Ile zarobią pracownicy dyskontów?

Kolejne sieci handlowe w Polsce chwalą się podwyżkami pensji swoich pracowników. W marcu wynagrodzenia podniósł Lidl, w kwietniu ma to uczynić Jeronimo Martins Polska, właściciel dyskontów Biedronka. Największa sieć handlowa nad Wisłą prezentuje pięknie wyglądające na papierze liczby – 80 mln zł na wzrost wynagrodzeń w 2016 r., dla części pracowników nawet 12,5 proc. podwyżki. Gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy, że mamy do czynienia raczej z zasłoną dymną ze strony pracodawcy, która zasadniczo nie zmienia trudnej sytuacji pracowników.

Biedronka to największy pracodawca prywatny nad Wisłą, zatrudniający około 55 tys. osób. Przy tej liczbie łączna kwota przeznaczona na wzrost wynagrodzeń (80 mln zł) nie robi już wielkiego wrażenia. Do tej pory najniższa pensja w sieci wynosiła 2 tys. zł brutto. Od kwietnia ma wzrosnąć do 2250 zł brutto, jednak wynagrodzenie zasadnicze ma wzrosnąć tylko o 100 zł. Pozostałe 150 zł ma być premią uzależnioną od frekwencji w pracy danego pracownika. A z tą może być różnie, przecież większość zatrudnionych w Biedronce to kobiety. Wystarczy, że dziecko się rozchoruje, pracująca matka skorzysta z przysługującego jej w takim przypadku prawa do opieki i… premia przepada? Tymczasem Jeronimo Martins Polska wyjątkowo polubiło korzystanie z premii zamiast podnoszenia uposażenia podstawowego. Kolejnym elementem ma być premia uzależniona od wyników danego sklepu. Tymczasem jak ciężka jest praca w Biedronce, mógł przekonać się każdy, kto chociaż raz był klientem tej sieci. Tony towaru do wyłożenia na półkach, wielogodzinne dyżury na kasach, praca niemal o każdej porze dnia, także w niedzielę, rzadkie przerwy itd.

Organizacja zakładowa „S” w Biedronce docenia każdy wzrost wynagrodzeń, jednak ostatni uznaje za niesprawiedliwy. – Podwyżki nie obejmą wszystkich pracowników. Poza tym firma gwarantuje kolejne podwyżki tylko pracownikom z najkrótszym stażem – na starcie po pierwszym, trzecim i piątym roku pracy. Czy wynika to z tego, że dłużej pracujący pracownicy zarabiają więcej i podwyżki ich wynagrodzenia kosztowałyby zbyt dużo? – mówi Piotr Adamczak, przewodniczący KZ NSZZ „S” w Jeronimo Martins Polska.

 

Trzeba pamiętać również o tym, że zmienia się otoczenie społeczno-gospodarcze, w którym funkcjonują sieci handlowe. Chociaż wciąż trudno mówić o „rynku pracy pracownika”, to konkurencja między pracodawcami rośnie. Nowe rozwiązania legislacyjne zapewnią najprawdopodobniej stały wzrost pensji minimalnej. Także rządowy program „Rodzina 500+” zwiększy dochody Polaków.

– Polacy chcą pracować, ale chcą również być dobrze wynagradzani. Przy obecnych pensjach, niewiele ponad 1600 złotych na rękę dla wielu kasjerek, w efekcie programu „Rodzina 500+” możemy stracić nawet kilkanaście procent pracownic. Wielu osobom świadczenia wychowawcze pozwolą uratować domowe budżety. W ostatnich latach wielu Polaków musiało się zadłużyć, miało problemy finansowe. Widzimy to na przykładzie naszych koleżanek i kolegów z pracy, którym komornik zajmuje pensje. Tylko realne podniesienie płac zmieniłoby sytuację pracowników – argumentuje lider „S” w Biedronce.

ACH

Download PDF
Powrót Drukuj stronę