Gdynia oddała hołd poległym w drodze do Wolnej Polski

To już 45 lat minęło od masakry dokonanej na rozkaz odchodzącej ekipy Władysława Gomułki na robotnikach i uczniach Wybrzeża. Nikt z rzeczywistych sprawców i prowodyrów tej zbrodni nie poniósł odpowiedzialności. Pozostała pamięć, niesione przez młodzież białe drzwi, poczucie niesprawiedliwości i coroczne marsze w hołdzie tym, którzy za upomnienie się o chleb i wolność zapłacili cenę najwyższą…

 

Szli tylko przypomnieć, tym co zapomnieli
Że nim w tłuszcz obrośli, w ręku kilof mieli
Lecz gdy zawołali, chleba daj nam Polsko!
Przysłała im władza milicję i wojsko

Zaciśnięte ręce, wznieśli ponad głowy
Stoczniowiec i doker, żądali rozmowy
Zamiast odpowiedzi, do tłumu się strzela
Umiera stoczniowiec, na rękach Dokera

(Grudniowa ballada)

- W historii Polski są daty o szczególnie historycznym znaczeniu, a zarazem głębokiej symbolice. To daty naznaczone cierpieniem, poczuciem niesprawiedliwości, wyrządzonej krzywdy, zacieranej prawdy i nigdy nie rozliczonych zbrodni, zbrodni bez katów i oprawców – napisał marszałek Sejmu Marek Kuchciński w liście odczytanym przez Krzysztofa Doślę, przewodniczącego ZRG NSZZ „Solidarność”.

W czwartkowy wieczór 17 grudnia jak co roku ulicami Gdyni przeszli ci, którzy pamiętają o tych, którzy na tych samych ulicach domagali się sprawiedliwości w 1970 roku. Tym razem było dużo młodzieży.

Nim kilkusetosobowy pochód wyruszył na Plac Wolnej Polski w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa, w parafii, której proboszczem był ks. Hilary Jastak, wielki patriota, opiekun gdyńskich robotników, w którym jest odnowiona kaplica Ludzi Morza, ustawiły się rzędy związkowych i szkolnych sztandarów. Uroczystość rozpoczęła piosenka z lat 80-tych „Ojczyzno ma”.

I znów okazało się, że młodzież nie jest obojętna. To ona zadbała o oprawę muzyczną, a honorową asystę w świątyni wystawiła klasa mundurowa XII LO w Gdyni.

Wśród stoczniowców, dokerów, uczniów gdyńskich szkół byli górnicy z KWK Julian, hutnicy z Huty Sendzimira, robotnicy z Wałbrzycha oraz uczniowie z Galicji z Krakowa, Nowego Targu, Nowego Sącza, Olkusza i Ludźmierza. Ich obecność była znakiem, ze tamte wydarzenia były ważne dla całej Polski.

Wśród uczestników uroczystości, obok mieszkańców Gdyni i rodzin poległych w Grudniu byli pomorscy włodarze, samorządowcy, dowództwo Marynarki Wojennej RP i innych służb mundurowych, związkowcy pod swoimi sztandarami z Portu Gdynia, Stoczni Gdynia, Stoczni Nauta, Stoczni Marynarki Wojennej, OPEC, Poczty Polskiej, PKP, stoczniowej Grupy Remontowa, Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, Radmoru, nauczyciele i wychowawcy z gdyńskiej oraz małopolskiej oświatowej „Solidarności”, górnicy z Piekar Śląskich, delegacja z Dolnego Śląska, kombatanci.

W kazaniu ks. biskup Zbigniew Zieliński przypomniał dramat 17 grudnia 1970 rok, gdyński rozpaczliwy protest przeciwko przemocy władzy na ulicach Czołgistów, Czerwonych Kosynierów i innych, wspominał o zbrodniczych decyzjach władz PRL, o walce robotników o godne życie, o łączeniu wolności i solidarności.

– Przywołujemy wspomnienie Czarnego Czwartku, wydarzeń pisanych męczeńską krwią naszych ojców i braci. Szczególną nadzieję budzi obecność młodzieży. Wasza obecność dowodzi, że jest żywa pamięć o tamtych ludziach i wydarzeniach – mówił ks. biskup Zieliński, wspominając też o trudzie wybaczania katom i miłosierdzia.

Wieczorem wyruszył marsz pamięci – Gdyńska Droga Krzyżowa. Na czele pochodu młodzież niosła drzwi, te same, na których niesiono ciało zastrzelonego chłopca – legendarnego Janka Wiśniewskiego.

Podczas przemarszu odczytywane były dramatyczne wspomnienia rodzin ofiar o poszukiwaniu najbliższych, traumie pośpiesznych pogrzebów. Na manifestujących obojętnie i z rzadka spoglądali zza szyb ludzie siedzący w restauracjach i barach. Ognie pamięci ginęły w świątecznych dekoracjach i iluminacjach sklepów i ulic.

- Przywołujemy wydarzenia, które wpisały się w historię Polski. Do robotników śpieszących do codziennych zajęć strzelała milicja i wojsko. Jesteśmy tu po to, by dać świadectwo naszej pamięci. Dać świadectwo tego, że tamte tragiczne wydarzenia są częścią historii, częścią tożsamości mieszkańców tego miasta, częścią żywej pamięci – mówił przed pomnikiem Ofiar Grudnia 1970 Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni i apelował by „zdać świadectwo tego, czy ideały, za które oni zginęli są ideałami, które potrafimy w wolnej Polsce realizować”.

Gdyński prezydent przypomniał też o bezkarności sprawców zbrodni

- Po 25 latach nie padną tu po raz pierwszy słowa, że domagamy się osądzenia winnych tego dramatu. Nie ma już kogo osądzać. Wolna Polska nie potrafiła dać prostego świadectwa sprawiedliwości. Czy dzisiaj godność, ta wielka idea, o której wtedy zamarzyli idący do pracy robotnicy, czy w wolnej Polsce jest w pełni respektowana? – pytał retorycznie Wojciech Szczurek.

- Musimy upominać się o godność pracujących, że musimy dawać świadectwa pamięci. I przypominać, że tamte bohaterstwo, bohaterstwo tamtych wydarzeń, to była ofiara, która utorowała dzisiaj drogę do tego, że żyjemy w kraju wolnym niepodległym – mówił prezydent Szczurek.

List do uczestników uroczystości 45 rocznicy Grudnia skierował marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński. Odczytał list Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

- W historii Polski są daty o szczególnym historycznym znaczeniu, a zarazem głębokiej symbolice. To daty naznaczone cierpieniem, poczuciem niesprawiedliwości, wyrządzonej krzywdy, zacieranej prawdy i nigdy nie rozliczonych zbrodni, zbrodni bez katów i oprawców. W te grudniowe dni kierujemy nasze myśli ku najbardziej dramatycznych wydarzeniom w powojennej historii Wybrzeża do 1970 roku. Do bezbronnego o zdezorientowanego tłumu został otwarty ogień z karabinów, kiedy brutalne represje dotknęły tysiące ludzi, a rodzinom pomordowanych odmówiono godnego pogrzebu – napisał marszałek Sejmu.

Marek Kuchciński przypomniał, że robotnicy zbuntowali się nie dla zmiany ustroju, ale z głębokiego poczucia niesprawiedliwości. – Stoczniowcy i robotnicy upomnieli się o należyte wynagrodzenie za ciężką pracę, a także o godne życie dla siebie i najbliższych. Podczas tamtych krwawych dni w Trójmieście, Elblągu i Szczecinie zdeptana została wolność, ale narodziła się wiara we własne siły. Bez Grudnia’70 nie było radomskiego Czerwca, nie byłoby Sierpnia’80, a wreszcie wolnej Polski – napisał marszałek Kuchciński.

Złożono wieńce i kwiaty i odczytano apel poległych z nazwiskami ofiar grudniowej masakry.

Przypomnijmy, że gdy 17 grudnia 1970 roku wstawał świt nad Gdynią sytuacja była napięta. W Gdańsku spłonął budynek KW PZPR. Gdynia strajkowała. W tym portowym mieście nie wybito ani jednej szyby. Robotnicy 16 grudnia zostali wezwani do powrotu do miejsc pracy przez Stanisława Kociołka, wicepremiera, najwyższego dygnitarza PZPR przebywającego wówczas w Gdańsku.

Dzień wcześniej Główny Komitet Strajkowy spisał postulaty. Przekazano je przewodniczącemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Janowi Mariańskiemu. A ten miał je przekazać  wicepremierowi Kociołkowi. Wśród postulatów było dostosowanie płac robotników do podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowania rozpiętości zarobków, ustalenia wysokości zasiłku chorobowego odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi. Komitet strajkowy nocą został aresztowany.

Wojsko otoczyło stocznię i zablokowało przystanek SKM. Padły strzały… Do uczniów, stoczniowców, portowców, rybaków, kierowców – do pracowników gdyńskich zakładów pracy.

Po porannym dramacie na przystanku SKM Gdynia  w centrum Gdyni uformowano pochód z biało-czerwonymi flagami, który ruszył ulicami 10 Lutego i Marchlewskiego w kierunku przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie starł się z wojskiem. Ludzie zbierali się na ul. Czerwonych Kosynierów i pochód ruszył do centrum Gdyni. Na czele pochodu niesiono na drzwiach ciało zabitego ucznia Zbyszka Godlewskiego, ucznia i syna wojskowego z Elbląga. Manifestanci nieśli umazaną krwią flagę. Padły kolejne ofiary przy dzisiejszym urzędzie miasta.

Od 1980 roku wieczorem przy pomniku Ofiar Grudnia 1970 r. spotykają się ci, którzy pamiętają i wspominają czas, gdy do zwykłych ludzi, stoczniowców, uczniów strzelała milicja i wojsko. A ich jedyną winą było to, że śpieszyli do swych codziennych zajęć.

Osiemnastu padło tu od kul…

Najstarszy z nich miał lat 35 lat. Najmłodsi zaś 15. To Zbigniew Gliniecki, uczeń, postrzał klatki piersiowej i Jerzy Skonieczka, uczeń, strzał w głowę.

Wojciecha Jaruzelskiego, szefa MON w 1970 roku, późniejszego szefa junty WRON, a po 1989 r prezydenta u schyłku PRL pochowano z honorami wojskowymi.

Dowodzący na Wybrzeżu gen. Grzegorz Korczyński zmarł rok później na Bliskim Wschodzie w niewyjaśnionych okolicznościach.

Kazimierz Świtała, szef MSW i Stanisław Kociołek – uniknęli odpowiedzialności.

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę