Gdyńska droga krzyżowa od lat jest wołaniem o sprawiedliwość

Upominanie się o sprawiedliwość i osąd winnych towarzyszy kolejnym grudniowym rocznicom. Wieczorne obchody, upamiętniające krwawe stłumienie robotniczej rewolty w 1970 roku w Gdyni, rozpoczęły się tradycyjnie w świątyni związanej z powojenną historią tego miasta, w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Armii Krajowej.

W tej świątyni przez trzy dekady proboszczem był ksiądz Hilary Jastak, kapłan wspierający w latach 80. „Solidarność”, parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Był budowniczym i pierwszym proboszczem parafii, na terenie której rozegrała się większość  wydarzeń w grudniu 1970 r. Ksiądz prałat zorganizował w kościele NSPJ centrum wsparcia dla poszkodowanych, 19 grudnia 1970 odprawił mszę św. w intencji ofiar, osobiście informował na bieżąco o sytuacji w Gdyni księdza prymasa Wyszyńskiego, został honorowym członkiem Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia ’70 w Gdyni

Tutaj też od lat gromadzą się gdynianie, rodziny ofiar władz z 1970 r., związkowcy ze swymi sztandarami.

Nabożeństwo poprzedził słowno-muzyczny montaż w wykonaniu uczniów SP nr 40 w Gdyni.

Mszy świętej koncelebrowanej przewodniczył ks. bp Wiesław Szlachetka, Mówiąc o kainowej zbrodni z 1970 roku biskup mówił o zbrodni nieosądzonej. Zdaniem biskupa Szlachetki jest ona wymownym dowodem na potrzebę zmian w wymiarze sprawiedliwości. Wieczorem gdynianie, związkowe delegacje, kapłani przeszli ze świątyni na plac Wolnej Polski pod pomnik Ofiar Grudnia 1970 r. w milczącym marszu pamięci. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest nas z roku na rok mniej.

- W 47 rocznicę Grudnia roku 1970 przypominamy ofiarę złożoną przez robotników. Do spieszących do codziennych zajęć strzelała milicja i wojsko. Wielki dramat i zadra w pamięci. Silnie zapisana w historii naszego miasta karta – powiedział prezydent miasta Wojciech Szczurek u stóp gdyńskich krzyży na placu Wolnej Polski.

Nawiązując zaś do sobotniego państwowego pogrzebu trzech komandorów MW RP zamordowanych w grudniu 1952 roku w sądowym mordzie Szczurek rzekł:
- Zamordowani za to, że ukochali ojczyznę, że chcieli służyć Marynarce Wojennej, czekali 65 lat by w końcu spocząć w wolnej Polsce, w Gdyni, nad polskim morzem – dodał Szczurek, nawiązując też do grudniowego wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku.

- Trzy karty zapisane w historii, a każda z nich zapisana silnie w Gdyni. Trzy karty zapisane w pamięci niczym zadry. Żadna nie została osądzona. Winni nie ponieśli kary. Nie kieruje nami zemsta, ale zwyczajna przyzwoitość. Dajemy świadectwo pamięci, ale i upominamy się o osąd tamtych spraw – mówił prezydent Gdyni.

W podobnym tonie utrzymane było wystąpienie Krzysztofa Dośli, przewodniczącego ZRG NSZZ „S”:

- Wolność ojczyzny krzyżami się mierzy. Na miejscu, w którym przelana była krew rodaków jest krzyż. Symbol zwycięstwa. Towarzyszy nam pamięć o tych, którzy stracili życie byśmy mogli żyć w wolnym kraju. Tylko, czy musieli zginąć? Czy musieli oddać życie za godziwe warunki pracy? Ta krew przelana w 1970 roku nie była pierwszą ofiarą na ołtarzu Ojczyzny. Była wcześniej zbrodnia dokonana na robotnikach Poznania. Też wcześniej był rok 1968. Bezkarność rodziła kolejne zbrodnie. Bezkarność za grudniowe zbrodnie zrodziła stan wojenny i kolejne ofiary przyniosła. Dzisiaj, czcząc pamięć tych, którzy zginęli, musimy przypominać, że byli sprawcy, zbrodniarze podejmujący decyzje i ich poplecznicy. Są w historii Ojczyzny daty, przestrogi, oby się nie powtórzyły te dramaty. Obyśmy nie musieli stawiać kolejnych krzyży tym, którzy przelali krew za Ojczyznę. Przypominając nazwiska tych, którzy zginęli, przenośmy wartości na kolejne pokolenia. Warto też przypominać, które piękną kartę zapisały w historii Gdyni. Przypomnę dwa księdza prałata Hilarego Jastaka, który był z rodzinami ofiar i Wiesławy Kwiatkowskiej, której zasługą było przeniesienie pamięci, udokumentowanie zbrodni i nazwanie jej po imieniu i przeciwstawienia się tym, którzy chcieli zatrzeć jej ślady. Zróbmy wszystko by nigdy więcej nikt przeciwko własnemu narodowi nie wyprowadzał wojsk i innych służb na ulice – mówił Krzysztof Dośla.

Do zbrodni nierozliczonej nawiązał też Mateusz Morawiecki, tak o świcie w Gdyni, jak kilka godzin później w Szczecinie.

- „Poczekaj draniu, my cię dostaniem”, tak śpiewaliśmy. Ale nie dostaliśmy go. Taka była III Rzeczpospolita i jej wymiar sprawiedliwości – tak premier Mateusz Morawiecki rozpoczął swoje wystąpienie w Szczecinie, w którym uczestniczył po południu w obchodach 47. rocznicy „czarnego czwartku”. 17 i 18 grudnia 1970 roku zginęło w ty mieście 16 osób.

Wicepremier w rządzie Józefa Cyrankiewicza Stanisław Kociołek zmarł w 2015 r. To Kociołek, najwyższy rangą funkcjonariusz PZPR i rządu wezwał 16 grudnia 1970 roku wieczorem robotników Gdyni do powrotu do pracy. Stocznia Gdynia im. Komuny Paryskiej jednak była zablokowana przez wojsko. Nigdy nie poniósł odpowiedzialności. W 2013 roku sąd pierwszej instancji uniewinnił Stanisława Kociołka. Decyzję utrzymał Sąd Apelacyjny.

- Nie dostaliśmy go, bo taka była III Rzeczpospolita, taki był wymiar sprawiedliwości III RP, wymiar sprawiedliwości, który w dużym stopniu był kontynuacją poprzedniego systemu, tego systemu, z którego wywodził się kat Trójmiasta, jak brzmią słowa tej samej piosenki – powiedział premier w Szczecinie.

Artur S. Górski

   

Download PDF
Powrót Drukuj stronę