Dwugłos w sprawie kredytów – minister finansów kontra KNF

Przewalutowanie tzw. kredytów we frankach szwajcarskich po kursie z dnia zawarcia umowy mogłoby oznaczać, że straty w systemie bankowym w ciągu roku przekraczałyby 20 mld złotych – ocenia minister finansów Mateusz Szczurek. Co ciekawe pomysł taki przedstawił Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

Kredytobiorcy zastanawiają się czy były to rzeczywiście kredyty we frankach? Czy można podważyć umowy kredytowe z powodu klauzul niedozwolonych? Czy kredyt we frankach to była recepta na niewystarczającą zdolność kredytową? Okazało się, że w pułapkę toksycznego produktu wpadali ci, którzy nie mieli zdolności kredytowej wyliczonej w złotówkach. Doradcy i bankierzy proponowali im tzw. kredyt w CHF.

Minister Mateusz Szczurek powiedział jednej z rozgłośni komercyjnej, że „propozycja, o której mówił przewodniczący Jakubiak, w tej formie nie była jeszcze dopracowana”.

Zgodnie z pomysłem przewodniczącego KNF osoba, która zaciągnęła kredyt walutowy, mogłaby mieć prawo do przewalutowania go na złote nawet po kursie z dnia wzięcia kredytu. Powinna wtedy jednak pokryć różnicę między faktycznie poniesionymi kosztami spłaty  kredytu, a tym, który poniosłaby, gdyby od początku był to kredyt złotowy. Maciej Krzysztoszek z Departamentu Komunikacji Społecznej KNF informował w ubiegłym tygodniu, że w KNF trwają prace nad opracowaniem szczegółów tej propozycji. Propozycja Jakubiaka została krytycznie przyjęta przez bankowców.

Minister finansów przyznał też, że nie przygotowuje żadnej specjalnej ustawy, np. ustawy ograniczającej spready (różnica między kursem kupna i kursem sprzedaży walut). Dodał, że istnieje już ustawa antyspreadowa, więc taka ustawa nie jest potrzebna.

- Możliwe, że jeżeli banki nie będą ograniczać spreadów, jest do rozważenia i takie działanie, ale nie sądzę, by ono było pilne. Rolą rządu jest egzekwowanie uczciwości w wymianie gospodarczej i kontaktach między podmiotami gospodarczymi, by zasady gry były uczciwe. To jest podstawa wszystkich działań rządu, także w odniesieniu do kredytów frankowy - zaznaczył minister finansów.

Przewalutowanie kredytów we frankach po kursie z dnia zawarcia umowy mogłoby oznaczać, że straty w systemie bankowym w ciągu roku przekraczałyby 20 mld złotych – ocenia minister finansów.

Pomysły polityczne, jak restrukturyzacja kredytów i dostosowanie rat do możliwości frankowiczów nie powinny wpłynąć negatywnie na sektor bankowy. Pomysły przewalutowania kredytów w CHF na złote po kursie z dnia zawarcia umowy zrodziłoby kilkudziesięciomiliardowe straty w największych bankach. Jednak jest to rozwiązanie mało prawdopodobne.

Miedzy bajki można włożyć apele, że to banki powinny poczuć się do odpowiedzialności za ten kryzys i np. umorzyć część wartości kredytu, wynikającą z ryzyka kursowego, a nadzór finansowy powinien natomiast wyciągnąć konsekwencje wobec banków za brak odpowiedniego zarządzania ryzykiem w ostatnich latach.

Jak zauważa Cezary Mech, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, kredyty frankowe nie są tańsze, gdyż muszą oznaczać ryzyko wyższej spłaty rat kapitału w przypadku wzmocnienia franka. Inaczej każdy w prosty sposób mógłby zarabiać miliony, pożyczając w Szwajcarii na niższy procent następnie lokując je w złotówkach i zyskując na różnicy w oprocentowaniu. Po programie „Rodzina na swoim” została tylko nazwa. A młodzieży zamiast obiecanych trzech milionów mieszkań wciśnięto kredyty hipoteczne we frankach, dopłacając dodatkowo bankom z budżetu sprzedaż ich produktu. Tych którzy tłumaczyli że oznacza to wspieranie spekulacji walutowej, gdzie obywatel gra na giełdzie całością swojego majątku i to kupionego na kredyt nie posłuchano. Obecnie również, jak twierdzi Cezary Mech, grozi nam, że w efekcie działania lobbingu pomagając finansowo nierozważnym frankowiczom sfinansujemy straty banków opodatkowując wszystkich i nie pomagając tym biedniejszym.

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę