Dzieciątko z Betlejem wędruje przez świat

- W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie… – relacjonuje św. Łukasz.

- Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy – zaczyna święty Mateusz Ewangelista opowieść o mędrcach ze Wschodu, którzy stali się świadkami Objawienia Pańskiego. 2015 lat temu, a być może dawniej? Bo nie jest istotne, czy Dionisius Exiguus pomylił się in plus, czy in minus, w ustanowieniu roku „zero”, czyli daty narodzin Chrystusa i początku ery chrześcijaństwa. I nie jest istotne czy było to akurat 24 grudnia owego roku zerowego, czy w 4. roku przed tą umowną datą. Ale to tej nocy, której pamiątkę świętujemy 24 grudnia Boże Dzieciątko zaczęło swój spacer po Ziemi.

Mała Szopka Bożonarodzeniowa w kościele parafialnym w Służewie (wikimedia commons)

Zatrzymało się na moment w pałacu cesarza Konstantyna Wielkiego, cesarza Rzymu, który by ratować ład łaciński przyjął chrzest i uczynił chrześcijaństwo religią Cesarstwa.

Boże Dziecię wędrowało razem z Karolem Wielkim, w średniowieczu, błędnie określanym przez zastępy ignorantów jako „czas mroku”, czy „wieki ciemne”.

Wystarczy spojrzeć na archidiecezjalną Bazylikę Mariacką – koronę Gdańska, górującą od ponad sześciuset lat nad grodem, zamkom warownym, pokłonić się kunsztowi Hansa Memlinga, by dostrzec wielkość tamtej epoki, zaiste nie „wieków ciemnych”.

Karol Wielki, twórca Europy, przyjął koronę w Boże Narodzenie roku 800. Trzy wieki, które upłynęły od śmierci Karola Wielkiego to był czas wzrastania Kościoła. Nawróciły się wówczas Morawy, Bułgaria, Czechy, Polska, Węgry i Księstwo Kijowskie.
Dzieciątko nowonarodzone zaprowadziło w 966 r. Mieszka, księcia Polan, do chrzcielnicy.

Podnieś rękę, Boże Dziecię!

Błogosław Ojczyznę miłą

W dobrych radach, w dobrym bycie

Wspieraj jej siłę swą siłą

Napisał poeta Franciszek Karpiński, wielki patriota, w jednej z najpiękniejszych polskich kolęd.

Jakie więc będą te polskie święta AD 2015?

Czy radosne i rodzinne? A może przepojone troską o los Ojczyzny? Pełne wołania o ład w życiu publicznym, o społeczny dialog, o program ratunkowy dla gospodarki?

Co dalej z naszą polską tradycją? Czy pod naporem przedziwnie pojmowanej politycznej poprawności wyrugowana z niej zostanie religijna atmosfera, zastąpiona komercyjnym blichtrem i atakiem reklam? Nie dajmy się zwieść magii świąt sprowadzonych do kuso odzianej „Mikołajki” w kostiumie, którego czerwony kolor wymusiła w latach 60. Coca Cola.

Dbajmy, byśmy nie zostali sprowadzeni do roli zmanipulowanych konsumentów, wypranych z tradycji, z poczucia wspólnoty. Czło­wiek bez świadomości swojej tradycji, swojej tożsamości jest podatny na mani­pu­la­cje.

Totalitaryzmy XX wieku, narodowy socjalizm i komunizm, swoją drogę ku władzy kończyły rozprawą z religią w jej tradycyjnej formule, wprowadzając na jej miejsce własną obrzędowość. Dzisiaj dyktat krzewicieli „kultury świeckiej” doprowadził do defensywy chrześcijaństwa.

Co stać się może niebawem z Europą pokazuje przykład laickiej Francji, od czasów Pepina MałegoKarola Młota wielkiej córy Kościoła, w  której dzisiaj kościoły świecą pustkami (może poza Doliną Loary, historyczną Wandeą), a islam kroczy przez jej terytorium. Cóż ona zrobiła ze swoim chrztem?

Boże Narodzenie przysparza nam Nadziei.

Tej bezśnieżnej zimy dalej będziemy wędro­wać po Pol­sce – drogą powrotu do źródeł, do kośćca polskości.

Kiedy Mieszko I przyszedł do chrzcielnicy w Wielką Sobotę 966 roku zaczął tkać ową osnowę, na której on i Bolesław Chrobry, zbudowali Państwo Polskie, wprowadzając nas do zbudowanej na chrześcijaństwie Europie.

Narodził się nam Zbawiciel – pięknie jest w to wierzyć. A jeśli nie wierzysz? Mimo to wsłuchaj się w opowieść o Jezusie z Nazaretu, narodzonym około 2015 lat temu, zmarłym w 33 roku nowej ery. O Żydzie, Aramejczyku, nonkonformiście, myślicielu, wielkim kaznodziei, który urodził się w  Judei, w rzymskiej odległej prowincji, za panowania cesarza Augusta Juliusza Oktawiusza.  O Jezusie, skazanym na ukrzyżowanie za panowania cesarza Tyberiusza, gdy prokuratorem Judei był Poncjusz Piłat, który ugiął się przed żądaniem Sanhedrynu i skazał cudotwórcę na śmierć. Chociaż nie dowiedziono mu żadnej winy.

Jezus nie rzucał wyzwania władzom imperium, nie pozostawił po sobie tajnej organizacji i politycznego przesłania.Nauczał „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”. Jakże trudne to wyzwanie również dla nas, dla ludzi Kościoła.

A jeśli brakuje Ci wiary otwórz Ewangelię i wczytaj się w to, co ma Ci ona do powiedzenia. Sięgnij po zakurzoną, zapomnianą na półce Biblię. I czytaj…

Jezus przyszedł na świat w ubogiej grocie koło Betlejem. To nie był zamysł przypadkowy. Człowiek miał nie bać się Boga, miał go szukać i znaleźć – bez lęku, w ubogim żłobie.

Na końcu tej drogi jest Krzyż – znak znaków. Ten Znak kładł swój cień już nad betlejemską kołyską. Próbuje się go wyrugować z przestrzeni publicznej. Ale tak już było.

Część naszej kasty politycznej dostała się najwyraźniej pod wpływy podobne tym z sekty bogomiłów z X w., którzy szczególną antypatią darzyli właśnie krzyż. Ci wolnomyśliciele, których drażni krzyż są nie tyle złowieszczy, co groteskowi w swym zapędzie do nowoczesności, przypominający gombrowiczowską Zutę Młodziakównę, arogancką, impertynencką, niedouczoną zwolenniczkę postępu i swobód wszelakich.

Ten pęd nuworysza do pseudonowoczesności prowadzić może jednak do powtórki z dziejów, gdy w V wieku po narodzeniu Chrystusa rozpadł się rzymski ład. Chociaż święte Cesarstwo Rzymskie przestało istnieć, to depozytariuszem łacińskiego ładu stał się biskup Rzymu.

Symbolika krzyża przewija się – w zaskakujący sposób, ze znakami pradawnych Sarmatów,   stepowych jeźdźców, którzy zniknęli około IV wieku po narodzeniu Chrystusa. To w ich kulturze, o dziwo, pojawia się krzyż przeniesiony z niej do oryginalnej polskiej heraldyki.

Bóg się rodzi, a „czysta i skromna religia – jak jej początki opisywał historyk Edward Gibbon, przecież naukowiec  krytyczny wobec chrześcijaństwa – wiara skromnych rybaków, którzy potrafili wypełnić duchową pustkę ostatecznie rozwinęła triumfalny sztandar Krzyża na ruinach Kapitolu.

Artur S. Górski

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę