Himalaje hipokryzji, czyli o reakcji rządu na związkowe protesty

W reakcji na rozpoczęcie Dni Protestu kolejni przedstawiciele rządzącej koalicji popisują się Himalajami hipokryzji i cynizmu. Bo jak inaczej nazwać powtarzane jak mantra stwierdzenie – zapewne rozesłane rano SMS-ami do działaczy PO i PSL – iż to związki zawodowe zrywają dialog i wychodzą na ulicę. Ba, że to związki nie chcą rozmawiać.

Czy rządzące koleżeństwo zapomniało, co działo się w minionych latach? Czy zapomniało o kolejnych odrzucanych lub spuszczanych do sejmowej zamrażarki projektach związkowych dotyczących choćby płacy minimalnej czy umów śmieciowych? Czy nie pamięta o wprowadzanych po chamsku, butem parlamentarnej większości projektach podwyższenia wieku emerytalnego czy uelastycznienia czasu pracy, w praktyce prowadzącego do obniżenia wynagrodzeń? Czy była jakakolwiek propozycja kompromisu po zebraniu milionów podpisów obywateli domagających się referendum w kluczowych dla nich sprawach? Czy nie jest obraźliwe dla milionów bezrobotnych i żyjących na granicy ubóstwa mimo wykonywanej na pełen etat pracy powtarzanie od lat mitu o zielonej wyspie?

Gorzkim „podsumowaniem” tej polityki jest ogłoszenie o pracy na stanowisku ochrony placu budowy, które ukazało się na jednym z portali internetowych, gdzie obok całego szeregu wymagań dla potencjalnych kandydatów, pojawia się kwota 2 zł 40 gr za godzinę pracy! A kiedy pracownicy mówią dość, zamiast propozycji dialogu „proponuje” im się antyzwiązkowe zmiany ustawowe i monopol władzy na przemoc (!).

Rządzące koleżeństwo! Rozumiem, że znaczna część z was pamięta tytuły wyzywające od warchołów kierowane pod adresem walczących o swoją godność robotników w czasach PRL. Nie wracajcie do starych metod, bo to nie ten czas i nie ta pora!

Jacek Rybicki

Zobacz relację z pierwszego dnia protestu

Zobacz galerię zdjęć z pikiety stoczniowców pod Ministerstwem Skarbu Państwa

Zobacz relację z pikiety pod Ministerstwem Edukacji Narodowej

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę