Górnicy przeszli do podziemia

W czterech kopalniach Kompanii Węglowej, które według rządowego programu mają zostać zlikwidowane, strajkuje ok. 1300 osób. Swoją działalność wznowił Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy Regionu Śląsko-Dąbrowskiego.

Komitet funkcjonował w czasie solidarnościowego strajku generalnego na Śląsku i w Zagłębiu w marcu 2013 roku. Teraz będzie koordynował działania protestacyjne w regionie, które mają się rozpocząć w poniedziałek 12 stycznia.

Wśród protestujących przeważają górnicy (jest ich ponad 1000), do których dołączają pracownicy powierzchni i administracji. Od porannej zmiany we wszystkich należących do spółki kopalniach organizowane są masówki dla załóg. Pracownikom przekazywane są informacje o tym, co dzieje się w kopalniach. – Rozmawiamy również na temat tego, jaki  wpływ rządowy program będzie miał na te kopalnie, które mają zostać włączone do nowej spółki. Bo to nie jest tak, że problem dotyczy tylko czterech kopalń wytypowanych do zamknięcia. Przekształcenia, które planuje rząd, stwarzają zagrożenia również dla górników pozostałych zakładów. Oni tak naprawdę nie wiedzą na jakich warunkach będą pracowali, jakie będą mieli wynagrodzenia i jak miałoby wyglądać funkcjonowanie tego nowego podmiotu – podkreśla Jarosław Grzesik, szef górniczej „Solidarności”. Zaznacza, że rozszerzająca się akcja protestacyjna w kopalniach stanowi ogromne wyzwanie. – Liczba protestujących cały czas się zmienia. Nie mamy jeszcze pełnych informacji, ile osób z nocnej zmiany nie wyjechało na powierzchnię. Największa liczba górników uczestniczy w podziemnym proteście w kopalni Brzeszcze, tam pod ziemią przebywa w tej chwili 700 protestujących. Pracownicy przeróbki mechanicznej węgla i administracji albo już rozpoczęli protest, albo, jak wynika z naszych informacji, przyłączą się do niego dzisiaj. W kopalni Bobrek-Centrum ruch Centrum pracownicy przeróbki rozpoczęli protest na dachu – powiedział po masówce na kopalni Bobrek-Centrum.

Atmosfera jest bardzo gorąca.  – Obawiamy się, że sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Na razie mimo, że to jest akcja spontaniczna i niezaplanowana wcześniej, potrafimy w jakiś sposób nad tym zapanować. Obawiam się, że z godziny na godzinę będzie to coraz trudniejsze. Potrzebne są koce i żywność dla protestujących. Na razie dajemy sobie radę, wspomagają nas różne organizacje i okoliczni mieszkańcy. Wszystko zależy od tego, jak długo będzie trwał protest – mówi szef górniczej „Solidarności”. Związkowcy zdają sobie sprawę z tego, że wprowadzenie rządowego planu w życie będzie miało ogromne konsekwencje strukturalne dla całego Śląska, gdzie zlikwidowanych zostanie ok. 30 tys. miejsc pracy. – W kopalniach przeznaczonych do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, czyli do likwidacji, pracuje 10 tys. osób, ale jedno miejsce pracy w górnictwie kreuje co najmniej trzy dodatkowe – zaznacza Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Przewodniczący przypomina, że w trakcie trwających 9 miesięcy rozmów z rządem przedstawiciele organizacji związkowych byli zapewniani, iż nie będzie żadnych decyzji związanych z likwidacją kopalń i trwałą likwidacją miejsc pracy.

W poniedziałek 12 stycznia akcja protestacyjna ma zostać rozszerzona na cały region śląsko-dąbrowski. Planowane są protesty nie tylko w kopalniach, ale również w zakładach innych branż.

Więcej na stronie: www.solidarnosckatowice.pl

Fot. Solidarność Katowice

Download PDF
Powrót Drukuj stronę