Grudzień’70: Znicze pamięci, wieńce i kwiaty, lekcja historii

Płonące znicze, wiązanki kwiatów i wieńce stały się od lat symbolem pamięci o tych, którzy oddali życie za wolną Polskę i godność człowieka pracy.

Niepowtarzalną lekcję historii odebrali uczniowie trójmiejskich szkół przy pomniku Poległych Stoczniowców. O historii najnowszej opowiadał prowadzący ceremonię rocznicową Wojciech Książek, przewodniczący Sekcji oświaty i wychowania gdańskiej „Solidarności”.  On też odczytał listę poległych. Pomnik Poległych Stoczniowców otoczyły poczty sztandarowe szkół Gdańska i Sopotu. Wzruszający był widok gromadki uczniów II klasy szkoły podstawowej nr 81 z Gdańska Osowej, które jechały godzinę, by dotrzeć pod pomnik. Maluchy przypatrywały się z wielkim zainteresowaniem rocznicowej uroczystości.

Zdjęcia: Paweł Glanert

 

- Tutaj, dawno temu w roku 1970, zakończyła się droga stoczniowców, którzy walczyli o wolną Polskę – podzielił się z nami swoją wiedzą kilkuletni uczeń Alan Lisewski, dodając, że opowiedziała o tym „nasza pani”.

- Dzieci uczą się wielu potrzebnych rzeczy więc też powinny wiedzieć, co zdarzyło się w ich mieście w Grudniu. Tym bardziej, że mają młodych rodziców, którzy nie żyli w tamtych, przecież nieodległych czasach. Jeśli my nauczyciele nie przybliżymy tamtych wydarzeń, to przecież większość rodziców, zabiegana, z braku czasu nie wprowadzi dzieci w historię. Okazało się, że dotychczas tylko trójka dzieci była przy pomniku – powiedziała nam Ewa Kuczyńska, nauczycielka nauczania początkowego w SP nr 81.

- O tym co się tutaj i w Gdyni zdarzyło wiem z opowiadań w domu. Od dziadków przede wszystkim, bo babcia i dziadek pracowali w stoczni w Gdyni – mówi  Paulina Recuch, uczennica  Zespołu Szkół Handlowych w Sopocie. Wtóruje jej koleżanka Róża Szymczyk:

- Ze szkoły i z domu wiem…

Nauczyciel historii z sopockiej szkoły Rafał Nowicki nie ma wątpliwości.

- Jest sens w uczeniu historii najnowszej, bo z biegiem czasu pamięć i wiedza się zacierają. A przecież młodzi ludzie powinni być świadomi dlaczego Polska tak wygląda i czego symbolem są te trzy krzyże. Szkoła ma uczyć patriotyzmu – mówi.

–  Czy młodzi ludzie interesują się historią swojej ziemi zależy o od tego z jakich domów się wywodzą ale rolą szkoły jest przekazanie wiedzy o tym, co działo się na Wybrzeżu w 1970 roku i w 1981 roku –  mówi Anna Krzewicka nauczycielka z Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Gdańsku.

Przypomnijmy, że 16 grudnia 1970 roku wojsko ostrzelało wychodzących z zakładu pracy stoczniowców. Od kul padło wówczas trzech robotników. Grudzień,70 przypieczętował los Władysława Gomułki, rządzącego Polską od czternastu lat.   Grupa wysokich funkcjonariuszy aparatu PRL postanowiła bowiem wykorzystać robotniczą rewoltę na Wybrzeżu do odsunięcia od władzy dotychczasowego I sekretarza KC PZPR i osadzenia na tym stanowisku Edwarda Gierka.
W 1971 roku Henryk Lenarciak, ówczesny przewodniczący rady oddziałowej Związku Zawodowego Metalowców na Wydziale W-4 i Henryk Jagielski, jeden z liderów grudniowego strajku (członek komitetu strajkowego i delegacji na rozmowy z Edwardem Gierkiem) wysunęli postulat budowy pomnika, który upamiętniałby stoczniowców, poległych w grudniu 1970 roku. Podczas 1-majowego pochodu w 1971 roku robotnicy nieśli transparenty „Żądamy ukarania winnych za zajścia grudniowe” i „Żądamy odsłonięcia tablicy poległych stoczniowców”. Tego dnia przed brama nr 2 stoczni zebrały się tłumy, a wzdłuż muru okalającego zakład leżały kwiaty ku czci poległych. Najbliższe miesiące pokazały jednak, że czczenie pamięci Grudnia’70 stało się zakazane.  Krzywdy Grudnia’70 nie dało się władzy wymazać.  Od 1978 roku obchody rocznicy Grudnia’70 organizowały Wolne Związki Zawodowe „Wybrzeża” m.in. Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda oraz Lech Wałęsa. Uczestniczy w nich aktywnie Dariusz Kobzdej i Bogdan Borusewicz. MO stosowała represje i zatrzymania prewencyjne na 48 godzin przed kolejnymi rocznicami. Stoczniowcy nigdy nie zapomnieli o swoich kolegach. Tuż po smutnym Bożym Narodzeniu 1970 roku stoczniowcy domagali się skromnej tablicy u wejścia do zakładu. Pod bramą stoczni w każdą rocznicę i na 1 maja leżały kwiaty. Na grobach poległych zawsze w kolejne rocznice leżały kwiaty i wieńce z napisami na szarfach „Ofierze Grudnia”, „Poległemu Koledze w wydarzeniach grudniowych”, które z mogił, pod lupą MO i SB, były niemal natychmiast usuwane. Znaki pamięci były niebezpieczne dla właścicieli PRL.

18 grudnia 1979 roku przed stoczniową bramą zebrało się, mimo prewencyjnych aresztowań,  kilka tysięcy osób (SB raportowała o 3 tys.).
- W przyszłym roku będziemy obchodzili 10. rocznicę tej tragedii. Musimy postawić pomnik. Jeśli do tego czasu nie powstanie proszę wszystkich by każdy na rocznicę przyniósł ze sobą kamień. Jeśli wszyscy przyniosą po jednym to na pewno zbudujemy pomnik – apelował tego dnia Wałęsa.
W tym roku Lech Wałęsa, stoczniowy elektryk, działacz WZZ i lider „Solidarności” oraz prezydent RP kilka minut po 10. pojawił się w otoczeniu najbliższych współpracowników przy Pomniku. Złożył wiązanki kwiatów i minął się bez słowa z nadchodzącymi przez Bramę nr 2 stoczniowcami. Z Wałęsą przywitał się jedynie Roman Gałęzewski, przewodniczący stoczniowej „S” .

Pytany o odpowiedzialność za zbrodnie Grudnia i brak jej osądzenia przez 43 lata laureat pokojowej Nagrody Nobla stwierdził, że na wszystko przyjdzie czas”.

- Musimy to wydyskutować. Racje są po różnych stronach. W demokracji to musi potrwać bo to nie są jednoznaczne rzeczy – przekonywał Wałęsa, tłumacząc obecność w tym samym czasie swoją i stoczniowców tym, że „wpadliśmy na siebie” bo był na rekolekcjach.

- Bez 1970 roku nie byłbym w stanie zrobić tak 1980 roku. Gdybym nie otarł się o bezpiekę to bym nie wiedział co oni myślą i jak myślą i miałbym problem. Niektórzy mówią, że trzeba było czekać, wziąć się za bary, wystrzelać i na tym budować. A inni mówią, że właśnie w sposób pokojowy – tłumaczył były prezydent rok 1980, który „tak ładnie nam wyszedł”.

Kiedy stoczniowcy śpiewali Jeszcze Polska nie zginęła były prezydent kończył udzielanie wypowiedzi dziennikarzom, wsiadł do limuzyny i odjechał. Stoczniowcy przed historyczną bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej, gdzie 43 lata temu padły pierwsze strzały do robotników, ułożyli także z zapalonych zniczy krzyż.

Monumentalny Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 wpisał się na trwałe w krajobraz nadmotławskiego grodu. Pomnik stanął w miejscu, gdzie 16 grudnia 1970 roku padli o kul wojska pierwsi strajkujący. Symbol śmierci tych, którzy przeciwstawili się systemowi zniewolenia i przestroga dla władzy stanął z inicjatywy stoczniowców, którzy nie zapomnieli o poległych kolegach. Pamięć o poległych w walce z reżimem PRL stoczniowcach stała się elementem świadomości zbiorowej nie tylko gdańskich robotników. Mimo embarga informacyjnego o tragedii w ciągu kilku miesięcy wiedział cały Kraj. „Świat się dowiedział – nic nie powiedział” – śpiewano w „Balladzie o Janku Wiśniewskiem”. Nie powiedział – pamiętał. Władza w PRL bała się Grudnia’70. Cenzura nie przepuściła sceny w „Człowieku  marmuru” w której Agnieszka (Krystyna Janda) wiesza na stoczniowej bramie bukiet kwiatów.

Przypomnijmy, że już 17 sierpnia 1980 r. przy bramie stoczni, na miejscu tragedii, strajkujący ustawili drewniany krzyż, upamiętniający ofiary Grudnia ’70. Żądanie wystawienia pomnika poległym kolegom było jednym z pierwszych postulatów strajkujących w 1980 r. w Stoczni Gdańskiej, wówczas noszącej nazwę od pseudonimu wodza bolszewików „im. Lenina”.

ASG

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę