Katolicka nauka społeczna (odc. 6). Człowiek podmiotem gospodarki!

Mobbing, globalizacja, zarządzanie ludźmi, społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR)… – Nie, tym razem to nie terminy z biznesowego podręcznika, tylko z dokumentu Episkopatu Polski. Forma się zmienia, jednak treść pozostaje ta sama: podstawa nauki społecznej Kościoła to godność człowieka.

W poprzednim odcinku naszego cyklu omówiliśmy najważniejsze punkty z dokumentu Konferencji Episkopatu Polski (KEP) pt. „W trosce o człowieka i dobro wspólne”. Ponieważ jest to jeden z najważniejszych głosów polskiego Kościoła na tematy społeczne i ekonomiczne w ostatnich latach, będziemy kontynuować tę analizę, skupiając się na najbardziej „gospodarczym” rozdziale tej publikacji. Mowa o części V, której już sam tytuł daje wiele do myślenia: „Potrzeba zmian w sposobie pojmowania działalności gospodarczej”.

 

Radykalny kapitalizm

Przede wszystkim biskupi (dokument przygotowała Rada ds. Społecznych KEP) przypominają podstawową zasadę katolickiej nauki społecznej, że „podmiotem i celem wszystkich instytucji społecznych jest i powinna być osoba ludzka, zwłaszcza że ze swej natury niewątpliwie wymaga ona życia społecznego”.

W tym kontekście autorzy dokumentu wracają do pierwszoplanowego twierdzenia Kościoła z XX w. o tym, że w sposób godny człowieka nie traktuje ani liberalny system ekonomiczny, ani tym bardziej komunizm. Oczywiście, Kościół nie ma złudzeń co do ewentualnej „trzeciej drogi”, nie szuka alternatywy dla gospodarki wolnorynkowej, a jedynie daje wskazówki co do właściwego rozłożenia akcentów w ramach kapitalizmu.

Niestety, jak czytamy w opracowaniu Episkopatu Polski, „obecnie w Polsce istnieje niebezpieczeństwo rozpowszechniania się ideologii wolnorynkowego kapitalizmu w formie radykalnej, ze wszystkimi jej negatywnymi dla człowieka skutkami. Szczególnie niepokoi to, że centralną pozycję w życiu gospodarczym, w miejsce człowieka, zajął pieniądz”.

 

Sprawne państwo

Jedna ze wspomnianych korekt kapitalizmu proponowana przez polski Kościół to aktywna obecność w stosunkach społeczno-gospodarczych silnego państwa. To oczywiście ingerencja w słynny liberalny dogmat o „niewidzialnej ręce rynku”, która rzekomo miała rozwiązać wszystkie problemy ekonomiczne, a w którą wierzą już chyba tylko najbardziej zatwardziali liberalni ekonomiści.

Jednak nawet ci, którzy postulują aktywność państwa, pytają, co to hasło ma oznaczać w praktyce? Autorzy dokumentu posłużyli się w tym przypadku metaforą państwa, które wypełnia próżnię instytucjonalną, prawną i polityczną w organizowaniu działalności gospodarczej. Takie rozumienie obecności państwa w gospodarce powinno zadowolić także klasycznych wolnorynkowców, ponieważ ochrony słabszych jednostek i grup społecznych (np. pracowników wobec pracodawców) nie stawia w sprzeczności z interesami silniejszych.

Obowiązkiem państwa jest zatem – jak czytamy w opracowaniu – zapewnienie „gwarancji indywidualnej własności i wolności, a ponadto stabilność pieniądza oraz istnienie sprawnych służb publicznych”, a także „zagwarantowanie bezpieczeństwa, by człowiek, który pracuje i wytwarza, mógł korzystać z owoców tej pracy, a więc znajdował bodziec do wykonywania jej skutecznie i uczciwie”. Brak takiego bezpieczeństwa to jedna z głównych przeszkód dla rozwoju i porządku gospodarczego.

 

Uznanie dla odpowiedzialnych pracodawców

Wydawać by się mogło, że w tak prospołecznym podejściu nie ma miejsca na szacunek dla pracodawców. Nic bardziej mylnego: „Na słowa uznania zasługują przedsiębiorcy, właściciele i zarządy firm, którzy w swojej działalności kierują się zasadami etycznymi i starają się uszanować godność podlegających im pracowników”.

Autorzy dokumentu precyzują: „Takiego przedsiębiorcę charakteryzuje dbałość o poszczególnego człowieka, dobrą organizację pracy, współpracę między ludźmi, tworzenie dobrego klimatu. (…) Powinien on także wymagać i zarazem popierać kreatywną pracę pracowników, ciągłe dokształcanie i podnoszenie kwalifikacji. (…) Powinien afirmować każdego pracownika, bez względu na zajmowane przez niego stanowisko. W razie potrzeby powinien być gotów do bezpośredniej rozmowy i wysłuchania każdego pracownika. Taki sposób zarządzania nie musi oznaczać sentymentalizmu ani słabości, lecz ma raczej wyrażać zaufanie do pracownika oraz jego poczucia odpowiedzialności”.

Sami oceńmy, czy to wymagania ponad nasze – pracowników i pracodawców – możliwości.

 

Gospodarka a Kościół

Co ma piernik do wiatraka, czyli Kościół do życia gospodarczego? – takie pytanie zadaje sobie pewnie wiele osób przy okazji publikacji kolejnych dokumentów społecznych hierarchów kościelnych. Pomijając ogromne zbiorowe i indywidualne (w przypadku poszczególnych duchownych) doświadczenie Kościoła również w sprawach ziemskich, jak najbardziej realnych, przede wszystkim trzeba pamiętać o etycznym aspekcie funkcjonowania każdej gospodarki. A tych fundamentów i zasad trzeba szukać właśnie w religii i Kościele. „Kryzys finansowy uświadomił nam wszystkim, jakie straty materialne i moralne wyrządza lekceważenie zasad etycznych. Dzisiaj już lepiej zdajemy sobie sprawę, że każda decyzja ekonomiczna ma konsekwencje o charakterze moralnym” – czytamy w opracowaniu Konferencji Episkopatu Polski.

 

Niesprawiedliwa praca

Niesprawiedliwa może być już sama umowa o pracę. Jeśli pracownik zmuszony koniecznością albo skłoniony strachem przed gorszym nieszczęściem przyjmuje niekorzystne dla siebie warunki (…) wtedy dokonuje się gwałt, przeciw któremu głos podnosi sprawiedliwość. Niedopuszczalne i niesprawiedliwe jest także złe traktowanie pracownika, brak reakcji na jego przepracowanie i przemęczenie, zmuszanie go do bezpłatnej pracy w godzinach nadliczbowych, w niedzielę i dni świąteczne w sytuacji, kiedy charakter pracy tego nie wymaga. Nie do przyjęcia jest stosowanie mobbingu.

Fragment dokumentu „W trosce o człowieka i dobro wspólne”

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę