George Herbert Bush. Hello, Solidarność

30 listopada 2018 r. w wieku 94 lat zmarł George Herbert Bush, 41. prezydent Stanów Zjednoczonych, przywódca największego światowego mocarstwa w czasie historycznych przemian politycznych i gospodarczych w Europie Środkowej i Wschodniej. Przypominamy jego wizytę w Gdańsku 11 lipca 1989 roku.

bush1

George Bush z małżonką Barbarą pod pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku, 11 lipca 1989 r. Fot. Wojciech Milewski. 

 

George Bush senior (43. prezydentem USA w 2001 roku został jego syn George Walker Bush) był czołowym przedstawicielem jednego z najważniejszych w amerykańskiej polityce rodów. Jednocześnie reprezentował wręcz wzorcowy model męża stanu – do polityki przeszedł dopiero po osiągnięciu sukcesu w innej dziedzinie życia (w jego przypadku był to biznes naftowy) i traktował ją jako służbę. Zresztą taką właśnie ideę zawierało jego życiowe motto: „Każda definicja udanego życia musi zawierać w sobie służbę innym”. Swoje oddanie ojczyźnie udowodnił już w czasie II wojny światowej, gdy służył jako pilot w lotnictwie marynarki wojennej na Pacyfiku. Później ukończył prestiżowy uniwersytet Yale.

Jego kariera publiczna to stopniowe i konsekwentne obejmowanie coraz bardziej odpowiedzialnych stanowisk – od kongresmena w latach 60. przez ambasadora USA przy ONZ po szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) pod koniec lat 70. W 1981 r. Bush został wiceprezydentem w administracji prezydenta Ronalda Reagana. I chociaż to Reagan, jako charyzmatyczna osobowość i wielki przywódca, dominował w latach 80. nie tylko na amerykańskiej, ale i światowej scenie politycznej, to część zasług ówczesnej administracji USA dla wsparcia wolnościowych dążeń Polaków (ostry sprzeciw wobec wprowadzenia stanu wojennego, twarda polityka wobec ZSRS, wsparcie dla „Solidarności” ze strony amerykańskich związków zawodowych i CIA) należy także przypisać wiceprezydentowi Bushowi.

W 1988 r., po dwóch kadencjach Reagana, George Bush był naturalnym kandydatem Partii Republikańskiej w wyborach na prezydenta USA. Zdecydowanie wygrał elekcję i w styczniu 1989 r. objął urząd. Zasłynął z szybkiego pokonania reżimu Saddama Husajna w ramach operacji „Pustynna Burza” i oswobodzenia Kuwejtu z wojsk irackich w 1991 roku. W trakcie jego prezydentury Stany Zjednoczone kontynuowały mniej lub bardziej oficjalne finansowe i moralne wsparcie dla Polaków (poprzez różne kanały, m.in. CIA i struktury związkowe AFL-CIO). Trzeba jednak pamiętać, że duch czasów był wówczas inny niż w 1981 r., gdy Stany Zjednoczone zdecydowanie zareagowały na wprowadzenie stanu wojennego. Kilka tygodni po zaprzysiężeniu George’a Busha, w lutym 1989 r., w Polsce rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu. USA mocno wsparły tę ideę, widząc w tym szansę na stabilne i spokojne oddanie władzy przez komunistów. A przecież światowe mocarstwa, które mają swoje interesy w każdym zakątku globu, niemal zawsze preferują stabilizację (nieważne, czy uczciwą, czy nie z punktu widzenia mieszkańców danego regionu) od wzniecania „pożarów”, które później musiałyby „gasić” na swój koszt. Prezydent Bush wspierał zatem zarówno Lecha Wałęsę, który postawił na rozmowy z komunistycznym reżimem, jak i ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa PRL Wojciecha Jaruzelskiego. Twórca stanu wojennego (zaledwie 8 lat wcześniej) został wkrótce prezydentem PRL. Bushowi trzeba jednak oddać, że wspierał też „Solidarność”. Jako prezydent USA oficjalnie poparł kierunek przemian ustrojowych w Polsce dopiero wtedy, gdy 17 kwietnia 1989 r. Związek został ponownie zalegalizowany. W lipcu 1989 r. przyleciał na trzydniową (9–11 lipca) wizytę do Polski. Była to jego druga wizyta nad Wisłą. Wcześniej odwiedził nasz kraj we wrześniu 1987 r. jako wiceprezydent USA.

 

Droga do Stoczni Gdańskiej

Prezydent George H. Bush wylądował w Warszawie 9 lipca 1989 r., gdzie m.in. spotkał się z Wojciechem Jaruzelskim. 10 lipca przyleciał do Gdańska. Kolejnego dnia wspólnie z małżonką Barbarą Bush spotkał się z ordynariuszem gdańskim abp. Tadeuszem Gocłowskim, zwiedził katedrę w Oliwie i zjadł obiad z Danutą i Lechem Wałęsami w ich domu przy ul. Polanki. Później zwiedził gdańską starówkę, a na Westerplatte złożył kwiaty przed pomnikiem Obrońców Wybrzeża. Wszędzie, także na trasie jego przejazdów po Gdańsku, prezydentowi USA towarzyszyły tłumy gdańszczan, wiwatujących, machających flagami, a nawet śpiewających „Sto lat” (gdy Bush poprosił o zatrzymanie kolumny i wyszedł z limuzyny przywitać się z ludźmi). Były to gesty, które można uznać zarówno za sympatię wobec samego George’a Busha, jak i uznanie i podziękowania dla Stanów Zjednoczonych jako państwa, które było symbolem wolności i wspierało „Solidarność” w całej dekadzie lat 80. XX wieku.

Najważniejsze w tej wizycie było jednak spotkanie prezydenta Busha z mieszkańcami Gdańska na placu Solidarności przed Stocznią Gdańską. W wielotysięcznym tłumie zdecydowanie przeważali, jak można sądzić  z treści okrzyków i napisów na transparentach, członkowie i sympatycy „Solidarności”. Przed oficjalnymi wystąpieniami George H. Bush i Lech Wałęsa złożyli kwiaty pod pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970.

Przemówienie prezydenta USA, jak podaje oficjalny stenogram Białego Domu z tej wizyty, rozpoczęło się dokładnie o godz. 14.32. George Bush przywitał się w iście amerykańskim stylu: „Hello, Solidarność! Hello, Polska!”. Prezydent pogratulował Polakom dokonania historycznej zmiany. Nawiązał do historii Gdańska, w którym rozpoczęła się II wojna światowa, Sierpnia 1980 oraz pomnika Poległych Stoczniowców, który przyrównał do nowojorskiej Statuy Wolności i nazwał „światową latarnią nadziei”. I tu uwaga na marginesie: szkoda, że w ciągu blisko trzech dekad III RP polskie elity państwowe nie potrafiły wyeksponować i wykorzystać tego potencjału gdańskiego pomnika w postaci trzech krzyży.

W dalszej części swojego wystąpienia prezydent Bush podziękował „Solidarności”: „Dziś do tych, którzy myślą, że nadzieje mogą być na trwałe stłamszone, mówię: niech patrzą na Polskę! Tym, którzy uważają, że wolność może być na zawsze odebrana, mówię: niech patrzą na Polskę! Tym, którzy uważają, że marzenia mogą być na trwałe zgaszone, mówię: niech patrzą na Polskę! W Polsce marzenia są żywe! (…) Kibicujemy ruchowi, który dotknął wyobraźni świata. Tym ruchem jest Solidarność. Gratulujemy tym, którzy umożliwili ten sukces: polskiemu narodowi. Polacy i Amerykanie podzielają zobowiązanie do zakończenia podziałów w Europie”.

George Bush pozytywnie ocenił rozmowy Okrągłego Stołu i wybory w czerwcu 1989 r., które przyniosły Polsce pochodzący z wolnych i demokratycznych wyborów Senat. Nie ukrywał jednocześnie, że przed Polakami stoją duże wyzwania oraz trudne i bolesne reformy gospodarcze, które efekty przyniosą nie od razu, ale w perspektywie jednego pokolenia. W całym wydarzeniu najważniejsze było jednak nie to, co mówił prezydent Bush, a sama istota i symbolika spotkania przywódcy największej światowej potęgi z ówczesnym liderem „Solidarności”, ruchu, który podważył fundamenty istnienia konkurującego z USA mocarstwa – Związku Sowieckiego. W dodatku doszło do tego w ciągle formalnie i faktycznie komunistycznej Polsce w miejscu historycznego sukcesu Polaków sprzeciwiających się narzuconemu siłą reżimowi.

Niemal dokładnie rok później, we wrześniu 1990 r., w tym samym miejscu z Polakami spotkał się były prezydent USA Ronald Reagan. Oddanie czci poległym stoczniowcom i jednocześnie upamiętnienie zwycięskiego Sierpnia 1980 w Gdańsku do dziś pozostaje ważnym punktem wizyt wielu oficjalnych delegacji państwowych odwiedzających Polskę. To kolejny dowód na historyczne znaczenie, w skali światowej, Stoczni Gdańskiej, kolebki „Solidarności”.

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę