Dywizjon 303, sojusze i „Dziwna wojna” na Zachodzie

Na ekrany kin weszły w sierpniu br. dwa wyczekiwane od lat obrazy, czyli brytyjski „303. Bitwa o Anglię” i nasz rodzimy „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”. Warto więc pochylić się choć na moment nad pokazaną też w tych obrazach Dziwną wojną na Zachodzie (z francuska Drôle de Guerre, a z angielska Phoney War, lub po niemiecku Sitzkrieg) oraz zadumać się nad iluzją zawieranych złudnych sojuszy.

Decyzja z 12 września 1939 roku podjęta przez francusko-brytyjską Najwyższą Radę Wojenną o niepodejmowaniu ofensywy na froncie zachodnim, ani działań powietrznych RAF nad Niemcami. była złamaniem zobowiązań wynikających z umów sojuszniczych – konwencji wojskowej z sojuszu polsko-francuskiego (zobowiązanie sojusznika do ofensywy w ciągu piętnastu dni od ogłoszenia mobilizacji) i układu polsko-brytyjskiego z 25 sierpnia 1939 roku. Było to też sprzeczne z deklaracjami złożonymi przez Francuzów i Brytyjczyków wiosną 1939 polskiemu rządowi. Była to więc zdrada sojusznika na polu bitwy. I to mimo faktu, że nasi „alianci” na froncie zachodnim, dzięki zaciętej obronie Wojska Polskiego we wrześniowej wojnie obronnej, posiadali wielką przewagę liczebną i strategiczną nad Wehrmachtem. Wytrzymaliśmy jako armia dwa tygodnie. Później, do 6 października 1939 r. trwał desperacji opór luźnych jednostek, gromionych przez Wehrmacht i od 17 września przez masy Krasnoarmiejców.

Nim doszło do katastrofy II RP przywódcy Wielkiej Brytanii, Francji i USA mieli wiedzę o tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Nie podzieli się tą zwiedzą z władzami sanacyjnej Polski. Pchnęli marszałka Śmigłego-Rydza ku wojnie, obiecując nigdy nie wypełnione wsparcie dla Polski.

Francja i Wielka Brytania co prawda wypowiedziały wojnę III Rzeszy 3 września 1939, ale żołnierze prowadzili jedynie działania zaczepne w kraju Saary na przedpolach linii Zygfryda. Dowodził z oddali tym „zaczepnym” wypadem, skądinąd waleczny, admirał Jean Louis Darlan, później służący w armii Vichy. Trwały one kilka dni i zostały przerwane… by nie drażnić Niemców i nie narażać się na odwet Wehrmachtu.

A wszak w roku 1939 Francja dysponowała trzecią (po Armii Czerwonej i Wehrmachcie) armią lądową świata i trzecią na świecie marynarką wojenną. Zdobyła się jedynie od 7 do 11 września 1939 roku ma symboliczny atak sił kilka kilometrów w głąb granicy francusko-niemieckiej w Zagłębiu Saary (na wspomnianym przedpolu linii Zygfryda), łamiąc opór niemieckich jednostek granicznych. Po czterech dniach walki przerwano.

Nic dziwnego, że as naszego lotnictwa, spolonizowany Szwajcar, awanturnik i zawadiaka, lotnik Dywizjonu 303, a w latach 50. kondotier i twórca lotnictwa Katangi por. Jan Zumbach w czerwcu 1940 roku, przedzierając się do Anglii, z podbijanej właśnie i upokarzanej przez Niemców Francji, zanotował, że widział tam tak żenujące sceny, jakich nie oglądał nawet we wrześniu 1939.

Żenujących, bo Wódz Naczelny z nadania marszałka Piłsudskiego, marszałek Śmigły-Rydz i sanacyjny minister spraw zagranicznych płk. Józef Beck nim czmychnęli za granicę, wydali jeszcze 17 września 1939 r. dziwaczny rozkaz – „Sowiety wkroczyły. Z sowietami nie walczyć”. Bohater od „nie oddamy nawet guzika” z sejmowej mowy z maja 1939 roku płk. Beck dokończył żywota klejąc modele samolocików w wiosce pod Bukaresztem.

Tak to opisywał warszawski zawadiaka z Czerniakowa Stanisław Grzesiuk, więzień Konzentrationslager Mauthausen-Gusen:

Wojny się nie bałem. „Nie damy guzika od munduru”, „Silni – Zwarci – Gotowi”. Hasła te, rozlepiane na murach Warszawy, nastrajały bojowo, optymistycznie. Wszyscy twierdzili, że Niemcy wojny nie zaczną, że mają słabe wyposażenie techniczne z materiałów zastępczych, że za dwa tygodnie będziemy w Berlinie – oto jakie krążyły wersje, a miały na celu wmówienie w ludzi, że wszystko u nas jest na klawo. Wkrótce okazało się, że oddaliśmy nie tylko guzik, ale i cały naród w niewolę. Że ci od rządzenia byli owszem: „silni” – w gębie, „zwarci” – do żłobu i przy pijaństwie i „gotowi” – do ucieczki za granicę.

A wracając do „aliantów”.

Najpierw, łudząc płk Józefa Becka (tego od „nie oddamy ani guzika”, uciekiniera do Rumunii), obietnicami składanymi przez lorda Neville’a Chamberlain’a, rzucono nas do wojny, by następnie pozostawić osamotnionych „silnych, zwartych i gotowych”. Tak samo alianci schowali głowę w piasek po zbrodni katyńskiej.

Legła więc w gruzach cała koncepcja Piłsudskiego, realizowana przez jego nominatów, siłą rzeczy już bez zmarłego 12 maja 1935 roku (w rocznicę zamachu stanu z 1926 r.) marszałka. Ten zaś przestrzegał:

„My na dwa fronty wojny prowadzić nie możemy, więc ja was wojny na dwa fronty uczyć nie będę. Wojna na dwa fronty to znaczy ginąć tu na Placu Saskim z szablami w dłoni w obronie honoru narodowego”.

Warto też idąc na film (właściwie dwa filmy o podobnej tematyce Dywizjonu 303) przypomnieć sobie niemiecki Blitzkrieg i żołnierzy Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego, stłoczonych na plażach Dunkierki, których od zagłady uratowała tylko wyrachowana kalkulacja Hitlera na rychły pokój z Wielką Brytanią, w której arystokratycznych kręgach roiło się od sympatyków narodowego socjalizmu. Francuzi zaś pokazali li tylko tyle, że jak nie chcieli umierać za Gdańsk, tak nieśpieszno im było do umierania za Paryż.

A co ma do tego Dywizjon 303? Ano tyle, że to polscy, angielscy i czescy lotnicy bronili honoru Europy. 150 polskich pilotów myśliwskich zestrzeliło 203 niemieckie samoloty.

Tyle, że Polakom Brytyjczycy wystawili wezwanie do zapłaty na wyasygnowany przez rząd Jego Królewskiej Mości polskiemu rządowi na uchodźctwie kredyt 10 milionów ówczesnych funtów szterlingów i kolejne 90 milionów funtów za samoloty, wyposażenie, amunicję i bomby do lotów operacyjnych, na szkolenie, wyżywienie, umundurowanie, zakwaterowanie, paliwo, transport, pomoc medyczną i materiały do konserwacji podzespołów samolotów oraz za używanie hangarów i warsztatów. I nasi dzielni rodacy zapłacili z resztek rezerw polskiego złota, które udało się0zdeponować w Kanadzie.

W tym samym czasie Armii Czerwonej (do 24 czerwca 1941 sprzymierzonej z Hitlerem) od 1941 r. w ramach planu i umowy użyczenia Lend-Lease Act Amerykanie przekazali (Uwaga! Uwaga!) :

400 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, niemal dwa tys. lokomotyw i 11 tys. wagonów, 3 mln ton benzyny lotniczej, 350 tys. ton materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, Do lat 60 na naszych samochodowych bazach można było podziwiać Studebakery US6 (do ZSRR trafiło ich około 100 tysięcy), a w UB i MO Willysy MB z demobilu.

Londyńska Parada Zwycięstwa (London Victory Celebrations of 1946), która odbyła się 8 czerwca 1946 r. dla uczczenia zwycięstwa nad Niemcami oraz Japonią odbyła się bez polskich żołnierzy. Byli Rosjanie, Amerykanie, Anglicy, Kanadyjczycy, Australijczycy, Czesi, Francuzi. Polscy żołnierze, którzy walcząc w Polskich Siłach na Zachodzie byli jedną z najliczniejszych po stronie sił alianckich zostali z parady wykluczeni. Victory_Parade_in_London

Maszerujący Australijczycy. Na drugim planie król Jerzy VI i królowa matka Elżbieta. (fot. Wikipedia.pl)

Jedyną naszą bojową formacją, zaproszoną do udziału w paradzie, byli piloci Dywizjonu 303, którzy mieli maszerować nie pod polską flagą, ale w szeregach RAF. Honorowo odmówili.

Lider opozycji, były już premier Winston Churchill (po wygranej wojnie przegrał wybory) przemawiając w Izbie Gmin powiedział:

Wyrażam głęboki żal że żaden z oddziałów polskich, które walczyły u naszego boku w tylu bitwach i które przelały swoją krew dla wspólnej sprawy, nie zostały dopuszczone do udziału w Paradzie Zwycięstwa. Będziemy w tym dniu myśleli o tym wojsku. Nigdy nie zapomnimy o ich dzielności ani o ich bojowych wyczynach, które związane są z naszą własną sławą pod Tobrukiem, Cassino i Arnhem.

Artur S. Górski

Ikona wpisu: żołnierze Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego (zdj. Wikipedia.pl)

 

 

 

 

 

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę