„Góral” – kapłan niezłomny

W wyjątkowym pokoleniu Żołnierzy Niezłomnych, uczestników zbrojnego podziemia antykomunistycznego w czasie i po II wojnie światowej, szczególną kategorię stanowią kapelani oddziałów Wyklętych. Jednym z nich był ks. Józef Waląg ps. „Góral”, żołnierz Armii Krajowej, działacz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, którego wojenna i powojenna tułaczka zaprowadziła z Małopolski na Pomorze.

Ksiądz Waląg od 1957 r. przez czterdzieści lat służył w parafii pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Pruszczu Gdańskim jako administrator, a później charyzmatyczny, chociaż nieco skryty, rzadko uśmiechający się proboszcz. Wielu parafian wiedziało, że ich duszpasterz służył w Armii Krajowej, ale nie zdawali sobie sprawy, jak trudna, traumatyczna, ale też odważna i bohaterska była to droga. W swojej najnowszej książce „Ksiądz w smoczej jamie” przybliża ją historyk i dziennikarz „Gościa Niedzielnego” Jan Hlebowicz. Publikacja wydana przez Urząd Miasta w Pruszczu Gdańskim ukazała się pod koniec 2017 r. jako swoiste zwieńczenie Roku Księdza Waląga.

 

W sutannie i mundurze

Józef Waląg urodził się w 1910 r. w Moszczenicy niedaleko Gorlic, w niezamożnej chłopskiej rodzinie, w której przykładano jednak wagę do spraw wiary, edukacji i wychowania patriotycznego. Nic dziwnego zatem, że po zdaniu matury w 1928 r. Józef wybrał Seminarium Duchowne we Lwowie, gdzie w 1933 r. otrzymał święcenia kapłańskie.

Po wybuchu II wojny światowej ks. Waląg wstąpił w szeregi Związku Walki Zbrojnej, w 1942 r. przekształconego w Armię Krajową. Przyjął pseudonim „Góral” i został zaprzysiężony jako kapelan Okręgu Kraków w placówce Lubaczów-Łukawiec (w 1944 r. został mianowanej kapelanem już czterech obwodów AK: Łańcut, Jarosław, Przeworsk, Lubaczów).

Jaka była rola kapelanów AK w trudnym czasie wojny? Służyli akowcom sakramentami, odprawiali polowe msze święte, prowadzili ewidencję poległych, ale także dostarczali meldunki i tajną prasę, transportowali broń. W dużej mierze to dzięki ich posłudze żołnierze podziemia wykazali tak wiele hartu ducha, który do dziś nam imponuje.

Ksiądz Waląg wyróżniał się w gronie kapelanów aktywnością. Uczestniczył także w podejmowaniu decyzji sztabowych, a nawet brał udział w akcjach zbrojnych. Oczywiście sam jako osoba duchowna broni nie używał, ale pomagał towarzyszom doli i niedoli, często znajdując się pod ostrzałem nieprzyjaciela. A ten nie oznaczał wyłącznie Niemców. Obwody AK, w których służył „Góral”, leżały na terenach Małopolski Wschodniej, w której grasowały sotnie ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN-UPA. Ksiądz Waląg brał udział w potyczkach z niemiecką żandarmerią i wojskiem oraz oddziałami UPA, organizował samoobronę małopolskich wsi przed atakami Ukraińców. Za wojenne (chociaż nie z bronią w ręku, przypomnijmy) zasługi otrzymał awans na stopień kapitana oraz odznaczenia – Krzyż Walecznych i Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami.

 

W smoczej jamie

We wrześniu 1945 r. „Góral” ujawnił swoją akowską przeszłość, ale nie zaakceptował nowej, komunistycznej „Polski Ludowej”. Zaangażował się w działalność Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, tym razem przyjmując pseudonim „Marian”. Zajmował się działalnością duszpasterską, opieką prawną i społeczną rodzin akowców.

W 1946 r. ks. Waląg został aresztowany i osadzony w owianym złą sławą więzieniu NKWD i UB w Tomaszowie Lubelskim. Z powodu fatalnych warunków bytowych w celach (klepisko, brak okien, zaduch) katownię nazywano „smoczą jamą” (stąd tytuł książki). Później „Marian” został przewieziony do największego w Polsce ubeckiego więzienia mieszczącego się na zamku w Lublinie. W obu miejscach najprawdopodobniej był brutalnie przesłuchiwany. W późniejszych latach nigdy nie chciał wracać do tego okresu. Został skazany na cztery lata więzienia za pomoc „faszystowskiej” organizacji WiN w próbie „zduszenia przemocą” ustroju Polski. Na mocy amnestii wyszedł na wolność w 1947 r. Nadal jednak był inwigilowany i represjonowany, m.in. karami finansowymi i tymczasowymi aresztami. Nie mogąc w pełni służyć swoim parafianom, za zgodą kościelnych przełożonych wyjechał na Pomorze.

 

„Góral” jak „Czeremosz”

W Gdańsku ks. Waląg najpierw został wikariuszem parafii katedralnej w Oliwie, później dyrektorem diecezjalnego Caritasu. Wciąż był represjonowany, w 1950 r. ponownie trafił na rok do ubeckich więzień, m.in. w Warszawie. Po wyjściu na wolność został „zesłany” do posługi duszpasterskiej w niewielkich Pszczółkach, aż wreszcie trafił do Pruszcza Gdańskiego.

Co ciekawe, ks. Waląg nie był jedynym kapelanem AK z południa Polski, który po wojnie trafił na Pomorze. Podobną drogę przeszedł bardziej znany ks. Józef Zator-Przytocki ps. „Czeremosz”, kapelan całej krakowskiej AK, wieloletni proboszcz gdańskich parafii Najświętszej Maryi Panny i Najświętszego Serca Jezusowego. Niezłomna służba obu kapłanów zaczęła się we lwowskim seminarium.

Niedługo przed śmiercią w 1997 r. ks. Waląg pisał: „Było czterech lwowiaków, akowców, związanych przysięgą żołnierską: ks. dr Józef Zator-Przytocki, ks. Paweł Baranowski, ks. Jan Gustkowicz i ja. Oni już odeszli na wieczną wartę, zostałem sam”. Chwała Janowi Hlebowiczowi, że przypomniał Pomorzanom ks. Józefa Waląga, kapłana wyklętego, kapłana niezłomnego.

Adam Chmielecki

Jan Hlebowicz, Ksiądz w smoczej jamie, Pruszcz Gdański 2017.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę