Gdynia Grudzień 2016. W imieniu tych, których dosięgły kule

Gdyby nie ofiara Grudnia roku 1970, nie byłoby wielkiego zwycięstwa Solidarności – powiedział Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

gdynia_grud_2016

Wieczorne obchody upamiętniające dramat krwawego stłumienia robotniczej rewolty w 1970 roku w Gdyni rozpoczęły się tradycyjnie w świątyni związanej z powojenną historią tego miasta, czyli w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Armii Krajowej. W nim przez trzy dekady proboszczem był ksiądz Hilary Jastak. Tutaj też zgromadzili się gdynianie, rodziny ofiar władz z 1970 r., związkowcy ze swymi sztandarami. Trudno było jednak oprzeć się wrażeniu, że jest nas z roku na rok mniej.

Nabożeństwo poprzedził słowno-muzyczny montaż w wykonaniu uczniów SP nr 40 w Gdyni.

Mszy świętej koncelebrowanej przewodniczył ks. bp Wiesław Szlachetka, który nawiązał do ewangelicznego zapisu żywotu Jezusa, wskazując na złożoność natury ludzkiej. Biskup pomocniczy wskazał na rządzące światem i „panoszące się” ideologie, które w ujęciu systemowym zamieniają się w zło. Wśród nich – komunizm, który skierował ostrza bagnetów i kul na protestujących robotników. Biskup Szlachetka przyznał, że „każda ideologia jest wyrazem programowej bezbożności”.

- Każda ideologia to strukturalne, systemowe zło. Papież Franciszek wskazuje, że ideologie są jak tsunami. Pozostawiają po sobie ruinę, śmierć i zgliszcza. Takie skutki pozostawiła ideologia komunizmu, która w swe struktury uwikłała wielu i kazała im nawet zabijać, strzelać do bezbronnych braci. Tak było w Gdyni, w grudniu 1970 roku. Nie wolno zaprzepaścić przelanej krwi robotników. Oni za naszą ojczyznę zapłacili cenę najwyższą. Przelana przez nich krew woła do naszych sumień, abyśmy byli wierni Bożym prawdom. Prawdy te stoją na straży godności życia każdego człowieka – podkreślił ks. Wiesław Szlachetka.

Zdaniem biskupa Szlachetki mamy obecnie dyktat tzw. politycznej poprawności.

- Możemy dzisiaj zaobserwować wiele niepokojących zjawisk, zamazujących prawdę, szkodzących naszej ojczyźnie i całej Europie, której cywilizację zrodziło chrześcijaństwo – przypomniał biskup.

- Polega ona na tym, żeby dobra i zła nie nazywać po imieniu. Celem tej nowomowy jest, aby wszystkim się przypodobać. Czy człowiek, który chce się przypodobać wszystkim, może być wiarygodny? Czy może być człowiek wiarygodny, który nie wie, gdzie jest źródło jego moralnego etosu, skoro zamazuje granice między tym, co dobre, a co złe, między uczciwością, a nieuczciwością, między tym, co moralne a co niemoralne – zastanawiał się ks. biskup Szlachetka i dodał, że z dyktaturą politycznej poprawności wiąże się łatwe oskarżanie o „mowę nienawiści”.

- Tym epitetem zaczyna się coraz częściej szafować i szantażować zwłaszcza tych, którzy pozostają wierni prawdzie – uznał biskup, a nawiązując do trwającego od kilku dni kryzysu politycznego stwierdził:

- Niepokoi zachowanie niektórych naszych rodaków, którzy za najważniejszy cel postawili sobie destabilizowanie państwa, tylko dlatego, że utracili przywileje. Jeśli demokracja ma polgać na destabilizacji państwa, to po co taka demokracja. Nie można interesów stawiać ponad dobro wspólne – Ojczyznę. Nie wolno zapomnieć o tych, którzy zapłacili cenę najwyższą, a przelana krew wzywa nas byśmy byli wierni wartości dobra wspólnego – zakończył kapłan.

Wieczorem gdynianie, związkowe delegacje, kapłani przeszli ze świątyni na plac Wolnej Polski pod pomnik Ofiar Grudnia 1970 r. w milczącym marszu pamięci.

- 17 grudnia 1970 roku,czarny czwartek na ulicach Gdyni. To jedna z najbardziej tragicznych kart naszego miasta. Poranek.Do spieszących do swych codziennych zajęć oddaje strzały wojsko i milicja. Giną ludzie. Tego dnia ulicami miasta przechodzą tłumy ludzi, protestując przeciwko komunistycznej władzy, która ośmieliła się strzelać do robotników. Oni upomnieli się o prawo do godnego życia. W sercach gdynian jest pamięć bohaterów.Są oni w panteonie tych, którzy torowali drogę do wolności Polski. Gdyby nie ofiara Grudnia roku 1970, nie byłoby wielkiego zwycięstwa Solidarności. – powiedział Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni, a mówiąc o niedokonanej niesprawiedliwości przypomniał:

- Mamy poczucie sensu przelanej krwi. Ale też mamy poczucie wielkiej niesprawiedliwości. Co roku tu, pod tym krzyżem, przypominamy, że zbrodnia Grudnia 70 roku jest zbrodnią nieosądzoną. Mamy nie tylko moralne prawo, ale i moralny obowiązek przypominać, że niepodległa Rzeczpospolita musi być także przestrzenią sprawiedliwości. Odchodzą z tego świata zbrodniarze, winni dramatu na ulicach Gdyni. Ale my nie będziemy ustawać w staraniach, by osąd wymiaru sprawiedliwości dosięgnął wszystkich, którzy byli winni tamtej zbrodni. Co roku Gdynia pamięta, mając świadomość, że żyjemy w kraju wolnym i niepodległym. Przychodzimy tu razem, by dawać świadectwo – przemawiał prezydent Szczurek.

Lider gdańskiej „Solidarności” Krzysztof Dośla też upomniał się o prawdę historyczną i o sprawiedliwość.

- Od lat spotykamy się w ważnych, świętych miejscach, gdzie przelana była krew rodaków, koleżanek, kolegów. Dopominamy się elementarnej sprawiedliwości. W grudniu 1989 roku wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zbrodniarzy nazwać po imieniu, zbrodnie ukarać, a ofiarom i najbliższym uczynić zadość. Jakże się myliliśmy. 27 lat w wolnej ojczyźnie pozostały siły, które robią wszystko by do wymierzenia sprawiedliwości i oddania pełnej czci ofiarom nie doszło. To nie przypadek, że składy orzekające sądów trzy lata temu uznały, że zbrodnia na Wybrzeżu była bójką ze skutkiem śmiertelnym. Nie biorąc pod uwagę dowodów: 550 czołgów, 1200 pojazdów opancerzonych, 27 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy MO, 41 jednostek marynarki wojennej. 108 samolotów, 100 tysięcy sztuk amunicji. Zbrodniarze odchodzili, unikając kary. Rodziny ofiar pozostawały w biedzie, borykając się za skutkami ran, pobicia, z szykanami, Zbrodniarz Kociołek Stanisław został uniewinniony. Sąd zrobił wiele, by tak zinterpretować dowody, przynosząc hańbę wymiarowi sprawiedliwości. Czy wymiar sprawiedliwości zdoła zmyć skazę? My musimy przypominać, że zbrodniarze 1970 byli później konstruktorami stanu wojennego. Niechaj ten apel, z tego miejsca, z Gdyni, ze stoczni, spod pomnika w Gdańsku i z innych miejsc w Polsce dotrze do podejmujących decyzje, niech spowoduje refleksję, u tych którzy robili wszystko by do osądzenia winnych nie doszło. Cześć pamięci tych którzy oddali życie i tych, którzy cierpieli przez tyle lat! – zaapelował Krzysztof Dośla.

Wieńce i wiązanki kwiatów złożyli kombatanci, weterani 1970 r., związkowcy, gdyńscy samorządowcy, politycy PiS (Janusz Śniadek i Marcin Horała), senator Sławomir Rybicki (PO), posłanka Małgorzata Zwiercan (WiS).

Pod pomnikiem Ofiar Grudnia 1970 r. była też kilkunastoosobowa grupa z Partii Razem, która odwołuje się m.in. do idei „wyzwolenia prekariatu” i równej dystrybucji zysków.

Kwiaty składało też kilku przedstawicieli KOD, przywitanych w tym wyjątkowym miejscu gwizdami i okrzykami „Hańba!”, które w kontekście rocznicowej grudniowej nocy i placu Wolnej Polski były tylko dowodem na to, że warto czasem trzymać język i emocje na wodzy. Są takie miejsca, jak ten plac, czy Sejm, gdzie warto złym emocjom nie ulegać by nie generować zbytecznych konfliktów. Tym bardziej, że jeszcze niedawno mówiło się o konieczności odbudowy poczucia Wspólnoty.

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę