Gdynia pamięta o tych, którzy w Grudniu’70 polegli w drodze do Wolnej Polski

W środę wieczorem 17 grudnia 2014 roku ulicami Gdyni, trasą, którą przeszli domagający się sprawiedliwości demonstranci w 1970 roku, przeszło w skupieniu kilkaset osób. Poseł Janusz Śniadek zaproponował, by skwer przy Urzędzie Miasta Gdyni, na którym ustawiony jest pomnik Ofiar Grudnia 1970 roku nosił nazwę Wolnej Polski.

Ci, którzy postanowili oddać hołd zabitym w Grudniu’70 spotkali się najpierw w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa,  w parafii, której proboszczem był ks. Hilary Jastak, wielki patriota, opiekun rodzin, które straciły bliskich w 1970 roku oraz gdyńskich robotników. W świątyni ustawiły się rzędy związkowych i szkolnych sztandarów. W kazaniu ks. prałat Henryk Lew Kiedrowski wspominał tamte tragiczne dla Wybrzeża dni, apelował o nauczanie historii i kultywowanie pamięci.

- W tamten grudniowy świt oni, prości ludzie szli do swojej roboty, bo ich ktoś wezwał, bo powiedział, że mogą wracać. Nam chodzi o pamięć, bo już nie o ziemską sprawiedliwość. Nikt nie będzie osądzony. Ileż razy już stawaliśmy u krzyży przy gdyńskim urzędzie miasta i wołaliśmy o sprawiedliwość. I nic się nie dzieje – mówił ks. prałat Henryk Lew Kiedrowski.

Przypomnijmy, że gdy 17 grudnia 1970 roku wstawał świt nad Gdynią sytuacja była napięta. W Gdańsku spłonął budynek KW PZPR. Gdynia strajkowała. Spokojnie. Robotnicy 16 grudnia zostali wezwani do powrotu do miejsc pracy przez Stanisława Kociołka, wicepremiera, najwyższego dygnitarza PZPR przebywającego wówczas w Gdańsku.

Dzień wcześniej Główny Komitet Strajkowy spisał postulaty. Przekazano je przewodniczącemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Janowi Mariańskiemu. A ten miał je przekazać  wicepremierowi Stanisławowi Kociołkowi, który przebywał na Wybrzeżu. Wśród postulatów było dostosowanie płac robotników do podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowania rozpiętości zarobków, ustalenia wysokości zasiłku chorobowego odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi. Komitet strajkowy nocą został aresztowany.

Wojsko otoczyło stocznię i zablokowało przystanek SKM. Padły strzały… Do uczniów, stoczniowców, portowców, rybaków, kierowców – do pracowników gdyńskich zakładów pracy.

Po porannym dramacie na przystanku SKM Gdynia  w centrum Gdyni uformowano pochód z biało-czerwonymi flagami, który ruszył ulicami 10 Lutego i Marchlewskiego w kierunku przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie starł się z wojskiem. Ludzie zbierali się na ul. Czerwonych Kosynierów i pochód ruszył do centrum Gdyni. Na czele pochodu niesiono na drzwiach ciało zabitego ucznia Zbyszka Godlewskiego, ucznia i syna wojskowego z Elbląga. Manifestanci nieśli umazaną krwią flagę. Padły kolejne ofiary przy dzisiejszym urzędzie miasta.

44 lata później prezydent Gdyni Wojciech Szczurek mówił wieczorem przy pomniku Ofiar Grudnia 1970 r. przy Al. Piłsudskiego:

- Do zwykłych ludzi, stoczniowców, uczniów strzelała milicja i wojsko. A ich jedyną winą było to, że śpieszyli do swych codziennych zajęć. Co roku wracamy do tamtych tragicznych chwil w historii naszego miasta, przypominamy tamte obrazy i tamte ofiary. Mamy świadomość, że to część naszej tożsamości, naszej pamięci, naszej historii. To każe nam pamiętać o tych, którzy torowali nam drogę do wolności. Tamta grudniowa rana nie jest zabliźniona bo pomimo 25 lat wolnej Polski ofiary nie doczekały się sprawiedliwego osądu sprawców zbrodni. Coraz trudniej w to uwierzyć, że polski wymiar sprawiedliwości dokona oceny, że zbrodniarz jest zbrodniarzem. Z tego miejsca co roku będziemy jak wyrzut sumienia, przypominać, że domagamy się osądzenia zbrodni Grudnia 1970 w imię pamięci i w imię myśli, że chcemy żyć w kraju, który jest sprawiedliwym – zadeklarował prezydent Szczurek.

Dla Janusza Śniadka, byłego lidera NSZZ „S” ważny jest też akt symboliczny zawarty w nazwie:

- W tym miejscu dziesięć lat po grudniowej zbrodni stanął prosty sosnowy krzyż z napisem na tabliczce „Tu stanie pomnik”. Kiedy w mozolnie odzyskującej wolność Polsce stanął pomnik – postawiony zabitym w drodze ku nadziei – nadaliśmy mu formę krzyża. A krzyż domaga się rachunku sumienia. Robimy go tutaj co roku. Czy nie na darmo Janek Wiśniewski padł? Rachunek ten jest wyjątkowo gorzki. Okazało się, że 25 lat to za mało by osądzić głównego oskarżonego o sprawstwo tej zbrodni. Jego pochowano z honorami wojskowymi, z udziałem głowy państwa. Naszych braci grzebano nocą – mówił poseł Śniadek, przypominając o nie osądzeniu Wojciecha Jaruzelskiego, szefa MON w 1970 roku, późniejszego szefa junty WRON, a po 1989 r prezydenta u schzku PRL.

- Gdynia to dziecko wolnej Polski, II Rzeczpospolitej. W grudniu śpiewamy „Za chleb i wolność Janek Wiśniewski padł”. Proponuję by nazwać to miejsce placem Wolnej Polski. Niech stanie się to miejsce czytelnym znakiem gdyńskich wartości – powiedział Janusz Śniadek, który ma wkrótce złożyć do Rady Miasta i prezydenta Gdyni wniosek o nadanie nazwy Plac Wolnej Polski skwerowi wokół pomnika Ofiar Grudnia przy urzędzie miasta.

Przypomnijmy, że robotnicy zostali rozstrzelani w drodze do pracy. W Gdyni nie została wybita ani jedna szyba. Osiemnastu padło tu od kul…Najstarszy z nich miał lat 35 lat. Najmłodsi zaś 15. To Zbigniew Gliniecki, uczeń, postrzał klatki piersiowej i Jerzy Skonieczka, uczeń, strzał w głowę.

Dowodzący na Wybrzeżu gen. Grzegorz Korczyński zmarł rok później na Bliskim Wschodzie w niewyjaśnionych okolicznościach (według jednej z teorii zapłacił tam za swe zbrodnie z lat wojny).

Generał armii Wojciech Jaruzelski, szef MON, Kazimierz Świtała, szef MSW, Stanisław Kociołek, wicepremier rządu PRL – uniknęli odpowiedzialności.

ASG

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę