Katolicka nauka społeczna odc. 12. Globalizacja solidarności

Świat robi się coraz mniejszy. Oczywiście nie dosłownie, w sensie fizycznym. Mowa o obiegu informacji, pieniędzy i innych zasobów, o wzrastających współzależnościach między poszczególnymi państwami, o postępującej integracji, zwłaszcza gospodarczej. Jak w tej sytuacji mają się zachować chrześcijanie i chrześcijańskie organizacje społeczne, w tym pracownicze?
O globalizacji napisano i powiedziano już wiele. Ba, każdy z nas doświadczył jej osobiście lub przez kogoś bliskiego. Pracownicza i związkowa rzeczywistość to coraz częściej nie mały zakład rzemieślniczy lub przedsiębiorstwo działające w skali krajowej, ale ponadnarodowa korporacja. Stawia to przed związkami zawodowymi nowe wyzwania.

Temat chrześcijańskiej „odpowiedzi” na postępujące procesy globalizacyjne od wielu lat bada prof. Daniel Navas Vega z Międzynarodowej Organizacji Pracy (a konkretnie Centrum Treningowego tej organizacji w Turynie). Gdański świat pracy miał okazję poznać go jesienią 2010 r., gdy przyjechał do grodu nad Motławą na III Chrześcijański Tydzień Społeczny.

Podejmij walkę, przeznacz pół lub jeden dzień miesięcznie na budowę demokratycznego, solidarnego społeczeństwa, chociażby angażując się aktywniej w działalność związkową!

Plaga moralna

Po pierwsze, naukowiec z MOP opisał najważniejsze efekty globalizacji, które w większości są negatywne dla tradycyjnych stosunków społeczno-gospodarczych. Są to m.in. koncentracja kapitału i nowych technologii w niewielkiej grupie najbardziej rozwiniętych krajów (a co za tym idzie dominacja tych państw w światowej gospodarce), głębokie zróżnicowanie dystrybucji dochodów, większe znaczenie międzynarodowego handlu i sektora usług, a jednocześnie „nadmiar deindustrializacji”. W konsekwencji zamiast zbliżania się państw pod względem rozwoju społeczno-gospodarczego, obszary biedy się utrzymują. Daniel Navas Vega wyliczył, że połowa ludności świata utrzymuje się za mniej niż dwa dolary amerykańskie dziennie, a ponad miliard osób za mniej niż dolara dziennie! Nic dziwnego, że biedę określił mianem „plagi moralnej naszego czasu”.

Chrześcijańskie zobowiązanie

Jak powinna wyglądać reakcja na te zmiany (które, paradoksalnie, niewiele zmieniają, przynajmniej na lepsze) tych, którym bliska jest chrześcijańska nauka społeczna? Kluczem, zdaniem prof. Vegi, jest właściwe ustawienie relacji między trzema najważniejszymi wartościami: wolnością, solidarnością i sprawiedliwością. Dominujące obecnie podejście neoliberalne podkreśla znaczenie wolności, kosztem solidarności i sprawiedliwości. W reakcji często pojawia się myślenie populistyczne, które w poszukiwaniu solidarności i sprawiedliwości poświęca wolność.
W chrześcijańskim spojrzeniu na gospodarkę i społeczeństwo te trzy wartości mają się uzupełniać i równoważyć. Zarówno chrześcijańskie związki zawodowe, jak i uważający się za chrześcijan pracodawcy mają bronić wolności w wielu wymiarach, politycznym i gospodarczym, ale również… socjalnym. Z kolei sprawiedliwość nie oznacza wypaczającej sens tego pojęcia „uśredniającej” (czytaj: obniżającej) redystrybucji dochodów, tylko autentyczną równość szans, w której jedynym ograniczeniem rozwoju jednostek i grup społecznych powinny być ich własne możliwości. Wreszcie solidarność w tym ujęciu to służenie innym, przeznaczenie części swojego czasu, swojej działalności innym.

Nie przesądzając jednoznacznie, że badania i wnioski prof. Daniela Vegi są tymi najbliższymi ideału, trzeba podkreślić ich bliski związek z wykładnią katolickiej nauki społecznej. W tym kontekście z przykrością można zauważyć, że powszechne w Polsce rozumienie takich wartości jak wolność i sprawiedliwość dalekie są od definicji przedstawionych przez eksperta Międzynarodowej Organizacji Pracy. Jedynie solidarność, zapewne nieco intuicyjnie, by nie rzecz „genetycznie”, odbieramy zgodnie z zamysłem prof. Vegi. Ale, jako się rzekło, te trzy wartości muszą być właściwie odczytane wspólnie, by dopiero razem stworzyć podstawy prawdziwie zrównoważonego rozwoju.

Zacznij od siebie

Wpływ chrześcijańsiej filozofii i tradycji widać nawet w języku, którym posługuje się prof. Vega. Apeluje on, aby (mając świadomość rosnących współzależności i nierówności) podjąć „walkę o stworzenie społeczeństwa wolnego, demokratycznego, sprawiedliwego i solidarnego”. A ta, również w duchu iście chrześcijańskim, ma przede wszystkim oznaczać rozwój wewnętrzny, osobisty wysiłek i podjęcie zobowiązań względem społeczeństwa (patrz: solidarność), a także wprowadzenie do zasad życia publicznego czynnika etycznego.

Niedawno, przy zupełnie innej okazji, jeden z polskich publicystów apelował, aby poświęcić wspólnocie narodowej cztery godziny tygodniowo. Teraz możemy dodać za prof. Navas Vegą – podejmij walkę, przeznacz pół lub jeden dzień miesięcznie na budowę demokratycznego, solidarnego społeczeństwa, chociażby angażując się aktywniej w działalność związkową!
Na koniec mała dygresja. Zdecydowane przyspieszenie procesów globalizacyjnych nastąpiło w ostatnich dwóch-trzech dekadach. Za jedną z przyczyn tego stanu rzeczy prof. Navas Vega uznaje upadek muru berlińskiego. Ma rację w tym sensie, że wybuch globalizacji, którego jesteśmy świadkami, nie miałby miejsca bez przemian w Europie Środkowo-Wschodniej i całym bloku sowieckim na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Ale tego nie byłoby zapewne bez Sierpnia ’80 i powstania „Solidarności”. To nie zaczęło się w Berlinie, to zaczęło się w Gdańsku. Tym bardziej trzeba zrobić wszystko, by więcej globalizacji oznaczało również więcej solidarności.

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę