Czy to mama, czy człowiek z dzieckiem?

Nazywanie kobiety przy nadziei „przyszłą mamą” czy „kobietą w ciąży” jest niepoprawne politycznie. Tak wynika z przewodnika skutecznej komunikacji dotyczącego m.in. kobiet w ciąży, wydanego przez Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne – informuje Radio Zet.

Czy za sprawą genderowej rewolucji w Wielkiej Brytanii zniknie w przyszłości słowo mama? Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne w obawie przed urażeniem osób transpłciowych, które mogą się starać o posiadanie potomstwa, nakazało swoim pracownikom zrezygnować z tradycyjnych określeń dotyczących osób spodziewających się dziecka. Zaleca natomiast według The Telegrph, by kobiety, które wkrótce zostaną mamami nazywać „ludźmi w ciąży”. Według stowarzyszenia wskazywanie na biologiczną płeć przez lekarza może być uznane za uproszczenie. Dlatego BSM nie zaleca także używania określeń „kobieta w ciąży” lub „przyszła matka”.

To rozporządzenie pochodzi jeszcze z 2016 roku, ale dopiero teraz nagłośniły je brytyjskie media. Dodajmy, że do BSM należy 156 tysięcy lekarzy, ale jak tłumaczą to jego władze, dokument nie jest dla nich wiążący.

Ostatnio brytyjskie media informowały o historii 20-letniego Hydena Crossa, który urodził się jako kobieta. Przed operacją zmiany płci postanowił zajść w ciążę, choć prawnie został już uznany za mężczyznę. Tym samym, choć to skomplikowanie brzmi, zostanie pierwszym Brytyjczykiem, który urodzi dziecko.

I jeszcze inna informacja dotycząca brytyjskich szkół. Pojawiła się tam specjalna instrukcja zachęcająca, by uczniowie nie byli nazywani „chłopcami” i „dziewczynkami”, a jedynie posiadali numerki. Ma to pomóc w uniknięciu „dyskryminacji” tak zwanych osób transseksualnych. Broszurkę skierowano do uczniów, rodziców i nauczycieli. Pojawiła się w niej także sugestia unikania używania słów „panie” i „panowie”. Uczniowie powyżej 7 roku życia powinni stosować różnorodne słowa, które miałyby zastępować wyrażenie „chłopiec” i „dziewczyna”. Publikację wydało „Educate & Celebrate”, sponsorowana przez rząd organizacja i wydawnictwo, która z kieszeni brytyjskich podatników otrzymała dofinansowanie w wysokości 200 tys. funtów. Jej bohaterem jest 12-letni „chłopiec” czy też może „człowiek” w trakcie… „zmiany płci” z żeńskiej na męską. 12-latek opowiada m.in. o szkole, w której dzieci zamiast płci mają jedynie… numerki.

Niestety skojarzenia dotyczące numerowania ludzi są tragiczne. W obozach koncentracyjnych ludzie także nie posiadali płci, nie mieli również imion i nazwisk, tylko numery.

zola

Download PDF
Powrót Drukuj stronę