Heroiczny zryw ku wolności – Warszawa 1944. Gloria victis, pozostali niepokonani

1 sierpnia 1944 roku 35 tysięcy chłopców i dziewcząt z biało-czerwonymi opaskami i pod byle jaką bronią stawia się na punkty zborne. Punktualnie o godzinie 17. wybiegają  z pięciuset warszawskich bram w naiwnej nadziej, że za trzy dni przekroczy Wisłę Armia Czerwona, a Oni wystąpią wobec niej jako gospodarze wolnej Stolicy i wolnej Polski. Do walki poderwał ich rozkaz Godzina W. Był to akt odwagi i chęci odwetu na wrogu. Militarnego sukcesu nie przyniósł. 

powstanie_warszawskie1Pułkownik „Monter” (w środku) wraz oficerami BIP. Zdjęcie wykonane nieopodal Poczty Głównej przy pl. Napoleona. Fot. Wikimedia Commons.

 

Powstanie Warszawskie nie osiągnęło celu politycznego ani zwycięstwa militarnego Wpisało się w polską historię. Walczący o wolność i godność zasługują na najwyższy szacunek. Pozostali niepokonani…

Powstańcy stanęli wobec potęgi wroga osamotnieni. Uzbrojeni w steny, granaty, butelki z benzyną, biało-czerwone opaski i Honor, który ceny nie ma. Rozpoczęła się walka z elitarnymi pułkami wroga i ściągniętymi przez niego do pacyfikacji miasta szumowinami. Wywołując walki w ponad milionowym mieście dowódcy AK w okupowanym kraju wzięli na siebie odpowiedzialność.

-  W obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu – depeszował  z frontu włoskiego 19 lipca 1944 r. Naczelny Wódz gen. Sosnkowski do gen „Bora” Komorowskiego.

31 lipca 1944 r. komendant warszawskiego Okręgu AK płk dypl. Antoni Chruściel „Monter” podpisał rozkaz o rozpoczęciu walki.

Alarm do rąk własnych Komendantom Obwodów (…). Nakazuję „W” dnia 1.8. godzina 17. Adres m.p. Okręgu: Jasna nr 22 m. 20 czynny od godziny „W”. Otrzymanie rozkazu natychmiast kwitować.

Warszawa podzielona była konspiracyjnie na siedem obwodów: Śródmieście, Mokotów, Żoliborz, Wola, Ochota, Praga, i „Obroża” (powiat warszawski) i samodzielny rejon „Okęcie”. Na pomoc walczącej stolicy ruszyły oddziały partyzanckie z Puszczy Kampinoskiej i lasów nad Narwią. Bezskutecznie.

Kiedy padł, wydany z upoważnienia gen. Komorowskiego (po naradzie z udziałem gen. Okulickiego, który szczególnie parł ku powstaniu i gen. Pełczyńskiego), rozkaz godzina „W” Armia Krajowa stanęła przeciwko regularnym niemieckim oddziałom Wehrmachtu i frontowych Waffen-SS, wspieranych przez jednostki policyjne sprowadzone z Warthengau i zdemoralizowane szumowiny z zaciągu do ukraińskich i kałmuckich sił pomocniczych i rosyjskich renegatów z RONA. Zduszeniem powstania i mordowaniem ludności dowodził pochodzący z Pomorza SS-Obergruppenführer (generał) Erich von dem Bach-Zelewski (urodzony w Lęborku, zmarł w 1972 r. w Monachium).

Męstwo żołnierzy AK i innych formacji walczących w Powstaniu było przykładem, by choć pokonani – nie ulec. Powstanie warszawskie było militarnie skierowane przeciwko Niemcom, a politycznie miało nam zapewnić atut przed Armią Czerwoną i Moskwą (dzień wcześniej do stolicy ZSRS udał się na rozmowy premier Mikołajczyk; nie miały one jednak większego znaczenia). Tyle, że dowództwo AK w stolicy liczyło na pomoc zbrojną właśnie… Armii Czerwonej. I to nawet, gdy znane były już liczne fakty z Akcji „Burza”, gdy sowieci rozbrajali i wyaresztowali AK-owców, mimo, że razem wyzwalali miasta (Wilno, Lublin), a ci chcieli być właśnie gospodarzami we własnym kraju.

- Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje. Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał jednak złudzeń, że stanie się to, co się stało, to jest, że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej, bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż się wyleje do dna najlepsza krew Narodu Polskiego – podsumował w Italii w sierpniu 1944 r. gen. Władysław Anders, znakomity doświadczony dowódca w piśmie do gen. Kukiela.

W rachubach politycznych i militarnych było więc ono próbą zmiany sytuacji wytyczonej przez gigantyczną machinę wojny totalnej i decyzje aliantów, oddające przyszłą Polskę w ręce kremlowskiego satrapy. Podobne działania podjęte w ramach Akcji „Burza” w Wilnie, Lublinie i Lwowie zakończyły się fiaskiem i przyczyniły się do ujawnienia struktur podziemia. W warunkach wojny wiara, że wróg naszego wroga (sowieci) lub inaczej – aliant naszych aliantów, jest sprzymierzeńcem była błędem niewybaczalnym.

Chociaż naczelnym zadaniem AK, obok walki i dywersji,  było przygotowanie, a później przeprowadzenie w sprzyjających warunkach polityczno-wojskowych, powstania powszechnego walczący nie byli w stanie ochronić miasta przed zniszczeniem, a ludności cywilnej Woli, Ochoty i Starego Miasta przed wymordowaniem przez Niemców i wspierających ich żołdaków z innych krajów.

Sowieci latem 1944 roku stali nad Wisłą patrząc na agonię Wolnej Polski. Wstrzymali ofensywę pod pretekstem nadmiernego rozciągnięcia frontu i linii zaopatrzenia. Szykowali się już do gigantycznej zimowej ofensywy 1945 r.

Próba pomocy, podjęta bez wsparcia przez kilka tysięcy „kościuszkowców”, dowodzonych przez gen. Berlinga zakończyła się krwawym niepowodzeniem na Czerniakowie. A Berling popadł w niełaskę i został odsunięty od dowodzenia.

Inaczej potoczyły się losy prawobrzeżnej Warszawy. Na warszawskiej Pradze dowództwo AK zorientowało się w sytuacji militarnej i beznadziejności walki zbrojnej więc tam powstanie wygasło po kilku dniach 4 sierpnia 1944 r. Po spóźnionym otrzymaniem rozkazu przez dowódcę na Pradze i w związku ze znaczną koncentracją regularnych sił niemieckich, w tym pancernych, dowódca obwodu ppłk Antoni Żurowski ps. „Bober” za zgodą komendanta okręgu Warszawa płk dypl. Antoniego Chruściela „Montera” wydał rozkaz powrotu do konspiracji po trzech dniach walki. Po drugiej stronie Wisły stolica krwawiła.

Warszawska Apokalipsa nie zmusiła zachodnich aliantów do przeforsowania koncepcji gen. George’a Smith’a Pattona i sugestii premiera Churchilla o skierowaniu uderzenia na środkową Europę od południa. Podjęte próby pomocy z powietrza były o tyle heroiczne, co w swych rozmiarach skromne i mało skuteczne. Śladowe zrzuty, prowadzone od połowy września 1944 roku, nie miały militarnego znaczenia. Jedynie propagandowe. Stalin bowiem do połowy września 1944 roku nie zezwalał na międzylądowania maszyn aliantów na terenach zajętych przez Armię Czerwoną.

Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Sosabowskiego, zamiast jak planowano skakać nad Warszawą, wykrwawiła się bezsensownie w nieudolnie prowadzonej przez brytyjskiego marszałka Montgomery’ego operacji w Niderlandach (Arnhem).

– Po zwycięstwie nad armią Rommla w Afryce można było przerzucić siły alianckie do Grecji, w której działały dwie mocne partyzanckie organizacje komunistyczna oraz monarchistyczna i w której stacjonowały głównie niespecjalnie bitne oddziały włoskie, i maszerować dalej przez kontrolowaną w pewnym stopniu przez partyzantkę „Tity” Jugosławię, aż na Węgry, które – co pokazywało podejście do Polski – wcale nie były przesadnie proniemieckie, i dalej do Polski. To by mogło, tak to szacowaliśmy już wtedy, trwać pół roku. Armia Czerwona walczyła zaś wówczas pod Stalingradem. Zamiast tego wybrano, na żądanie Roosevelta, bezsensowną z militarnego punktu widzenia akcję we Włoszech – mówił paroma laty prof. Witold Kieżun, żołnierz AK, podchorąży, ps. „Wypad”, żołnierz Powstania.

Alianci zachodni jednak woleli respektować układy ze Stalinem. Rok wcześniej w Teheranie amerykański prezydent F.D. Roosevelt oddał Stalinowi nie tylko kontrolę nad Polską, ale i zrezygnował – w naszym imieniu – ze Lwowa, a jedynym warunkiem, jaki postawił, było zachowanie porozumienia w tajemnicy, po to aby zdrada nie odebrała mu głosów Polonii w wyborach. Naziści mogli więc spokojnie dokończyć dzieła zniszczenia.

Powstańcom gorycz ściskała gardła.

„Czekamy Ciebie czerwona zarazo
Byś wybawiła nas od czarnej śmierci.
Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci,
Była zbawieniem, witanym z odrazą.

Czekamy Ciebie – Ty potęgo tłumu
Zbydlęciałego pod Twych rządów knutem,
Czekamy Ciebie, byś nas zgniotła butem
Swego zalewu i haseł poszumem.

Czekamy Ciebie ty odwieczny wrogu
Morderco krwawy tłumu naszych braci.
Czekamy Ciebie nie, żeby Ci spłacić
Lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

Żebyś Ty wiedział, nienawistny zdrajco
Jakiej Ci śmierci życzymy w podzięce
I tak bezsilnie zaciskamy ręce
Pomocy prosząc, podstępny oprawco.
(…)

napisał żołnierz AK ps. „Ziutek” 26 sierpnia 1944 r.  (fragment ostatniego wiersza Józefa Szczepańskiego, poety Powstania, napisany w obliczu upadku Starego Miasta i bezczynności Armii Czerwonej)

Powstanie warszawskie to bezprzykładne męstwo, bezmiar heroizmu, wspaniała literatura i wielka niezabliźniona nigdy rana.  Polityczna i militarna klęska. Jednak rola powstania była i jest nie do przecenienia.

Bóg chciał ukazać, że są wartości, o które trzeba walczyć, nawet w walce pozornie beznadziejnej. Warszawa zdolna była podjąć każdy wysiłek, każdą ofiarę, aby zaświadczyć swoje prawo do pełnej wolności, o której nie mogą decydować sąsiednie narody. Musi być ślad w dziejach dojrzałości narodu, który ma słuszną ambicję stanowienia o sobie

ks. prymas Stefan Kardynał Wyszyński w 1974 roku w 30. rocznicę Powstania warszawskiego

Kogo straciliśmy? Odpowiedź się kryje w piosence, poezji i zdjęciach archiwalnych. Wystarczy spojrzeć na archiwalne zdjęcia pięknych dziewcząt, tych „małych dziewczynek z AK”, wspaniałych chłopców z biało-czerwonymi opaskami na ramionach. To oni szli w bój o honor, acz licząc na wsparcie aliantów, które nie nadeszło. To niebywały heroizm nastoletnich, słabo przygotowanych „żołnierzyków” sprawiał, że odnoszono sukcesy w walkach, jak zdobycie gmachu PAST-y.  Za złudzenia i brak rozeznania ze strony ich dowództwa przyszło im zapłacić najwyższą cenę. Cenę krwi i bezmiaru cierpienia.

Także po wojnie skazywani na więzienie, katowani, czy jak harcerz, bohater, oficer Jan Rodowicz „Anoda” – mordowani w siedzibie MBP przy ul. Koszykowej („Anoda” 7 stycznia 1949 r.   „wyskoczył” z okna IV piętra gmachu MBP). Tak bardzo ich później Polsce brakowało.

W Powstaniu z bronią w ręku wśród tysięcy innych ginie Krzysztof Kamil Baczyński – poległ na posterunku w Pałacu Blanka 4 sierpnia 1944 r. w godzinach popołudniowych – śmiertelnie raniony przez strzelca wyborowego ulokowanego w gmachu Teatru Wielkiego. Miał 23 lata.

1 września 1944 zginęła jego żona – Barbara Drabczyńska. W Powstaniu ginie Tadeusz Gajcy, związany z Konfederacją Narodu, żołnierz AK. Zginął 16 sierpnia r. 1944 w kamienicy przy ul. Przejazd nr 1/3. Wraz z nim pod gruzami zginął inny poeta Zdzisław Stroiński.

Od lat, z różnym natężeniem, toczy się debata czy Powstanie Warszawskie miało sens? Jednak ów wybuch ku wolności był wpisany w polskie losy od 1939 roku. Wybuchło bo musiało. Przez 63 dni żołnierze Armii Krajowej i NSZ, wspierani też przez inne formacje, prowadzili heroiczną i osamotnioną walkę, której celem była niepodległa Polska, wolna od niemieckiej i sowieckiej okupacji. Pozostała powstańcza duma, poezja, piosenki.

1 sierpnia o godzinie 17 zatrzymajmy się. Gdziekolwiek będziemy…

Artur S. Górski

1 sierpnia 2018 Plac przed Muzeum II Wojny Światowej (Plac Bartoszewskiego 1)

godz. 16:50 – uroczysty Apel Pamięci

godz. 21:00 – projekcja filmu Miasto 44, reż. Jan Komasa (w ramach kina plenerowego), Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

 

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę