistyczne i skierowane tylko do jednostki? Jak doszło do tego, że »zbawienie duszy« jest interpretowane jako ucieczka przed odpowiedzialnością za to, co wspólne?”.

Ekonomia
to nie wszystko
Jak wiemy, okresem, w którym ukształtowała się współczesna doktryna społeczna Kościoła, był wiek XIX, z jego rewolucją przemysłową i powstaniem nowej grupy społecznej – proletariatu. Nawiązując do tych procesów społecznych Benedykt XVI podkreślił – zgodnie z obowiązującą właśnie od XIX w. wykładnią Kościoła – swoisty grzech założycielski ideologii komunistycznej, która podnosząc słuszne postulaty równości (nie rozumianej jednak wprost jako „każdemu tyle samo”) i sprawiedliwości pominęła to, co w katolickiej nauce społecznej jest najważniejsze, a więc czynnik etyczny gospodarczych i społecznych przedsięwzięć człowieka.

„W wieku XIX nie osłabła wiara w postęp jako w nową formę ludzkiej nadziei i nadal uważano rozum i wolność za gwiazdy przewodnie, za którymi trzeba iść drogą nadziei. Coraz szybszy rozwój techniki i związane z nim uprzemysłowienie dość szybko wytworzyły nową sytuację społeczną: powstała klasa robotników przemysłowych.  (…) Z wielką precyzją, chociaż w sposób jednostronny i wybiórczy, [Karol] Marks opisał sytuację swojego czasu i z wielkim talentem analitycznym przedstawił drogę do rewolucji. (…) Jednak zwycięstwo ukazało zarazem ewidentny fundamentalny błąd Marksa. (…) Jego prawdziwy błąd to materializm: człowiek nie jest bowiem tylko produktem warunków ekonomicznych i nie jest możliwe jego uzdrowienie wyłącznie od zewnątrz, przez stworzenie korzystnych warunków ekonomicznych” – papież nie zostawił wątpliwości co do miejsca moralności w sferze gospodarczo-społecznej.

 

Miara sprawiedliwości

Encyklika „Spe salvi” podkreśla zatem, że podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, tak i w ekonomii człowiek musi być „prawdziwie dla innych, dla ogółu”. W tym kontekście Benedykt XVI powołuje się na słowa greckiego doktora Kościoła, św. Maksyma, który mówił o podziale dóbr „według miary sprawiedliwości”. „Miłość Boga objawia się w odpowiedzialności za drugiego” – uzupełniał te nauki papież w swojej drugiej encyklice.

Dalej Benedykt XVI podkreśla, że budowanie jak najlepszego ziemskiego ładu jest ciągłym zadaniem, stawianym przed każdym kolejnym pokoleniem, także nam, współcześnie żyjącym. Każde pokolenie musi właściwie korzystać z wolności, budując dobre struktury społeczne, będące pewną gwarancją na przyszłość.

Do wartości przewodniej encykliki „Spe salvi” Benedykt XVI powrócił raz jeszcze, gdy podsumowując swoje rozważania skrytykował indywidualistyczne podejście do ludzkiej egzystencji, które „zawęziło horyzont nadziei i nie rozeznało wystarczająco wielkości swojego zadania – nawet jeśli trzeba uznać za wielkie to, czego nieustannie dokonywało w dziedzinie formacji człowieka i troski o słabych i cierpiących”.

To nawiązanie wprost do stale obecnego w nauce Benedykta XVI wezwania skierowanego do rządzących i bogatych, aby nie podejmowali pozornych działań prospołecznych, lecz wprowadzili „porządek prawny, w którym wszyscy otrzymywaliby swoją część światowych dóbr”.

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę