Były koordynator ds. służb specjalnych: Na wolność wyszedł odbezpieczony granat

Z Markiem Biernackim, w latach 80 w RMP i NSZZ „S”, posłem klubu parlamentarnego PO, byłym ministrem spraw wewnętrznych i administracji oraz ministrem sprawiedliwości, byłym ministrem koordynatorem ds. służb specjalnych rozmawia Artur S. Górski

- Czy system penitencjarny zdał egzamin, a Służba Więzienna dochowała staranności skoro Stefan W. po pięciu z górą latach wyszedł z zakładu karnego jako maszyna do zabijania, a jego zaburzony portret psychologiczny był dość wyraźny?

- Bazujemy na wycinkowych danych. Trwa postępowanie. Mamy do czynienia z zabiegami zachowania pewnych kwestii w tajemnicy. Co może być dla tego postępowania konieczne, ale też nie można mnożyć tropów, czy prowadzić wybiórczej polityki informacyjnej. Wyjaśnienie tej sprawy jest priorytetem. Nie służy temu manipulowanie informacjami i wskazywanie a to, że Służba Więzienna jest winna, a to policja. Mamy tu zjawisko przerzucania odpowiedzialności z jednego resortu do drugiego, z Ministerstwa Sprawiedliwości na MSWiA i odwrotnie. Mam nadzieję, że będzie moment, gdy ujawniona zostanie cała prawda, bez zbytecznych komentarzy. Tylko fakty i ich analiza pozwoli na wyciągnięcie wniosków na przyszłość.

- Mając wiedzę, że przestępcy kryminalni radykalizują się w więzieniach, tu przykład Francji i wychodzą zdolni do dokonywania aktów terroru to dlaczego Centrum Antyterrorystyczne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie podjęło działań prewencyjnych?

- Nie oskarżałbym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zaniechanie. Agencja nie była poinformowana, że wśród tych kilkudziesięciu osadzonych, którzy pewnie tego dnia opuszczali mury zakładów karnych znajduje się taki delikwent. Skazany za specyficzne przestępstwa, za napady na instytucje finansowe z bronią, czy z jej atrapą. Takie przestępstwa nie zdarzają się na co dzień. Służba Więzienna nie poinformowała, bo to ona powinna informować policję, co zostało najpewniej uczynione, ale już do ABW informacja nie dotarła. Minister Sprawiedliwości powinien zaś odpowiedzieć, czy można było zastosować w przypadku W. ustawę o bestiach i objąć prewencyjnym nadzorem policji po wyjściu z więzienia lub skierować na przymusowe leczenie. Jeśli nie można było zastosować „lex Trynkiewicz”, a została zdiagnozowana podczas pobytu w więzieniu choroba psychiczna, to jak wyglądało leczenie? Był zaleczany, na jakiś czas zaleczony i wypuszczony.

- Ale odmawiano mu zwolnienia warunkowego…

- On zwracał się trzykrotnie o zwolnienie warunkowe, czyli przesłanki były takie, by mu nie dać zwolnienia warunkowego. To powinno budzić zaniepokojenie i założenie monitoringu takiego osobnika po wyjściu z zakładu karnego. Jednak jeśli sygnał był wysłany to nie dotarł właściwie.

- Czy sprawca zabójstwa Adamowicza był psychicznie chory? Schizofrenik paranoidalny, mający urojenia, dokonuje mordu na prezydencie miasta, w spektakularnej scenerii, jego ofiara jest wybrana, a mord zaplanowany. On powiedział „Platforma Obywatelska mnie torturowała siedziałem niewinny w więzieniu dlatego zginął Adamowicz”, a po pchnięciach nożem desantowym i wygłoszeniu swego manifestu położył się na scenie, by nie zostać odstrzelonym…

- Nie jesteśmy medykami, psychiatrami, ale takie zachowanie wskazuje na poważne zaburzenie u osoby niebezpiecznej. Poza tym, najpewniej z powodu zdiagnozowanej choroby nie podlegał ustawie o bestiach, chociaż jeśli był niebezpieczny, a okazało się, że tak, to powinno się go było wysłać na leczenie do ośrodka psychiatrii sądowej w Gostyninie. Nie zrealizowałby swych patologicznych celów. Pamiętajmy jednak, że W. odbył całą wymierzoną karę.

- Ustawa o Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie i postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, uchwalona został przed sześciu laty…

- I tą ustawą objęte mogą być osoby, które spełniają przesłanki do osadzenia. Wobec stwarzającej potencjalne zagrożenie osoby sąd może też orzec nadzór prewencyjny.

- Czy Stefan W. mógł być sformatowany w zakładzie karnym…

- Nie w polskich warunkach. Mam nadzieję, że się nie mylę. Nie doszukujmy się teorii spiskowych. Ten granat, którym był Stefan W., był odbezpieczony. Na wolność wypuszczono jak gdyby bombę zegarową, która wybuchła. On potrzebował tylko pretekstu.

- Pojawia się też szereg pytań o zabezpieczenie samej imprezy WOŚP…

- Za bezpieczeństwo imprezy odpowiada organizator. Najczęściej sięga do wynajętej firmy ochroniarskiej. Te zaś nie są wolne od patologii. Powinna być kontrola, staranność koncesjonowania, ale one działają w warunkach rynkowych.

- Mamy w tej sprawie postać byłego policjanta Dariusza S., z nieciekawą kartoteką, który mataczy na temat sposobu w jaki sprawca dostał się na scenę…

- W agencjach ochrony powinni pracować byli funkcjonariusze, ale nie tacy jak ów pan. To powinno być miejsce dla byłych wojskowych. Mamy przecież emerytów w sile wieku, przygotowanych. Tak się mają choćby „Reedsi”, pracownicy amerykańskiej firmy ochroniarskiej w Iraku. Taki agent ochrony bywa lepiej wyszkolony niż młody żołnierz. Agenci ochrony pilnują nawet garnizonów. Zatem byłoby dobrze by to byli emerytowani żołnierze. Ale realia są takie, że idzie się ku maksymalizacji zysku, a minimalizacji kosztów. Stąd w agencjach są zatrudniane osoby, które nigdy tam nie powinny pracować, nawet z grupami inwalidzkimi.

- Pański następca Joachim Brudziński szybo zareagował po 13 stycznia na nawoływanie do nienawiści w internecie…

- Tego tematu przez lata nie traktowano zbyt poważnie. Było to też elementem politycznej gry, nie oceniam, której strony. Lekceważono zjawisko więc internet stal się trybuną obrażania i samowoli. Oczywiście obok swobodnej dyskusji i wymiany poglądów. Mam nadzieję, że śmierć Adamowicza zmieni ton debaty publicznej, a w obiegu powszechnym nie będą pojawiały się zwroty przepojone nienawiścią i agresją, wulgaryzmami. I to pod przykryciem anonimowości.

- Internetowa mowa nienawiści nie ma nic wspólnego z wolnością słowa, a okazywanie pogardy konkurentom, ich „zaoranie”, to nie argumentacja…

- Gdy zaczyna się wymiana argumentów, ubywa dyskutantów. Przecież jeszcze niespełna dwie dekady wstecz możliwe było przekonywanie, skuteczne, nawet opozycji. Dzisiaj zaś wyborca mówi o tym, że wybiera mniejsze zło. To nie tak ma być. W wyborach samorządowych widać było, że wygrywają ludzie nie z partii, ale ci mający coś do zaoferowania. Samorządowcy w odbiorze społecznym i w sferze ocen wygrywają z moimi kolegami z ulicy Wiejskiej. Spójrzmy na ostatnie wybory. Na Pomorzu PiS nie wygrał, ale też i PO nie wygrała przy wyborze prezydentów i burmistrzów.

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę