Jeden podręcznik? Tak, ale…

Zbliżają się wybory, wyczerpuje się cierpliwość zignorowanych rodziców sześciolatków, przyszedł więc czas na populistyczne, bo nierealne obietnice premiera – bezpłatny podręcznik do I klasy jeszcze w tym roku.

- Rada Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego, oceniając pozytywnie chęć obniżenia kosztów podręczników szkołnych dla uczniów klas pierwszych szkół podstawowych stawia pytanie, czy jest to rozwiązanie systemowe tym bardziej, że pozostało tylko kilka miesięcy do rozpoczęcia roku szkolnego. Obawiamy się, że jest to działanie doraźne, obliczone bardziej na efekt propagandowy i zminimalizowanie napięć, które rodzi wprowadzenie od 1 września 2014 roku obowiązku szkolnego dla szcześciolatków – czytamy w stanowisku gdańskiej oświatowej „S” w sprawie jednego podręcznika dla pierwszaków.

W ocenie rady Sekcji w pierwszej kolejności należałoby rozszerzyć program „Wyprawka szkolna”, podnosząc zdecydowanie próg dochodowości na dziecko w rodzinie (problem nie dotyczy tylko klas pierwszych szkół podstawowych), a także uwzględniając podmiotowość szkół, nauczycieli – wychowawców w tym zakresie.

- Premier Donald Tusk i minister edukacji Joanna Kluzik- Rostkowska proponują by ministerstwo, poprzez Ośrodek Rozwoju Edukacji, przygotowało jedyny słuszny podręcznik – zauważa Bożena Brauer, przewodnicząca KM „S” Pracowników Oświaty i Wychowania w Gdańsku.

Zdaniem Wojciecha Książka, przewodniczącego rady Sekcji, profesjonalne opracowanie nowego podręcznika dla „pierwszaków” do 15 czerwca b.r. (rodzice powinni wiedzieć przed wakacjami z jakiego podręcznika będą uczyły się ich dzieci od 1 września) jest nierealne. Po drugie odgórne narzucenie podręcznika, wprowadzanego bez konsultacji ze środowiskiem nauczycielskim, narusza tak dobre praktyki, jak i autonomię szkoły.

Przypomnijmy, że MEN zapowiada, że 12 mln zł ma kosztować wprowadzenie bezpłatnych książek do klas pierwszych szkół podstawowych,  dla 550 tys. tegorocznych pierwszoklasistów. Podręczniki sfinansowane mają być z budżetu państwa, a środki mają się znaleźć dzięki… ograniczeniu programu „Wyprawka szkolna”, czyli dopłat do podręczników dla najuboższych rodzin. W przyszłości obowiązek spadnie być może na samorządy.

–  12 mln zł wydane z kasy MEN w porównaniu ze 137 mln, które na zestawy podręczników i ćwiczeń wydaliby rodzice, jest ewidentną oszczędnością. Troską rządu jest zmniejszenie wydatków rodziców na edukację dzieci – to główny argument Donalda Tuska.

Może to nastąpić w wyniku przyjęcia nowelizacji ustawy oświatowej, pozwalającej ministerstwom odpowiedzialnym za edukację samym tworzyć i wydawać podręczniki.   Jednak wydawcy mają już zakontraktowany rok szkolny 2014/2015, zamówili podręczniki u autorów, czasem opłacili druk. Nie wiadomo, czy przewidziane są dla nich rekompensaty.

Od 2015 r. w życie ma wejść dwie zasada, że do użytku będą dopuszczane podręczniki, które będą pozwalały na wielokrotne użycie. Koncepcję stworzenia podręcznika opracuje podległy MEN Ośrodek Rozwoju Edukacji. Koncepcja podręcznika w wersji elektronicznej ma być dostępna przed wakacjami.

Przypomnijmy, że system edukacji składa się czterech poziomów: kształcenie zintegrowane w klasach 1-3, drugi poziom, to kształcenie ogólne w klasach 4-6, kolejny poziom – gimnazjum i ostatni to szkoła średnia.

Oświatowa „S” od lat alarmuje o patologiach na rynku podręczników. Nauczyciele sygnalizują także kuriozalne sytuacje, gdy np. co rok zmienia się treść podręczników, nie respektując zasady trzyletniego cyklu danego etapu szkolnego, a dodatkowe zamieszanie wprowadziły nowe podstawy programowe, a więc i… nowe podręczniki.  Problem zaś w znikomym stopniu rekompensuje program „wyprawka szkolna” – skierowana tylko do uczniów z klas I – III szkół podstawowych i jednej z klas, która dotyczy zbyt wąskiej grupy uczniów. Poza tym rodzice muszą i tak wcześniej znaleźć środki, żeby zakupić podręczniki i przedstawić stosowne rachunki.

ASG

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę