Edward Szwajkiewicz: Ludzie reżimu już byli przygotowani do skoku ku przemianom gospodarczym

– Przy Okrągłym Stole miał Pan pilnować, by Stocznia Gdańska nie została doszczętnie zlikwidowana. Kondycja stoczni po wielu zakrętach i bojach jest dzisiaj mizerna. Wraca pytanie – czy warto było?

– Pod koniec października 1988 premier Mieczysław Rakowski podjął decyzję o likwidacji Stoczni Gdańskiej im. Lenina. To była zemsta rządu PRL i cios w ideę porozumienia. Nie mieliśmy wpływu na los zakładu. Nie uratowaliśmy stoczni. Nie odwróciliśmy decyzji Rakowskiego. Owszem, był taki tekst spisany w Magdalence, który niczego nie wnosił. Zapisane w nim zostało, że – owszem – jak się sytuacja unormuje, okoliczności pozwolą, kondycja gospodarcza będzie lepsza, to temat stoczni wróci. Nikomu na stoczni nie zależało.

– Nikomu ze strony ówczesnej władzy, bo może dawni działacze PZPR obawiali się załogi? Czy też nie zależało nowej elicie, która na stoczniowych barkach parła ku władzy?

– Ludzie reżimu już byli przygotowani do skoku ku przemianom gospodarczym. Nie myśleli o zagrożeniu politycznym ze strony stoczniowców. Byli zajęci sobą. Już zajmowali miejsca w gospodarce. Dawał im komfort ten stan, w którym resorty siłowe były ciągle w rękach dawnych towarzyszy. W nowych warunkach dramatycznie zmieniła się sytuacja finansowa stoczni. Nowa elita nie udźwignęła tematu stoczni. Zwracaliśmy się przecież i do Lecha Wałęsy o interwencję, o pomoc. Zbył nas, mówiąc, że nic nie może, że to nie jego kompetencja, że jest wolny rynek. Zostaliśmy zostawieni sami sobie. Później inne stocznie, jak Stocznia Gdynia SA, Stocznia Szczecińska, będące w podobnej sytuacji, zostały przed upadłością uratowane dzięki pomocy rządu polskiego. Co prawda tylko tymczasowo i dzisiaj ich nie ma…

– Dzisiaj na terenach Stoczni Szczecińskiej i Stoczni Gdynia są strefy ekonomiczne, działa bankomat… Ironia losu, znak czasu?

– To, co nam zostało, trudno nazwać przemysłem okrętowym. Pewnie, że nieźle funkcjonują Stocznia „Remontowa”, Stocznia Północna, że gdzieś buduje się piękne jachty, ale nie ma przemysłu okrętowego. Mamy dostęp do morza, mamy, czy raczej mieliśmy, potencjał, Powinniśmy więc ruszyć z kopyta. Tak się nie stało. Ta tak zwana nasza władza brała co mogła garściami, a nam zostawiła problemy. Nam, ludziom w kopalniach, w hutach, w stoczniach. Zostaliśmy przez elity, wykreowane przy naszym udziale w 1989 roku, porzuceni…

Rozmawiał Artur S. Górski

Cała rozmowa ukazała się w Magazynie 7/8-2013

Download PDF
Powrót Drukuj stronę