Gospodarka wodna: Rząd ma wreszcie zrealizować porozumienie a nie lać wodę

Sytuacja pracowników gospodarki wodnej jest dramatyczna. Zarządzają olbrzymim majątkiem Skarbu Państwa a zarabiają mizernie. Na dodatek minister środowiska nie wywiązuje się zawartego w ub.r. porozumienia, w którym od 1 stycznia br. rząd zobowiązał się do podniesienia wynagrodzenia o 850 zł dla każdego pracownika regionalnych zarządów gospodarki wodnej.

Nad brakiem dialogu z rządem, niewypełnionym porozumieniu płacowym i zmianami, które niesie ze sobą nowe Prawo wodne debatowali w Gdańsku 7-8 sierpnia br. związkowcy z Rady Sekcji Krajowej Pracowników Gospodarki Wodnej NSZZ „S”. Wraz z przedstawicielami KK NSZZ „S” zastanawiali się nad kondycją branży i drogami do jej naprawy.

Problem dotyczy 2700 pracowników, o grupę zawodową, mającą pod swoją pieczą gigantyczny majątek państwa, drugi, co do wartości, po lasach. 

Majątek ubogich

Spoglądając na hydrologiczne cuda techniki, zapory, śluzy, elektrownie szczytowo-pompowe czy choćby malownicze krajobrazy dolin rzek nieczęsto zastanawiamy się kto odpowiada za ich utrzymanie i za bezpieczeństwo żeglugi.  A jest to grupa wysoce wykwalifikowanych i odpowiedzialnych, ale słabo wynagradzanych, pracowników.

Pracownicy regionalnych zarządów gospodarki wodnej zarabiają poniżej średniej krajowej, a w ich rękach pozostaje zarządzanie wielomilionowym majątkiem Skarbu Państwa, czyli rzekami, śluzami, transportem wodnym i zbiornikami wody pitnej oraz zbiornikami retencyjnymi i przeciwpowodziowymi.

Na razie strona rządowa pozostaje głucha na związkowe postulaty. Reformuje Prawo wodne, tworzy nową strukturę Wody Polskie i wyodrębnia rzeki żeglowne o szczególnym znaczeniu transportowym. Pojawia się zatem dualizm zarządzania i podział majątku między resorty środowiska a gospodarki morskiej i żeglugi.

– Jeśli jest tak dobrze i wskaźniki budżetowe idą w górę to dlaczego jest tak źle i budżetówka nie może doczekać się podwyżek, czyli zrekompensowania wzrostu kosztów utrzymania? – to pytanie pojawia się i wraca w wypowiedziach związkowców z regionalnych zarządów gospodarki wodnej, którzy domagają się wypełnienia zeszłorocznego porozumienia, które zakładało podwyżki oraz jasnego stanowiska rządu.

Porozumienie w maju ub.r. podpisał Krajowy Sekretariat Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa „S”, reprezentowany przez Zbigniewa Kuszlewicza, a  po stronie rządowej w imieniu ministra środowiska profesora Jana Szyszko – Mariusz Gajda, wiceminister środowiska i podsekretarz stanu Andrzej Szweda-Lewandowski.

Do rozmów powinien włączyć się też, w imieniu resortu odpowiedzialnego za gospodarkę wodną, Jerzy Materna, sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, który wraz z obiektami przejmie część pracowników RZGW.

Gra wodą

- Nas minister Szyszko i minister Gróbarczyk próbują ograć. W maju ub.r. podpisaliśmy  porozumienie płacowe. Od 1 stycznia tego roku mieliśmy pobierać zwiększone pensje, które by nam rekompensowały dekadę bez podwyżek. Mimo starań, mimo pism do wszelakich instytucji, do premier, do prezesa partii rządzącej, odpowiedzi nie nadeszły – mówi Arkadiusz Kubiaczyk, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Gospodarki Wodnej NSZZ „Solidarność”. 

Działa komitet protestacyjny związków zawodowych w Regionalnych Zarządach Gospodarki Wodnej.

- Panuje cisza, a minister Szyszko zdaje się nie zauważać, że porozumienie jest wiążące i wskazuje na swego zastępcę, na Mariusza Gajdę, a ten nas, kolokwialnie mówiąc, kiwa cały rok. Ostatnio stwierdził, że musimy czekać na wdrożenie nowego Prawa wodnego, do 1 stycznia 2018 roku, gdy powstaną nowe jednostki organizacyjne. A co z wyrównaniem, co z zasadami na których odbywać się będzie przejmowanie i przechodzenie pracowników? Na to nie ma odpowiedzi – zauważa Marcin Jacewicz, lider „S” w gdańskim RZGW.

Ten dokument ma moc prawną – przypomina Jacewicz.

Co z tego skoro nie ma podwyżek, na które pracownicy regionalnych zarządów czekają od 10 lat. Arkadiusz Kubiaczyk apeluje więc do rządzących:

–  Realizujcie to, do czego się zobowiązaliście. Mówimy o zarobkach 3300 brutto. Ostatni wzrost plac nastąpił w 2007 roku, po protestach, a wprowadził go rząd PO–PSL realizując budżet na 2008 rok. To był wzrost rzędu tysiąca złotych brutto, czyli po niespełna 800 złotych. Byliśmy na dnie. Wówczas nieco odbiliśmy się od dna. Po dziesięciu latach domagamy się po 850 złotych na pracownika – przypomina związkowiec.

Chodzi li tylko, albo aż, o dotrzymanie słowa danego podczas żmudnych negocjacji.

Manifestacja

Sytuacja wydaje się patowa. Krajowa Sekcja Pracowników Gospodarki Wodnej NSZZ „Solidarność” zorganizowała 14 lipca br. we Wrocławiu na Bulwarze Marii i Lecha Kaczyńskich pikietę protestacyjną. W 20 lat po wielkiej powodzi, która spustoszyła Wrocław i Kotlinę Kłodzką protest i sprzeciw związkowców wywołał braku realizacji zobowiązań rządu odnośnie podwyżek płac oraz programu inwestycyjnego.

Były flagi, gwizdki, syreny, transparenty „Za wodę z rzeki chleba nie kupimy”, „Oddajcie nasze pieniądze”, „Nie chcemy być marginesem budżetówki” i hasła „Szyszka, Szyszka, gdzie podwyżka”.

– Koszty życia rosną a nasze płace stoją w miejscu. Żądamy nie podwyżki, ale faktycznego wyrównania za okres 10 lat. Inaczej nie pozyskamy fachowców, a już jesteśmy załogą, która się starzeje – mówi Julian Piela z „S” w krakowskim RZGW.

– Przyjechaliśmy, aby pokazać, że nie można nadal tkwić w bezczynności wobec zadziwiającej bierności rządu. Nie doczekaliśmy się realizacji porozumienia zawartego przed rokiem, w maju 2016 roku – informował nas w trakcie protestu Marcin Jacewicz, przewodniczący NSZZ „S” w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Gdańsku.

– Mieliśmy nadzieję na dobrą zmianę, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nadal nie ma harmonogramu wdrożenia reformy. Zamiast planować lepsze jutro, należy zadbać o lepsze dziś. W wyniku zamrożenia płac odchodzi doświadczona kadra wykwalifikowanych specjalistów. Rząd nie realizuje porozumienia ze związkami zawodowymi z 5 maja 2016 roku, zakładającego od 1 stycznia 2017 roku podniesienie płac każdego pracownika o 850 zł brutto oraz objęcie wszystkich pracowników ponadzakładowym układem zbiorowym pracy. Ludzie są zdesperowani – ostrzega Marcin Jacewicz.

Arkadiusz Kubiaczyk, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Gospodarki Wodnej NSZZ „Solidarność” odczytał podczas protestu list otwarty do premier Beaty Szydło. W liście m.in.:

“To trudne dla nas, że po okresie zrywu Solidarności, znów musimy przypomnieć naszemu pracodawcy – Państwu, że zgodnie z prawem konstytucyjnym, pracodawca powinien godziwie wynagradzać swoich pracowników. W poczuciu odpowiedzialności za kraj i godność pracowników oraz los ich rodzin mówimy, że cierpliwość i siły pracowników gospodarki wodnej wyczerpały się.”

Mocne słowa padały z ust przedstawicieli „wodnej” „Solidarności”. Ba! padały nawet zapowiedzi eskalacji protestów z blokadą śluz włącznie.

850, ale za pół roku

Kolejnym etapem było sierpniowe spotkanie w Gdańsku, w siedzibie Komisji Krajowej. W spotkaniu, oprócz związkowców z Sekcji Krajowej Pracowników Gospodarki Wodnej, uczestniczyli m.in. Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Krajowego Sekretariatu ZNOŚiL, Bogdan Kubiak, odpowiedzialny w „Krajówce” za struktury branżowe, Ewa Zydorek, sekretarz KK NSZZ „S” i Katarzyna Zimmer-Drabczyk z biura eksperckiego KK.

Podczas telekonferencji związkowcy połączyli się za pośrednictwem zestawu głośno mówiącego z wiceministrem środowiska. Zbigniew Kuszlewicz uzyskał zapewnienie wiceministra Mariusza Gajdy, że owe 850 złotych będzie ale od stycznia 2018 roku z wyrównaniem za 2017 rok: 200 złotych za każdy miesiąc.

– Skąd ludzie biorą wodę? Z kranu. Ale to my mamy pod zarządem zbiorniki wody pitnej i o nie dbamy – tłumaczy nam obrazowo znaczenie pracy RZGW Andrzej Wrzeszczyński, przewodniczący „S” w RZGW w Poznaniu, a  Julian Piela zwraca uwagę na niedobór kadr.

– Kadra dramatycznie się kurczy, bo nowi za takie pieniądze nie chcą przychodzić. Ludzie nie mogą wziąć niewielkiego kredytu. Jak go spłacić zarabiając na rękę 1800 złotych? A przecież trzeba było skończyć studia, bo kadra musi być wykwalifikowana – dodaje Piela.

Wtóruje mu Teresa Bobrowska, przedstawicielka warszawskiego RZGW, wyliczając, że pracownicy to inżynierowie po hydrotechnice, gospodarce wodnej, geologii, ochronie środowiska.

Rozgoryczenie powoduje, że związkowcy sięgną po kolejne odsłony protestacyjnych akcji pracowniczych.

– Oczekujemy od rządu zaproszenia do rzeczowych rozmów. Inaczej nastąpi eskalacja protestów. Jesteśmy przy ścianie wytrzymałości i nie mamy informacji o czekających nas zmianach i zasadach ich wprowadzania – przestrzega Arkadiusz Kubiaczyk.

Jak Ren i Mozela?

– Sądziłem, że będzie tak, jak w przypadku Lasów Państwowych, które są instytucjonalnie dobrze zreformowane, więc przychodowe, i mające ludzi i pieniądze. W gospodarce wodnej byliśmy mamieni obietnicami. Okazuje się, że gospodarka wodna ma być podzielona na gospodarkę wodną z wszelkimi kosztami i obowiązkami i na żeglugę, której zostanie przekazana własność rzek o specjalnym znaczeniu transportowym. Nikt z nami nie rozmawia na jakich zasadach i z jakimi konsekwencjami pracowniczymi to będzie się wiązało – mówi Jacewicz.

W założeniu, jak pół żartem pół serio mówią związkowcy, ma to być plan szlaków żeglownych, niczym Mozela, Ren i Loara, gdzie Odra i Niemen wraz  z kanałami łączyłaby Szczecin z Morzem Czarnym.

Związkowcy przypominają, że aby „użeglownić” Odrę, która i tak jest w tym dość zaawansowana, jak na rodzime realia, trzeba kilku lat.

–  To plany zakrojone na lata. Trzeba otworzyć porty, mariny a także po prostu mieć czym pływać – zastanawia się Kubiaczyk.

– Z nami się nie rozmawia, a przecież nie przestaliśmy być fachowcami, wiemy czym jest żegluga, a tymczasem minister żeglugi z nami nie rozmawia  choćby na jakich zasadach część z nas stanie się pracownikami urzędu żeglugi, jakie będą warunki pracy i płacy czy będą nowe umowy? Kompetencje będą się rozjeżdżać miedzy ministrem środowiska a ministrem gospodarki morskiej i żeglugi – dodaje związkowiec.

A może jest to droga do komercjalizacji?

– Nowa ustawa zajmuje się przesuwaniem pracowników, nie zaś rozwiązaniami problemów gospodarki wodnej, raczej budowaniem imperiów, nomen omen, na wodzie – dodaje Marcin Jacewicz.

Żegluga może być żyłą złota, nie tylko przez biletowanie wielbicieli dawnych hydrologicznych instalacji i śluz. Można się o tym przekonać żeglując np. kanałem Marna-Ren. Przy tym korzysta się z takich udogodnień, jak system śluz na Mozeli i np. wodnej windy w Arzviller, w 20 minut podnoszącej barkę o 40 metry.

- Zbiorniki wodne są utrzymywane za pieniądze RZGW, a korzysta z nich energetyka i przemysł niemal nieodpłatnie – dodaje Andrzej Wrzeszczyński,, inżynier z wieloletnim doświadczeniem na dziesiątkach budów tam, zbiorników i śluz.

Z kolei Julian Piela uważa, że brak inwestycji w infrastrukturę i ludzi powoduje, że te są finansowane przy powodziowym zagrożeniu i „trzeba powodzi” by pieniądze się znalazły.

Minister od lasów milczy  

Minister środowiska Jan Szyszko, prof. leśnik, miłośnik polowań, milczy. Związkowcy mówią, że interesuje go wyłącznie las.

Zignorowanie porozumienia między ministrem a Krajowym Sekretariatem Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ “Solidarność” już zaprowadził przed Dolnośląski Urząd Wojewódzki  członków „Solidarności” z Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej z całej Polski.

– Dlaczego jesteśmy inaczej traktowani niż leśnicy, którzy zarabiają ponad dwa razy więcej? Przed 1 stycznia konieczne jest porozumienie z pełnomocnikiem Wód Polskich w sprawie objęcia układem zbiorowym pracy w nowym podmiocie wszystkich pracowników, również tych, którzy wychodzą ze służby cywilnej – dodaje Marcin Jacewicz.

Przypomnijmy, że posłowie 18 lipca br. uchwalili nowe Prawo wodne. W sejmowym wystąpieniu minister Jan Szyszko podkreśla, że wprowadzenie nowego Prawa wodnego jest niezbędne dla wypełnienia obowiązków wobec Unii Europejskiej oraz dla zapewnienia racjonalnego gospodarowania wodami i bezpieczeństwa przeciwpowodziowego.
Nieprzyjęcie nowego Prawa wodnego mogłoby skutkować brakiem możliwości uruchomienia środków z Unii Europejskiej na gospodarkę wodną i regionalne programy operacyjne szacowane na 3,5 mld euro. 2 sierpnia br. prezydent podpisał ustawę Prawo wodne.

Katarzyna Zimmer-Drabczyk zauważa, że we wrześniu Komisja Krajowa „S” otrzyma do zaopiniowania projekt budżetu państwa na rok 2018 i przekaże do Sekretariatu  Zasobów Naturalnych, Ochrony Środowiska i Leśnictwa dane, które dotyczyć będą zagwarantowania środków na wynagrodzenia i na zmiany organizacyjne wynikające z ustawy Prawo wodne.

- Otwórzcie karty, pokażcie plany, przekonajcie nas, a pracownicy zostaną, wykonując zadania zgodnie z wiedzą i doświadczeniem, za co zostaną w końcu należycie wynagrodzeni. To nie jest lista naszych pobożnych życzeń – apeluje do ministrów Arkadiusz Kubiaczyk.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę