Bojkot sposobem na wrednego pracodawcę

NSZZ „Solidarność” zaapelował o bojkot niemieckiej sieci handlowej Lidl. Akcja bojkotu zakupów w tych sklepach to skutek rosnącego wśród pracowników  rozgoryczenia i antyzwiązkowych działań szefostwa krajowego tej sieci. Zakładowa „S” w Lidl-u zorganizowała kilka akcji protestacyjnych. Zarząd sieci, by ukrócić protesty, zwolnił z pracy za działalność związkową Justynę Chrapowicz, szefową organizacji zakładowej „S”. Otrzymała wypowiedzenie przed świętami. Akcja spotkała się z zainteresowaniem mediów.

Komisja Krajowa „S” w sprawie zwolnionych związkowców, zdecydowała, że Związek udzieli im wszelkiej możliwej pomocy. „Krajówka” zawiadomi o łamaniu praw pracowniczych Międzynarodową Organizację Pracy w Genewie.

To gest poparcia dla zwolnionych kolegów, którzy twierdzą, że wypowiedzenia wręczono im dlatego, że domagali się poprawy warunków pracy. Władze spółki tłumaczą, że pracownicy zostali zwolnieni za… podrabianie dokumentów i organizowanie nielegalnych protestów. Związkowcy stają murem za zwolnionymi działaczami, bo są przekonani, że do złamania prawa nie doszło.

Związkowcy są zdeterminowani do działań takich jak bojkot, bo zauważyli, że zagrożenie wizerunkowi firmy to najszybsza metoda, by wymóc na pracodawcy ustępstwa.

Najdobitniej pokazał to przykład sieci sklepów Biedronka, którą pracownicy oskarżyli o wyzysk i wygrywali sprawy. Dziś spółka robi wiele, by budować wizerunek firmy przyjaznej załodze, m.in. wprowadziła też specjalne pakiety socjalne.

Szanująca się firma dba bowiem o odczucia klienta i swój wizerunek. Menadżerowie fałszywie traktujący budowanie wizerunku firmy tylko jako działanie z obszaru PR albo marketingu mogą narazić swoje przedsiębiorstwo na bardzo realne zagrożenie. Jeżeli w społecznym odbiorze pojawi się wyraźna rozbieżność, luka pomiędzy deklarowanymi przez firmę wartościami a jej faktycznym działaniem – stwarza to ogromne ryzyko uzyskania negatywnego wizerunku, który w konsekwencji może obrócić się przeciw niej samej.

– Markę ciężko zbudować, a bardzo łatwo stracić – zauważa to na łamach „Rzeczpospolitej” Rafał Chwedoruk, politolog.

I tak związkowcom z Kauflandu po serii blokad sklepów udało się wywalczyć dla wszystkich umowy o pracę na czas nieokreślony. Z kolei w firmie ochroniarskiej Solid po nagabywaniu klientów przez związkowców udało się utworzyć fundusz socjalny. Ucywilizowanie warunków pracy w dużych sklepach to efekt również coraz częstszych procesów sądowych i nagłaśniania nieprawidłowości w mediach. A to, jak analizuje „Rzeczpospolita” wizerunkowi firm nie służy. Problem jednak w tym, że nadal płacą tam zwykle minimalną pensję.

– Gdy rozpoczynaliśmy batalię o poprawę warunków pracy w sieci Biedronka, już wtedy odezwało się do nas wielu pracowników sieci Lidl, którzy mieli podobne kłopoty – mówi w „Rzeczpospolitej” Lech Obara, radca prawny.

Problemem w sklepach jest zła atmosfera, która wymyka się przepisom i kontrolom inspektorów pracy.  Pracownicy narzekają, że kierownicy nieustannie i nierzadko w niewybredny sposób poganiają załogę do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Tym bardziej że zatrudnionych w sklepach jest coraz mniej, a zajęć nie ubywa.

Przypomnijmy, że mimo wielomiliardowych obrotów i przychodów wielkie sieci nie płacą znaczących podatków w Polsce m.in. dzięki tzw. optymalizacji i generowaniu kosztów na reklamę oraz płaceniem za „korzystanie z marki”.

ASG

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę