Jeśli Moskwa zakręci kurki z gazem – kto sobie poradzi?

Federacja Rosyjska używa surowców energetycznych jako straszaka w grze politycznej do rozbijania jedności Europy. Gaz rosyjski nie ma alternatywy w tej części Europy. Niemcy to wiedzą i nie chcą się skłócić z Rosją. Polskę ratuje fakt, że nasza gospodarka w znacznej części oparta jest na węglu. 

Co stanie się jeśli prezydent Władimir Putin zakręci kurki z gazem? Analizy podjęli się eksperci w raporcie dla portalu Money.pl. Najpierw odczują to duże firmy, a później – gdyby oszczędności nie wystarczyły – przyjdzie czas na mieszkania. Takie scenariusze są możliwe. Potwierdził je w liście do głów 18 europejskich państw Władimir Putin.

Ukraińcom już zmieniono warunki zakupu gazu, likwidując ulgi w rozliczeniach.

- Jesteśmy na to przygotowani i kryzys energetyczny nam nie grozi – przekonuje ustami wicepremiera Janusza Piechocińskiego polski rząd.

Gaz, który możemy odebrać z przebiegającego przez Białoruś gazociągu jamalskiego, albo z Niemiec, to wciąż ten sam, rosyjski surowiec.

- Gdyby przez Ukrainę przestał płynąć gaz, moglibyśmy wziąć więcej z Białorusi i z Niemiec, ale marzenia o energetycznej niezależności od Rosji to mrzonki – przyznają eksperci z branży.

Paradoksalnie to nie Polska odczułaby najmocniej skutki potencjalnego kryzysu.

- Jesteśmy krajem w czołówce Europy pod względem samowystarczalności energetycznej – tłumaczy Money.pl Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

To dlatego, że nasza energetyka oparta jest na węglu. W przypadku gazowego kryzysu w Polsce zagrożone są głównie duże przedsiębiorstwa z branży chemicznej. W krajach Zachodu gaz odpowiada z kolei za produkcję sporej części prądu – tam problem byłby poważniejszy.

- Tak było w 2009 roku, podczas tak zwanego drugiego kryzysu ukraińskiego – przypomina w rozmowie z Money.pl Tomasz Chmal, ekspert do spraw energetyki z Instytutu Sobieskiego. Kreml po konflikcie z rządem premier Julii Tymoszenko przykręcił kurek w biegnącym przez Ukrainę gazociągu, a gaz płynął w zmniejszonej ilości.

Najpoważniejsze skutki odczuły kraje bałkańskie, ale też Austria i Polska – doszło do ograniczenia poboru przez największych odbiorców: Orlen i Grupę Azoty.

W ciągu roku Polska potrzebuje ponad 15 miliardów metrów sześciennych błękitnego paliwa.  Niecałe dziesięć miliardów pobieramy zza naszej wschodniej granicy. Kupujemy go od Rosji, z czego 3,8 miliarda metrów sześciennych odbieramy z gazociągu biegnącego przez Ukrainę, a resztę z przecinającego Białoruś, Polskę i Niemcy gazociągu jamalskiego. Do tego dochodzi 1,3 miliarda metrów sześciennych gazu, który płynie do nas z Niemiec, pół miliarda z Czech i około 4,5 miliarda gazu pochodzącego z krajowego wydobycia.

W razie ograniczenia, albo przerwania dostaw gazu z Ukrainy, mamy zabezpieczone inne źródła dostaw. Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że z Białorusi moglibyśmy pobrać dodatkowe dwa miliardy metrów sześciennych surowca, a z Niemiec kolejne 2,3 miliarda. Tak czy inaczej, będzie to gaz rosyjski, tyle że przetransportowany do nas.

Osobną kwestią jest cena gazu, jaką musielibyśmy płacić naszym zachodnim sąsiadom. Rosyjski Gazprom ustala każdemu krajowi cenę z góry, a gdy surowiec trafi na Zachód, może być wystawiony na giełdzie gazu, działającej na rynkowych zasadach.

Możliwość zwiększenia przesyłu gazu z krajów Zachodu na wschód nie jest taka łatwa. Głównie ze względu na ograniczenia techniczne w konstrukcji gazociągów. Polska i inne kraje tej części Europy są od rosyjskiego gazu uzależnione i za próby zmiany tego stanu rzeczy możemy co najwyżej słono zapłacić.

 

- Był taki czas, że w dostawach” spotowych” gaz pochodzący z zachodniej Europy można było kupić dużo taniej, niż w dostawach długoterminowych z Federacji Rosyjskiej. Ale to wszystko zależy od popytu i podaży. Nie da się przewidzieć przyszłych cen gazu, tak jak nie da się tego zrobić w przypadku ropy naftowej. Ceny są bardzo sezonowe. Teraz na niemieckiej giełdzie za tysiąc metrów sześciennych trzeba płacić około 340 dolarów – tłumaczy w Money.pl Janusz Steinhoff.

Polska płaci Rosji obecnie blisko 400 dolarów za tysiąc metrów sześc.

Mamy też odłożone zapasy tego surowca. Na koniec marca zapasy wynosiły 1,4 miliarda metrów sześc. gazu.

W przyszłym roku w Świnoujściu ma zostać ukończony terminal LNG, pozwalający na odbiór gazu z tankowców (do około pięciu miliardów metrów sześciennych rocznie).  Rachuby, że może nam pomóc import gazu z Kataru jest naiwne. Katar leży daleko od nas. Poza tym w przypadku zaostrzenia konfliktu kilka rakiet lub zamachy terrorystyczne mogą spowodować, że katarskie źródło zostanie zatkane.

Rosja eksport gazu podporządkowuje celom politycznym, ceny często nie mają dużego związku z kosztami dostaw. Jest jednak alternatywa na dynamicznie zmieniającym się rynku gazu.

To przede wszystkim pozyskiwanie gazu z łupków. Stany Zjednoczone z tego źródła zaspokajają 30 procent swojego zapotrzebowania. Jeśli ta metoda sprawdzi się w Polsce, może to być krok w stronę uniezależnienia się od Kremla. Czas jednak biegnie nieubłaganie.

Niestety fiaskiem zakończyła się nasza próba współpracy z Litwą. Przypomnijmy, że polski Orlen kupił swego czasu rafinerię w Możejkach. Jednak na koncepcję ORLEN Lietuva, na współpracę miedzy Polska z Litwą, Rosja nie mogła pozwolić.

Zabrakło też  determinacji do przedłużenia nitki ropociągu Odessa – Brody dalej do Płocka i Gdańska i włączenie w ten ropociąg instalacji Litwy. O przedłużeniu ropociągu Odessa-Brody mieli zdecydować udziałowcy „Sarmatii”, spółki tworzonej przez firmy z Ukrainy, Gruzji, Białorusi, Azerbejdżanu, Litwy i Polski. Nim cokolwiek realnego zostało zrobione – koncepcja zamarła.

Dodajmy, że w 2011 r. ruszył projekt budowy elektrowni atomowej koło Królewca. Plan Rosji jest czytelny. Po gazie i ropie Rosja próbuje uzależnić kraje Unii Europejskiej od kolejnego nośnika energii – od elektryczności.

Siłownia ma być potężna i będzie wytwarzać aż 2300 MW prądu. Takiej ilości energii niewielka, zamieszkała przez milion mieszkańców, enklawa królewiecka nie potrzebuje. Rosjanom zapewne uda się sprzedać wytwarzany prąd na Litwę i Łotwę, do Polski, a także do Niemiec, które zamykają swoje elektrownie atomowe.

Brak alternatywy i planu modernizacji sektora energetycznego spowoduje, że rosyjska elektrownia jądrowa w obwodzie królewieckim będzie w przyszłości zaopatrywać Litwę, a może i inne kraje, w prąd. Na przeszkodzie stoi na razie brak dostatecznych linii przesyłowych np. do Niemiec. Czy powstanie planowany od lat most energetyczny, który miał łączyć Litwę poprzez Polskę z Zachodem?

Strategia Rosjan jest długookresowa. Wyścig z czasem Rosjanie na razie wygrywają.

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę