Ciekawe! Trochę „Solidarności” w Tbilisi

W stolicy Gruzji, niedaleko placu Wolności, przy ulicy Puszkina (Puszkinis) 19, mieści się nietypowa restauracyjka czy raczej bar. Nazwano go bar Warszawa, bo założyli go niegdyś Polacy.

Kiedy weszłam z dużą dozą ciekawości do środka, przeżyłam niemalże mały szok, gdyż ściany lokalu zostały wytapetowane starymi polskimi gazetami. Widniał też tam egzemplarz „Tygodnika Solidarność”, w którym przez chwilę kiedyś pracowałam i byłam jego korespondentką z Gdańska. Jednak za moich czasów wyglądał on zupełnie inaczej, niż to, co zobaczyłam (i przeczytałam) na ścianie tbiliskiego baru. Inny, archiwalny już format, inny papier, inna jakość druku, inny sposób pisania i odmienna tematyka, chociaż także poruszająca kwestie związkowe.

Zdjęcia: Maria Giedz

 

Obok gazetowych nagłówków umieszczono czarne tablice, informujące, że czaczę (miejscowy bimber robiony z wytłoczyn winogron), wódkę, piwo czy herbatę mogę kupić za 2 lari, czyli za nieco ponad 3 złote, a śledzia w oleju albo zimne nóżki za 5 lari, co równa się niecałym 8 złotom. Obsługa baru nie mówi po polsku, przynajmniej nie mówiła, kiedy tam zawędrowałam. Klientów poza mną i moimi przyjaciółmi nie było, ale też nie była to pora spożywania posiłków. Polski, jak by nie było, bar w tym miejscu zrobił mi niecodzienną niespodziankę i spore wrażenie, a wchodząc tam spodziewałam się – kto wie – łowickich pasiaków, góralskich portek czy kaszubskich haftów. Nie wpadłabym na pomysł, aby zamiast w archiwum, na ścianie w dalekim kraju zachować dla potomnych artykuły ze współczesnej – także solidarnościowej – historii Polski.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę