Bez Grudnia nie byłoby Sierpnia

Rozmowa z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, przewodniczącym Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej

polak_wojciech

– Co roku w grudniu, w rocznicę krwawego stłumienia protestów robotniczych na Pomorzu, powraca myśl, że bez Grudnia 1970 nie byłoby Sierpnia 1980. Czy Pan się z tym zgadza?

Oczywiście. Te powiązania mają kilka wymiarów. Przede wszystkim Sierpień 1980 dojrzewał, jeśli można tak powiedzieć, przez rozmaite działania Polaków po II wojnie światowej, mające charakter oporu społecznego przeciw komunistycznej władzy. Można tu wymienić walkę Żołnierzy Niezłomnych, Czerwiec ’56 w Poznaniu, protesty studenckie w 1968 roku i robotnicze w 1970 i 1976 roku. Grudzień ’70 wpisuje się w ciąg walki Polaków o wolność i o prawa człowieka.

 

– Nawiązał Pan do słynnego określenia „polskich miesięcy”. Ale jak konkretnie Grudzień 1970 przełożył się na Sierpień 1980?

– Strajki w sierpniu były masowe w całej Polsce. Ale ten najważniejszy, na który patrzyła cała Polska, więcej – cały świat – miał miejsce w Stoczni Gdańskiej. W tym zakładzie protest miał największą rangę, dlatego że po Grudniu 1970 Stocznia Gdańska była już symbolem walki Polaków przeciw uciskowi ekonomicznemu w PRL. Przecież strajki latem 1980 roku wybuchły daleko od Gdańska. Ale gdy dołączyła do nich Stocznia Gdańska, było wiadomo, że nic już nie będzie takie jak wcześniej.

 

– Trzeba też pamiętać o tym, że strajki w Gdańsku i Gdyni wywołali działacze Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, które powstały pod koniec lat 70. na fundamencie właśnie pamięci o zbrodni Grudnia 1970.

– Tak, to WZZ-owcy byli tą przysłowiową iskrą. Część działaczy WZZ brała udział w protestach w 1970 roku i dobrze je pamiętali, stały się dla nich wydarzeniem formującym. To była grupa nieliczna, elitarna, ale tak często bywa w dziejach, że to elity w danym środowisku potrafią pokierować dużymi grupami ludzi. To też historyczny przykład, że nigdy nie należy lekceważyć małych środowisk, jeśli tworzą je ludzie odważni i zdeterminowani.

 

– Jakie jeszcze powiązania zauważymy między oboma oddzielonymi dekadą protestami?

– To z jednej strony symbole, z drugiej realne działania. Symbolem była chociażby Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej, która stała się najważniejszym punktem strajku w sierpniu 1980. Już wtedy była ważnym miejscem pamięci, ponieważ to właśnie tam stoczniowcy składali kwiaty w rocznicę grudniowej zbrodni. Ponadto jednym z symboli zwycięstwa Sierpnia 1980 było postawienie w 1981 roku pomnika upamiętniającego stoczniowców poległych w roku 1970. Z kolei realnym efektem pamięci o Grudniu 1970 była przyjęta forma protestu zamkniętego. Stoczniowcy i protestujący w innych zakładach nie wyszli na ulice, tak jak dziesięć lat wcześniej. Poza tym protesty w 1980 roku były lepiej przygotowane i zorganizowane niż te w 1970. Było to zasługą m.in. działalności wspomnianych działaczy WZZ.

 

– W 1980 roku była też chyba większa nieufność społeczeństwa wobec władzy. Oszukać można tylko raz…

Zarówno Władysław Gomułka w 1956 roku, jak i Edward Gierek w roku 1970 otrzymali od polskiego społeczeństwa pewien niezasłużony kredyt zaufania. Niezasłużony, bo niczym się wcześniej nie wykazali. „Zasługą” Gomułki był fakt uwięzienia go przez Bieruta. Z kolei w przypadku Gierka części Polaków podobała się jego bezpośredniość, prosty, a nie koturnowy język. Jednak obaj pierwsi sekretarze szybko to zaufanie roztrwonili. Pod koniec lat 70. Polacy co do zasady mieli już świadomość, że komuniści to po prostu władza antypolska. Wynikało to również z tego, że w 1980 roku blokada informacyjna i oficjalna propaganda po wybuchu protestów były dużo mniej skuteczne niż w roku 1970.

Rozmawiał: Adam Chmielecki

Cała rozmowa w najnowszym numerze „Magazynu Solidarność”, 12/2018

Download PDF
Powrót Drukuj stronę