Czy w Gdańsku zagnieździła się neobolszewicka sekta?

„Lenin wiecznie żywy” – takie hasło pół żartem, pół serio towarzyszyło nam w latach PRL. Kto mógłby przypuszczać, że ziści się w Gdańsku w 2012 roku, 23 lata po tzw. transformacji ustrojowej? Mumia Lenina spoczywa na Kremlu, ale jego widmo krąży po Europie. Zawędrowało też do Gdańska.

Lenin (pseudonim Włodzimierza Iljicza Uljanowa), twórcy bolszewickiego terroru państwowego, znów wita wchodzących na teren Stoczni Gdańskiej. Lenin i order Sztandaru Pracy znalazły się naprzeciwko pomnika Poległych Stoczniowców. Nad bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej SA znów bowiem widnieje napis „imienia Lenina”. Przeciwko decyzji, będącej skutkiem pomysłu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (PO) o rekonstrukcji bramy w PRL-owskim kształcie, protestowali pomorscy posłowie PiS i stoczniowa komisja „Solidarności”. Na nic to się zdało – prokuratura nie dopatrzyła się w imieniu Lenina gloryfikacji totalitaryzmu. Nie wszczęto więc postępowania w sprawie utrwalenia i rozpowszechniania symboliki komunistycznej. Lenin, jeden z największych zbrodniarzy wszech czasów – przypomnijmy – zdobył i utrzymał władzę dzięki bezwzględnemu terrorowi. Jego partia, realizując utopijne cele, posługiwała się w walce z wszelką opozycją, religią, chłopstwem itd. masowym terrorem, pseudonauką, gangsterskimi metodami, monopolem na przekaz informacji i kreowanie sfery kultury, ludobójstwem, cenzurą, nienawiścią, pogardą dla demokracji, militaryzmem i nihilistycznym przekonaniem, że cel uświęca środki. Ta niefrasobliwość władz Gdańska zadziwia. Lenin to nie jest element popkultury ani Disneyland.

Na stoczniowej bramie zawieszono też napisy „Proletariusze wszystkich zakładów łączcie się”, „Dziękujemy za dobrą pracę”, postulaty strajkowe z Sierpnia ’80 oraz metalowy Order Sztandaru Pracy. Taki ideowy miszmasz. Brama została pomalowana szarą farbą, bo taki właśnie kolor miała konstrukcja z 1980 roku, którą zniszczył czołg w grudniu 1981 r. podczas pacyfikacji zakładu  po wprowadzeniu stanu wojennego. I na tym rekonstrukcja się kończy, bo jak zauważył w rozmowie z nami Andrzej Gwiazda, współtwórca WZZ i jeden z liderów MKS, brama obecnie nie stoi w tym samym co w 1980 r. miejscu. Prezydencki argument o przywracaniu dawnej stoczniowej przestrzeni jest więc zgoła chybiony.

Tymczasem politycy PiS, posłowie Anna Fotyga, Maciej Łopiński i Andrzej Jaworski, próbowali strzelić w Lenina i prezydenta Adamowicza paragrafem zakazującym propagowania totalitaryzmu. Jednak gdańska prokuratura nie dopatrzyła się w leninowskiej nazwie propagowania komunizmu.

– Może więc jest też pora na odbudowę muru berlińskiego? Czy kolejnym konsekwentnym krokiem władz Gdańska może będzie przywrócenie narodowo-socjalistycznych pamiątek po latach 30. i 40. XX wieku? – dopytuje poseł Andrzej Jaworski,

Powrotowi na bramę napisu z imieniem Lenina, jaki widniał na niej od lat 60. do 1990 roku, sprzeciwiała się też Komisja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej. To kropla, która przelała czarę goryczy. Zanosi się na referendum w sprawie prezydentury Adamowicza. Zadłużanie miasta, drakońskie podwyżki czynszów w mieszkaniach komunalnych, groteskowe przywrócenie imienia Lenina, wodza rewolucji, na stoczniowej bramie, a także zawłaszczanie solidarnościowej idei oraz „budowanie sarkofagu fałszującego historię” (ECS), to zdaniem Karola Guzikiewicza, wiceszefa stoczniowej „Solidarności”, główne zarzuty w stosunku do prezydenta Gdańska z PO. „Solidarność” ze Stoczni Gdańskiej zaraz po mistrzostwach Europy w piłce nożnej, czyli pod koniec czerwca, rozpocznie akcję zbierania podpisów pod referendalnym wnioskiem o odwołanie urzędującego od 1998 r. prezydenta miasta.

– Nie pytając nikogo o zdanie, bez uchwały Rady Miasta, bez głosowania, prezydent Adamowicz nakazał przywrócenie imienia zbrodniarza Lenina na stoczniowej bramie. To kolejny – obok podwyżek czynszów o sto procent, zadłużenia miasta, nietrafionych inwestycji – przykład, jak Platforma Obywatelska rządzi nie licząc się ze społeczeństwem – argumentował Guzikiewicz.

Również Jarosław Kaczyński, prezes PiS, odniósł się 19 maja, podczas wizyty w Sali BHP, do przywrócenia nad bramą nr 2 napisu „Stocznia Gdańska im. Lenina”.

– Ze wstydem słyszę, no i wiem o tym oczywiście, że jestem w stoczni Lenina. Ja wszystkiego naprawdę się spodziewałem po rządach Donalda Tuska,  ale to, że słowa, które słyszałem od dzieciństwa, aż do wieku średniego „Lenin wiecznie żywy”, się potwierdzą?

Przypomnijmy, że Komisja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej podjęła w kwietniu uchwałę „w celu ochrony zdobytych w drodze Porozumień Sierpniowych w 1980 r. postulatów, a także wymuszenie na władzach miasta poszanowania decyzji podjętych w 1988 r. w trakcie strajków w maju i sierpniu”.

– Przywrócenie symboli narzuconych stoczni przez władzę komunistyczną odbieramy jako chęć poniżenia tych wszystkich, którzy nic nie zyskali na przemianach w kraju, ponosząc do dziś skutki podejmowanych kosztem zwykłych obywateli decyzji władzy. (…). Tuż przy wejściu do Stoczni Gdańskiej wyrastają kosztem blisko 300 milionów złotych potężne mury Europejskiego Centrum Solidarności, inwestycji, która w obecnym kryzysowym czasie, gdy budżet państwa i budżety samorządowe gwałtownie poszukują oszczędności, budzi zrozumiały sprzeciw stoczniowców – napisali związkowcy ze Stoczni Gdańskiej w uzasadnieniu uchwały.

– Kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych realizowany jest również projekt Adamowicza motywowany „względami historycznymi” umieszczenia na bramie nr 2, która jako obiekt zabytkowy znalazła się w gestii władz miejskich, napisu „Stocznia Gdańska im. Lenina” i odznaczenia nadanego zakładowi w czasach PRL. Olbrzymia większość pracowników stoczni traktuje ten pomysł jako chęć poniżenia niepokornych ludzi wiernych idei solidarności – dodaje stoczniowa „Solidarność”.

– Pomysł władz Gdańska uważam za szokujący. Oceniam go jak najgorzej przez pryzmat historii i w znaczeniu politycznym – stwierdził jednoznacznie w rozmowie z nami poseł Maciej Łopiński.

Oburzeni są też niektórzy historycy.

– Pamiętam z jaką radością i aplauzem usuwano Lenina i odznakę Sztandaru Pracy z bramy stoczniowej. Był to wówczas jeden z niewielu, oprócz demontażu pomników Dzierżyńskiego w Warszawie i Lenina w Nowej Hucie, symbolicznych gestów zerwania z PRL, jednocześnie początek wolnej Polski – stwierdza dr Sławomir Cenckiewicz.

Jeśli władzom Gdańska naprawdę zależałoby na historycznym wyglądzie tego miejsca, to nie zniknęłaby stołówka stoczniowa,  a stocznia nie zostałaby zdewastowana. Ocalał tylko Lenin i warsztat elektryka Wałęsy jako turystyczna atrakcja.

Władz Gdańska nie stać było np. na godne upamiętnienie Anny Walentynowicz, bez której strajk zakończyłby się 16 sierpnia 1980 roku. O tej niezwykłej, skromnej kobiecie przypomina jedynie tablica przy al. Grunwaldzkiej na kamienicy, w której mieszkała. Nowe pomniki władzy mają zaś służyć legitymizacji kierunku zmian, jakie zaszły po 1989 r. Przywracanie imienia Lenina nad bramą stoczni to też trywializacja zbrodniczego reżimu i oswajanie z koncepcjami, które przyniosły dehumanizację i nieszczęście milionom ludzi.

Gdańszczanie to doskonale rozumieją. Dlatego też w połowie maja kilku zamaskowanych mężczyzn obrzuciło jajkami z czerwoną farbą napis „Stocznia Gdańska im. Lenina”. Po uhonorowaniu Włodzimierza Iljicza Uljanowa „Lenina” przez władze Gdańska blisko dwustu manifestantów uczestniczyło 17 maja wieczorem w happeningu-proteście.  Obok stoczniowej bramy na ogrodzeniu zostały powieszone „portrety przodowników pracy socjalistycznej”. Pod wizerunkiem Lenina znalazły się fotografie premiera Donalda Tuska, prezydenta Adamowicza, prezydenta Lecha Wałęsy i posła PO Stefana Niesiołowskiego. Ten ostatni miał w PRL okazję powalczyć z Leninem w Poroninie, gdy wraz z kolegami z niepodległościowego „Ruchu” planował w 1970 roku wysadzenie pomnika wodza rewolucji październikowej i spalenie jego muzeum. Dzisiaj ludziom partii władzy Lenin już nie wadzi, a poseł Niesiołowski woli walczyć z niezależnymi dziennikarkami.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę