Grudzień ’70: wspomnienia Waldemara Malinowskiego – 12 i 13 grudnia

„Magazyn Solidarność” dotarł do zapisków Waldemara Malinowskiego, portowca, uczestnika protestów robotniczych w Gdyni w grudniu 1970 r., który w październiku 1971 r. uciekł statkiem do Niemiec. Publikujemy pierwszą część wspomnień Waldemara Malinowskiego, kolejne zaprezentujemy w następnych dniach.

Sobota 12 grudnia 1970 roku

W sobotę dnia 12 grudnia 1970 roku oglądaliśmy ze szczególnie dużym zainteresowaniem Dziennik Telewizyjny i przemówienie pierwszego sekretarza PZPR Władysława Gomułki, w którym to przedstawił długą listę podwyżek cen na podstawowe artykuły żywnościowe i to przed samymi Świętami Bożego Narodzenia. Było to bardzo przygnębiające dla moich rodziców i dla mnie – młodego wówczas człowieka. W tym momencie poczułem okropny gniew, bezradność i brak perspektyw na przyszłość. Miałem wtedy 20 lat, ciężko pracowałem ucząc się jednocześnie w szkole wieczorowej i udzielałem się społecznie, gdzie tylko było można. Jak każdy młody człowiek byłem pełen nadziei i optymizmu, a tu taka informacja, taka klęska dla całego społeczeństwa, któremu tak czy tak nie wiodło się najlepiej.

W ten sobotni wieczór byłem umówiony z koleżankami i kolegami na herbatę. Spotkanie było zaplanowane w kawiarni Okrąglak przy ulicy Świętojańskiej obok kościoła Najświętszej Marii Panny. W kawiarni było sporo gości, ale mieliśmy trochę szczęścia i znalazł się dla nas wolny stolik po prawej stronie przy ścianie. W ten wieczór było jakoś inaczej, obsługa poinformowała nas na samym początku, że dzisiaj jest wprowadzony zakaz sprzedaży piwa i innych napojów alkoholowych bez podania konkretnej przyczyny. Wśród wszystkich gości wyczuwało się solidarność, dyskutowano odważnie i bez jakichkolwiek obaw o ciągle pogarszającej się stopie życiowej w Polsce. Pojedyncze osoby krytykowały panujący system narzucony przez władzę z Moskwy, nie obawiano się także głośnego przedstawiania swoich poglądów politycznych. Panowała całkiem nowa i dotychczas niespotykana dla mnie atmosfera.

Wśród obecnych gości pamiętam taksówkarzy z pobliskiego postoju, trochę marynarzy zagranicznych w damskim towarzystwie, kilku handlarzy trudniących się wymianą i handlem walutą oraz grupę studentów. Wracając do domu ulicą10 Lutego i Warszawską nie zauważyłem nic szczególnego. Było całkiem pusto i panował absolutny spokój, tak, jakby milicjanci mieli wolne. Z patrolami milicyjnymi w tamtym czasie bywało różnie. Należało bardzo uważać, ponieważ ówcześni stróże prawa często nadużywali swoich kompetencji, kontrolowali w sposób agresywny i prowokujący do sprzeczki . Sam byłem świadkiem, jak pobili młodego człowieka używając pałek i twardych przedmiotów, po czym oddalili się zostawiając krwawiącą ofiarę na ulicy. Trudno było się gdziekolwiek poskarżyć czy złożyć doniesienie o wykroczeniu. Trzeba było liczyć się z tym, że stanie się samemu ofiarą.

Niedziela 13 grudnia 1970 roku

Niedziela była jedynym dniem wolnym od pracy, dlatego też wykorzystaliśmy ten czas na dyskusję o ostatnich wydarzeniach w gronie rodzinnym i zaufanych osób. Nikt nie mógł pogodzić się z podwyżkami ogłoszonymi przez pierwszego sekretarza PZPR. Wśród wszystkich znajomych panowało ogromne niezadowolenie nie tylko z powodu podwyżek, ale także z systemu rządzenia w Polsce.

Czekałem z niecierpliwością na poniedziałek, aby w zakładzie pracy podzielić się z kolegami moimi myślami i usłyszeć ich opinie o ostatnich wydarzeniach

Fot. Archiwum prywatne W. Malinowskiego

Download PDF
Powrót Drukuj stronę