Grudniowym świtem: Tragiczną będzie nasza gra, wyrzutem będzie i spowiedzią

Zaciśnięte ręce, wznieśli ponad głowy
Stoczniowiec i doker, żądali rozmowy
Zamiast odpowiedzi, do tłumu się strzela
Umiera stoczniowiec, na rękach Dokera

(Ballada grudniowa, autor nieznany)

Przed 46 laty, to życia nieraz połowa, na ludziach pracy, na robotnikach i uczniach Wybrzeża masakry dokonała władza PRL, odchodząca niemal w całości z szarej sceny ekipa Władysława Gomułki. Nam na lata pozostała pamięć – jak bolesna zadra, że władza z nazwy robotnicza i chłopska nie liczy się z ludźmi.

grudniowym_switem

 

Pozostała pamięć, obraz niesionego przez młodzież na białych drzwiach zabitego kolegi (teraz te drzwi znajdują się w gdyńskim kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Armii Krajowej), poczucie niesprawiedliwości i coroczne apele i marsze w hołdzie tym, którzy za upomnienie się o chleb i wolność zapłacili cenę najwyższą…

Juliusz Słowacki pisał: „ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je”. Przy pomniku Ofiar Grudnia 1970, przy przystanku SKM Gdynia Stocznia, tak, jak od lat ta nadzieja była i w sobotę wśród stoczniowców, portowców, nauczycieli, służb mundurowych, samorządowców, związkowców z „Solidarności”, mieszkańców Gdyni, hutników z Krakowa, górników z Piekar Śląskich, kibiców gdyńskich klubów, uczniów gimnazjów i liceuów z Gdyni oraz gimnazjum w Kosakowie.

17 grudnia jak co roku od 1980 – o godz. 6, przed świtem, stawiły się reprezentujące zakłady pracy delegacje z pocztami sztandarowymi, grupy stoczniowców, portowców, kolejarzy, nauczycieli, pracowników przedsiębiorstw komunalnych i marynarzy, rybaków.

Polityków (za którymi jakoś nikt z żalem w sobotę o świcie 17 grudnia 2016 nie tęsknił) w związku z nocnymi gorszącymi wydarzeniami w parlamencie tym razem zabrakło – za wyjątkiem europosłanki Anny Fotygi i senatora Sławomira Rybickiego.

Nasz Związek reprezentowali m.in. Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „S” i Roman Kuzimski, jego zastępca z Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdynia, związkowy lider ze stoczni postawionej od 2009 r. w stan upadłości likwidacyjnej, która nie buduje statków przez zaniechania i błędy ludzi władzy popełniane wobec przemysłu stoczniowego od lat 90-tych.

- Grudniowa zbrodnia jest zbrodnią nierozliczoną i nieosadzoną, chociaż ocena moralna jest jednoznaczna. Oddajemy hołd bohaterom, ale nie doszło do skazania winnych. Grzech zaniechania ma swoje konsekwencje. Po latach zaciera różnicę między oprawcami i ofiarami. Jednym daje szacunek i najczęściej biedę, drugim wysokie emerytury i oficerskie szlify. Niszczy elementarne poczucie sprawiedliwości, pokazując, że zbrodnia popłaca, a zbrodniarze mają się dobrze. Tak dobrze, że w obronie swoich przywilejów ośmielają się nawet wychodzić na ulicę w antypaństwowych protestach. To nie jest sytuacja normalna – mówił Kuzimski.

- Dlatego tu, przy tym pomniku jeszcze raz wzywamy: Polskie państwo musi wywiązać się ze swoich obowiązków. Winnych nazwać winnymi, a zbrodniarzy – zbrodniarzami. Za tym muszą iść kolejne działania. Trzeba ich pozbawiać konsekwentnie wysokich emerytur i stopni oficerskich. Po 27 latach naszej wolności dopiero teraz mamy szansę, aby te elementarne zasady sprawiedliwości wprowadzić w życie. O wiele za późno. Ale trzeba. Ostatnia inicjatywa odebrania oprawcom wysokich apanaży tak jak zapowiedź zdegradowania Jaruzelskiego i Kiszczaka, to kroki w dobrym kierunku. To nie zemsta. To powrót do normalności. Kukliński generałem, a Jaruzelski i Kiszczak szeregowcami – podsumował Roman Kuzimski, a mówiąc o kondycji gospodarki morskiej zaapelował:

- Stoimy w sąsiedztwie dawnej Stoczni Gdynia, miejsca pracy wielu z tych, którzy tu zginęli w imię godnej pracy i chleba. Dzisiaj uczestnicy tamtych wydarzeń patrzą na blady cień swojego wspaniałego zakładu. Patrzą i mają w pamięci zapowiedzi reaktywacji polskiego przemysłu stoczniowego. Jak głupie było dopuszczenie do jego upadku. Czas mija, a konkretów mało i mniej cierpliwości, a życie nie znosi próżni. Tam gdzie była stocznia jest mnóstwo podmiotów. Często ludzie pracują w nich w sposób uwłaczający godności. Nie ma ludzi tylko jednoosobowe podmioty gospodarcze, gdzie inspekcja pracy nie ma nic do powiedzenia, bo jak ktoś spadnie z rusztowania to spadła firma, nie pracownik. Musimy pamiętać, ze do takich patologii nie można dopuszczać, a systemowo walczyć o wysokie standardy zatrudnienia i wysokie zarobki w ramach umów o pracę, walczyć ze śmieciowym rykiem racy! Odbudowa przemysłu stoczniowego to testament, który nam zostawili bohaterowie Grudnia 1970 roku – dodał Roman Kuzimski.

Czy jego słowa trafiły do obecnych też podczas rocznicowych obchodów przedstawicieli decydentów, m.in. z firm i instytucji zasilanych pieniądzem publicznym, poprzez wsparcie z funduszu MARS i ulgi w PSSE? Zobaczymy. Na razie dobrze czują się oni w oparach frazesów.

Modlitwę za ofiary Grudnia 1970 r. odmówił ks. abp Sławoj Leszek Głódź i powiedział:

- Co roku słyszę podobne słowa. Ale dzisiaj oddajemy hołd bohaterom, którzy polegli, zostali ranni, upokorzeni. Także dzięki najmłodszemu pokoleniu skautów, dzieci, które zapalają lampki pamięci. Od 1050 lat jesteśmy dziećmi narodu i chrześcijanami. Pokój ludziom dobrej woli! Ojczyzna roku 2016 potrzebuje spokoju, a nie nienawiści. Dosyć mamy krwi, dość niewinnej przelanej. Oddając hołd ofiarom Grudnia módlmy się o pokój. Nam trzeba pokoju i spokoju - apelował metropolita gdański.

Odczytany został Apel Poległych. Była salwa honorowa „trzema ładuj!”, a w tle światła i dym z odpalonych ku czci bohaterów rac.

Na wiadukcie stacji SKM Gdynia-Stocznia prezydent Gdyni Wojciech Szczurek odsłonił tablicę: „W tym miejscu 17 grudnia 1970 roku strzelano do Polaków – Janek Wiśniewski padł”. Poświęcenia tablicy ze stylizacją otworów po kulach, dokonał ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

List do uczestników skierował prezydent RP Andrzej Duda.

- O tej właśnie czarnej godzinie 46 lat temu w kierunku idących do pracy stoczniowców padły strzały. Komunistyczny reżim rozkazał wojsku wymierzyć broń w kierunku bezbronnych. Masakra w Gdyni była najkrwawszym wydarzeniem Grudnia 1970, który tak tragicznie zapisał się w polskiej historii, zwłaszcza tu, na Wybrzeżu.

(…)

Grudzień 1970 to jak biało-czarne zderzenie dwóch postaw. Po jednej stronie ludzie pracy z Gdyni, Gdańska, Szczecina, Elbląga i innych miast Polski, zdesperowani pogłębiającą się biedą, upokorzeni manipulacjami i kłamstwami rządzących. Po drugiej – komunistyczny reżim rządzący krajem nieudolnie i nieodpowiedzialnie, zabezpieczający interesy wąskiej grupy uprzywilejowanych. Po jednej stronie protestujący, którzy umocnienia szukali w narodowych flagach i wspólnie śpiewanych patriotycznych pieśniach. Po drugiej ci, którzy służyli systemowi obcej dominacji, obojętni na ludzką krzywdę, a dla zachowania władzy gotowi walczyć z własnym narodem.

Werdykt historii jest dzisiaj jednoznaczny: najwyższy szacunek dla jednych i potępienie dla drugich. Dlatego tak trudno pogodzić się z tym, że odpowiedzialni za wstrząsające zbrodnie z grudnia 1970 pozostali bezkarni. Poddani jedynie moralnemu osądowi, a nie rozliczeni przez prawo. To istotna ułomność, która chwieje społecznym poczuciem sprawiedliwości i negatywnie obciąża bilans polskich przemian po 1989 roku.

Musimy uczynić wszystko, aby z tych błędów i zaniechań wyciągnąć wnioski na przyszłość. Musimy także w inny jeszcze sposób zadośćuczynić za zło wyrządzone ofiarom Grudnia 1970. Z ich poświęcenia narodziła się dziesięć lat później „Solidarność” – marzenie o Polsce wolnej, uczciwej i sprawiedliwej, podmiotowo traktującej wszystkich swoich obywateli. Tego marzenia, które mamy teraz szansę urzeczywistnić w naszej Ojczyźnie, nie wolno nam porzucić ani zawieść. Nie może nam zabraknąć energii ani determinacji. W ten sposób spłacamy dług wdzięczności wobec tych, którzy prowadzili nas drogą do wolnej Polski. Spełniając ich testament, budujemy jednocześnie pomyślność obecnych i przyszłych pokoleń – napisał z wyrazami szacunku prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda.

17 grudnia 1970 roku wstawał świt nad Gdynią. Sytuacja była napięta. W Gdańsku spłonął budynek KW PZPR. Gdynia strajkowała. W tym portowym mieście nie wybito ani jednej szyby. Robotnicy 16 grudnia zostali wezwani do powrotu do miejsc pracy przez Stanisława Kociołka, wicepremiera, najwyższego dygnitarza PZPR przebywającego wówczas w Gdańsku.

Dzień wcześniej Główny Komitet Strajkowy spisał postulaty. Przekazano je przewodniczącemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Janowi Mariańskiemu. A ten miał je przekazać  wicepremierowi Kociołkowi. Wśród postulatów było dostosowanie płac robotników do podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowania rozpiętości zarobków, ustalenia wysokości zasiłku chorobowego odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi. Komitet strajkowy nocą został aresztowany.

Wojsko otoczyło stocznię i zablokowało przystanek SKM. Padły strzały… Do uczniów, stoczniowców, portowców, rybaków, kierowców – do pracowników gdyńskich zakładów pracy.

Po porannym dramacie na przystanku SKM Gdynia  w centrum Gdyni uformowano pochód z biało-czerwonymi flagami, który ruszył ulicami 10 Lutego i Marchlewskiego w kierunku przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie starł się z wojskiem. Ludzie zbierali się na ul. Czerwonych Kosynierów i pochód ruszył do centrum Gdyni. Na czele pochodu niesiono na drzwiach ciało zabitego ucznia Zbyszka Godlewskiego, ucznia i syna wojskowego z Elbląga. Manifestanci nieśli umazaną krwią flagę. Padły kolejne ofiary przy dzisiejszym urzędzie miasta.

Od 1980 roku wieczorem przy pomniku Ofiar Grudnia 1970 r. spotykają się ci, którzy pamiętają i wspominają czas, gdy do zwykłych ludzi, stoczniowców, uczniów strzelała milicja i wojsko. A ich jedyną winą było to, że śpieszyli do swych codziennych zajęć. Osiemnastu padło tu od kul…

Najstarszy z nich miał lat 35. Najmłodsi zaś po 15. To Zbigniew Gliniecki, uczeń, postrzał klatki piersiowej i Jerzy Skonieczka, uczeń, strzał w głowę.

Wojciecha Jaruzelskiego, szefa MON w 1970 roku, późniejszego szefa junty WRON, a po 1989 r prezydenta u schyłku PRL pochowano z honorami wojskowymi.

Dowodzący na Wybrzeżu gen. Grzegorz Korczyński zmarł rok później na Bliskim Wschodzie w niewyjaśnionych okolicznościach.

Kazimierz Świtała, szef MSW i Stanisław Kociołek – uniknęli realnej odpowiedzialności.

Podwyżki, bezpośredni powód protestów, cofnięto po dwóch miesiącach.

Trzeba było jeszcze drugiego strajku szczecińskiego z 22 stycznia 1971, który podjęli zdesperowani stoczniowcy i dramatycznego protestu łódzkich włókniarek z lutego 1971 r. by 15 lutego 1971 r. premier Jaroszewicz oznajmił o decyzji KC PZPR i rządu o wycofaniu się z grudniowej podwyżki cen z dniem 1 marca 1971 r. Kończył się Grudzień ’70.  Uwiedzeni przez Gierka co poniektórzy zaczęli zapisywać się do PZPR – po Grudniu. Moralizują. Wyrzutów sumienia zdają się nie miewać.

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę