Grudzień ’70: wspomnienia Waldemara Malinowskiego – 15 grudnia

„Magazyn Solidarność” dotarł do zapisków Waldemara Malinowskiego, portowca, uczestnika protestów robotniczych w Gdyni w grudniu 1970 r., który w październiku 1971 r. uciekł statkiem do Niemiec. Publikujemy trzecią część wspomnień Waldemara Malinowskiego, kolejne zaprezentujemy w następnych dniach.

 

 

 

Wtorek 15 grudnia 1970 roku

W tym dniu szedłem do pracy jak zawsze ul. Śląską przez tunel pod wiaduktem przy ulicy Podjazdowej, dalej ulicą 10 Lutego, 3 Maja, Starowiejską, a następnie przez Plac Kaszubski i tory kolejowe do ulicy Warsztatowej, gdzie była brama wejściowa do portu gdyńskiego. Tu znajdowało się moje miejsce pracy w ówcześnie nowej hali warsztatowej. Na ulicach wśród spieszących do pracy panowała normalna atmosfera, zwyczajny ruch pojazdów komunikacji miejskiej i innych pojazdów.

Wśród wielu pracowników załogi warsztatów głównych dało się odczuć szczególny nastrój. Przygotowani do pracy w roboczych kombinezonach robotnicy głośno dyskutowali w większych grupach. Zdecydowana większość z nich nie podjęła pracy. Pamiętam, że paru starszych kolegów podjęło pracę, obserwowali jednak bacznie dyskutujących, przysłuchując się rozmowom i co jakiś czas także przyłączali się do dyskutujących. Niektórzy z członków zakładowych komórek PZPR krytykowali głośno naszą postawę, nawoływali do podjęcia obowiązku pracy, co jednak nie miało większego wpływu na przebieg sytuacji.

Docierały do nas informacje z innych zakładów i firm gdyńskich, ponieważ połączenia telefoniczne jeszcze funkcjonowały. Tam wyglądało podobnie. Załogi pracowników dyskutowały o rozpoczęciu wspólnej manifestacji.

Razem z trzema kolegami zatrudnionymi na wydziale tokarek Adamem S., Andrzejem K. i Tadkiem postanowiliśmy pójść do pobliskiej Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, celem zorientowania się w faktycznej sytuacji, sprawdzenia możliwości dołączenia się do nich i wspierania protestujących pracowników tego zakładu pracy.

Utworzyliśmy wspólny pochód protestujących młodych stoczniowców i pracowników różnych firm. Szliśmy ulicami Gdyni w kierunku centrum miasta i zatrzymaliśmy się przy budynku Centralnego Komitetu Miejskiego PZPR, gdzie również mieściła się siedziba pierwszego sekretarza partii Hugona Malinowskiego. Chciałbym tu nadmienić, że nie jest on w żaden sposób ze mną spokrewniony. W tym miejscu nie doszło do spotkania z kompetentnymi przedstawicielami tego organu, co spowodowało, że po krótkiej wzajemnej konsultacji cały pochód ruszył w kierunku urzędu Miejskiej Rady Narodowej miasta Gdyni. Parusetna grupa manifestujących młodych pracowników posuwała się ulicami miasta w dosyć szybkim tempie. Po krótkim czasie dotarliśmy do gmachu Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni.

Z balkonu tego gmachu przemawiali do nas jacyś ludzie, wśród których był Jan Mariański, ale nie jestem tego całkiem pewien. Z naszej strony wydelegowano parę osób na pertraktacje z MRN. Po jakimś czasie wrócili do nas z informacją, że rozmawiali z przedstawicielami miasta i uzgodnili postulaty.

Nie pamiętam dokładnego czasu, ale chyba było nie później niż godzina 10.45, kiedy dotarłem do kolegów w moim miejscu pracy w Zarządzie Portu i podzieliłem się z nimi aktualnymi informacjami. Przedstawiłem obecną sytuację w Stoczni Komuny Paryskiej, poinformowałem o pochodzie do siedziby Komitetu Partii oraz protestach przed budynkiem Miejskiej Rady Narodowej połączonych z przyjęciem przez władze miasta grupy protestujących.

Zainteresowanie zaistniałą sytuacją było ogromne, co spowodowało, że nikt już nie chciał dalej pracować oraz wszczęto dyskusję w większych grupach na terenie całego wydziału. Do dyskutujących przyłączyli się również zatrudnieni pracownicy biur łącznie z kompletnym zespołem osób zatrudnionych na stanowiskach kierowniczych.

Następnie pobiegłem w kierunku Gdyńskiej Stoczni Remontowej i do głównego wejścia Dalmoru celem wspierania manifestujących. Zobaczyłem tłumy robotników stojących w roboczych ubraniach, do których przemawiali przy użyciu ręcznych megafonów całkiem młodzi ludzie, których osobiście nie znałem. Wymieniali oni różne postulaty, żądali cofnięcia podwyżek cen proponowanych przez władzę państwa PRL i podniesienia zarobków. Wszystko to odbywało się w spokojnej atmosferze i porządku. Manifestujący byli zdyscyplinowani i wyraźnie było widać, że nie było to wystąpienie antyrządowe.

Po upływie jakiegoś czasu jeden z przemawiających zaproponował spotkanie delegatów gdyńskich zakładów oraz wszystkich firm, celem wspólnego opracowania postulatów i przekazania ich następnie odpowiednim władzom miejskim i rządowym.

Miejscem, gdzie miał zostać utworzony Komitet Strajkowy miasta Gdyni był Zakładowy Dom Kultury przy ul. Polskiej należący do Zarządu Portu w Gdyni. Spotkanie miało odbyć się o godzinie 18.00. Każdy z obecnych miał poinformować swoje koleżanki i kolegów w miejscu zatrudnienia o planowanym spotkaniu w ZDK.

Na to zebranie chcieliśmy wybrać swoich delegatów, którzy mieliby przygotować pisemnie postulaty na to spotkanie. Propozycja została przez wszystkich przyjęta z głośnym aplauzem. Równocześnie przez megafony poproszono wszystkich o powrót do swoich zakładów pracy, jak również o zachowanie porządku. W tym czasie nastąpiło zakończenie manifestacji przy wejściu do przedsiębiorstwa „Dalmor”.

 

Po powrocie do warsztatów w porcie wspólnie z moimi kolegami poinformowaliśmy wszystkich współpracowników o przebiegu manifestacji i ustaleniach, które miały miejsce przy bramie wejściowej do Dalmoru. Zdecydowanie najważniejszą informacją była wiadomość o planowanym zebraniu delegatów w ZDK celem utworzenia Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego dla miasta Gdyni. Dalszym zadaniem Komitetu Strajkowego miało być opracowywanie naszych postulatów, które następnie w imieniu wszystkich zakładów pracy przekazanoby odpowiednim władzom PRL.

Po powrocie do domu przy ul. Warszawskiej opowiedziałem rodzicom i mojemu bratu o nadzwyczajnych wydarzeniach dnia w moim zakłdzie pracy, w gdyńskich stoczniach i o przebiegu pochodu z manifestującymi młodymi pracownikami różnych zakładów pracy w Gdyni.

Mój ojciec, który przeżył do końca II Wojny Światowej najpierw jako więzień w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthoff, a następnie przymusowy robotnik w obozach pracy – po wojnie zaś przeżył więzienie i prześladowania SB, pamiętał doskonale brutalne metody stosowane przeciwko ludności, przestrzegał mnie i prosił, abym nie angażował się w jakiekolwiek protesty czy marsze antyrządowe. Dał mi wyraźnie do zrozumienia swoje poparcie dla wszystkich protestujących przeciw ogłoszonym podwyżkom cen, nie chciał jednak stracić syna.

Jak zawsze rozmowa ta przebiegła przy zamkniętych drzwiach i oknach, celem uniknięcia ewentualnych represji ze strony władzy PRL.

W obawie przed rodzicami, że będą stwarzać mi problemy i zatrzymają mnie w jakichś sposób w domu, nie powiedziałem o zamiarze wzięcia udziału w wieczornym spotkaniu w ZDK. Ten ośrodek znałem bardzo dobrze z różnych imprez kulturalnych i jako pracownik Zarządu Portu w Gdyni czułem się zobowiązany do wzięcia udziału w tym tak ważnym spotkaniu. Poza tym razem z kolegą Adamem byliśmy delegatami Warsztatów Głównych Zarządu Portu w Gdyni.

Odpowiednio wcześnie dotarliśmy przed budynek ZDK przy ulicy Polskiej, gdzie spotkaliśmy już parę czekających osób. Wśród nich był znany nam osobiście pan Piasecki, portowiec z rejonu w porcie, który udzielał się w zakładowym ZMS. Otworzono główne drzwi wejściowe na salę, co umożliwiło nam wejście na widownię do dolnego pomieszczenia w ZDK. Według mnie było nas wszystkich razem na sali parterowej około sześćdziesięciu osób. Byli to przeważnie młodzi ludzie. Trochę starsi pracownicy stanowili niewielką grupę. Wśród nas był także pewien starszy pan w prochowcu i chyba tylko jedna kobieta. Co do mojej osoby to przypuszczam, że byłem jednym z najmłodszych delegatów tej całej grupy. O godzinie 18.00 wszyscy udali się na górę do pomieszczenia kawiarni znajdującego się po prawej stronie od wejścia na pierwszym piętrze.

Powstanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Gdyni dnia 15 Grudnia 1970 roku

Około południa ogłoszono przez megafony parusetnej grupie manifestujących pracowników zebranej przy bramie przedsiębiorstwa Dalmor prośbę o przygotowanie postulatów na wieczorne obrady, które miały odbyć się tego samego dnia o godzinie 18.00. w Zakładowym Domu Kultury przy Zarządzie Portu.

Zebranie delegatów doszło do skutku. W demokratyczny sposób wybrali delegaci z różnych zakładów pracy zespół przedstawicieli liczący około 30 osób. Po wstępnym ustaleniu miejsc dla obradujących, kolejności osób przemawiających, wyłoniły się osoby prowadzące to spotkanie, jak i zapisujące przedstawiane przez nas postulaty. Wszystko odbywało się w poufnej i spokojnej atmosferze. Spotkanie to przybrało szybko zorganizowany charakter i umożliwiło jego konstruktywny przebieg.

Cel spotkania był nam wszystkim wystarczająco znany, a wybrany komitet zobowiązał się w ten wieczór opracować w imieniu nas wszystkich wspólne postulaty i w razie potrzeby pracować nawet do późnej nocy czy nawet do rana.

Delegaci gdyńskich zakładów pracy, z których większość przyniosła pisemne postulaty, rozmawiali najpierw w dolnej czyli głównej sali ZDK. Utworzyły się paroosobowe grupy, w których delegaci zakładów porówmywali przyniesione postulaty, a następnie odczytali je głośno zebranym. Wśród zebranych znalazły się również pojedyncze osoby, które pisały nowe lub je uzupełniały.

Z tego co pamiętam, to najczęściej powtarzało się żadanie cofnięcia ogłoszonych podwyżek cen z dnia 12 grudnia, podniesienie stawek ugrupowań i ogólnie zarobków, a także wyrównania wynagrodzeń miesięcznych dla pracowników fizycznych i osób zatrudnionych w biurach. Wśród proponowanych postulatów nie było żadnych antyrządowych czy politycznych.

Dzisiaj można otwarcie mówić, że wszyscy uczciwi Polacy cierpieli i czuli się wtedy bezsilni wobec sowieckiej dyktatury. Na każdym zebraniu podejrzewano obecność donosicieli i zdrajców dążących do zniszczenia w zalążku przejawów wszelkiej demokracji.

Uczestnicy tego spotkania zdawali sobie doskonale sprawę z panującej sytuacji i dlatego szczególnie uważali, aby nie wszczynać dyskusji politycznych i nie stawiać politycznych postulatów. Przez cały czas potrafiliśmy umiejętnie i bez używania jakiejkolwiek przemocy utrzymać porządek obrad i nie dopuścić do głosu ewentualnych prowokatorów.

Wybrany przez nas zespół obradował w tylnej części lokalu. Należał do niego także osobiście mi znajomy portowiec Piasecki. Reszta uczestników pozostała w większej części obserwatorami wydarzeń i w razie potrzeby miała służyć pomocą. W trakcie obrad krótko po godzinie19.00 odwiedziła nas grupa przedstawicieli z Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni oraz znani mi osobiście przedstawiciele z gdyńskiej PZPR i ZMS – Zarządu Portu w osobach: Jan Mariański, Zygmunt Rosiak, Franciszek Rogowski i jako czwarty chyba sekretarz Aleksy Latra. Pan J.Mariański z Rady Miejskiej przewodził tej grupie, zwrócił sie do nas o zachowanie ogólnego spokoju, porządku na sali i poprosił o zamknięcie drzwi wejściowych. To było dla nas niezrozumiałe, ponieważ wszystko na sali przebiegało zgodnie z ogólnie szanowanym przez nas prawem obywatelskim w Polsce. Ostrzegał nas, że została wprowadzona godzina milicyjna dla miasta Gdyni i nie był w stanie zagwarantować nam bezpieczeństwa. Wspomniał także o ewentualnych konsekwencjach poruszania się wieczorem po ulicach miasta bez pisemnego zezwolenia.

Na temat wprowadzenia godziny milicyjnej wywiązała się krótka dyskusja i doszliśmy do wniosku, że była to raczej próba zastraszenia wszystkich obradujących. Nalegania z ich strony do zaprzestania dalszego prowadzenia obrad nie wywołały żadnych skutków, co odpowiednio wcześnie zauważyli i dali spokój bezsensownym radom. Żaden z tych gości nie wykazał się talentem w prowadzeniu konstruktywnego dialogu z młodymi delegatami. Z formy ich zachowania, a także ze sposobu zwracania się do delegatów dało się wyczuć, że przyszli do nas z polecenia swoich przełożonych, aby przeprowadzić rozeznanie w obecnej sytuacji, a następnie wykorzystać ją przeciw delegatom Komitetu Strajkowego.

Bez większego wpływu na przebieg dalszych obrad opuścili przedstawiciele PZPR lokal obrad Komitetu Strajkowego i można było dalej pracować. Nasi nieproszeni goście zostali poinformowani, że Komitet Strajkowy będzie pracował tak długo, aż zostaną opracowane wszystkie postulaty, nawet jeśli miałoby to trwać do samego rana.

Członkowie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego wspólnie z resztą pozostałych delegatów obradowali w kawiarni na pierwszym piętrze. Ustaliliśmy dalszy przebieg programu naszej współpracy i omówiliśmy formy wzajemnego informowania się. Następne spotkanie miało się odbyć nazajutrz w środę o godzinie 8.00 rano przed wejściem do ZDK, celem odebrania gotowych postulatów.

Wyniki obrad i postulaty mieliśmy przedstawić bezpośrednio w naszych zakładach pracy i poinformować wszystkich o wieczornym przebiegu wydarzeń w ZDK. Komitet Strajkowy miał również przekazać nam program na dalsze wspólne plany i przedsięwzięcia. Na wszelki wypadek uzgodniliśmy wspólnie, że w razie nocnego aresztowania Komitetu Strajkowego i uniemożliwienia zarazem jego dalszego funkcjonowania, co wiąże się również z niedojściem do skutku porannego spotkania w środę o godz. 8.00 przy ZDK, rozpoczną się od czwartku 17 grudnia strajki na terenie całego miasta Gdyni we wszystkich zakładach i firmach, a w miarę możliwości także strajki okupacyjne.

Zbliżała sie godzina 22.00 i pomyślałem, że trzeba będzie wracać do domu na ul. Warszawską.

Zanim reszta delegatów pożegnała się z członkami Komitetu Strajkowego, zrobiliśmy jeszcze dla nich składkę pieniężną celem zabezpieczenia Komitetowi nocnych posiłków oraz śniadania w następnym dniu.

W tej wyjątkowej sytuację nie było możliwe pozwolić sobie na przerwę obiadową, a niektórzy nawet nie mieli nic do picia. Mój znajomy z rejonu portowego pan Piasecki poprosił mnie jeszcze o pożyczenie dodatkowo 50 zł, tak na wszelki wypadek, co też chętnie uczyniłem. Nikt z nas nie spotkał się uprzednio z podobną sytuacją i trzeba było sobie wzajemnie pomagać i zaufać.

Do domu wróciłem jeszcze krótko przed godziną 23.00. Dosyć dokładnie opowiedziałem swojemu ojcu o spotkaniu Komitetu Strajkowego w ZDK, zachowując wszelkie środki ostrożności przed ewentualnym podsłuchem. Moja matka powitała mnie z radością, tym bardziej, że tego dnia w telewizji pokazywali tragiczne wydarzenia z Gdańska i innych regionów Polski dotyczące tłumienia strajków. Z moim ojcem długo jeszcze dyskutowałem na ten temat. Ojciec był oburzony i porównywał metody działania rządu z metodami stosowanymi przez Niemców w czasie II Wojny. Mój młodszy brat jeszcze nie spał, pewnie też z mojego powodu. Dla uspokojenia nerwów moich rodziców obiecałem im, że następnego dnia wrócę na pewno wcześniej do domu.

Fot. Archiwum prywatne Waldemara Malinowskiego

Download PDF
Powrót Drukuj stronę