Berlin 9 listopada 1989. Podniosła się żelazna kurtyna

9 listopada 1989 r. wieczorem  na konferencji prasowej Günter Schabowski, członek Biura Politycznego  Socjalistyczna Partia Jedności Niemiec (Sozialistische Einheitspartei Deutschlands, SED) odczytał podsuniętą mu notatkę generalnego sekretarza SED Egona Krenza, następcy genseka Ericha Honeckera: „Podania o prywatne wyjazdy zagraniczne mogą być składane bez uzasadnienia powodów. Pozwolenia będą wydawane niezwłocznie. Odpowiedzialne za wydawanie wiz wydziały paszportowo-meldunkowe milicji, zostały poinstruowane o natychmiastowym wydawaniu wiz na wyjazdy na stałe, bez spełnienia warunków opisanych w obowiązującej wciąż ustawie o wyjazdach. Wyjazdy na czas nieokreślony mogą odbywać się przez przejścia graniczne NRD”.

Nim władze NRD ustaliły szczegóły tej granicznej operacji Günter Schabowski popełnił fatalny dla NRD, a zbawienny dla Niemców wschodnich, błąd. Na pytanie reportera:

- Od kiedy obowiązuje rozporządzenie? Sekretarz SED odparł zakłopotany: Myślę, że… Natychmiast!

Tłumy berlińczyków ruszyły na przejścia graniczne. Michaił Gorbaczow, gensek KC KPZS finalizował układ zawarty na Malcie z prezydentem Ronaldem Reaganem w 1987 roku.

Bezpieka kocha ludzi…

W tym czasie, gdy w Berlinie uniosły się graniczne szlabany w Polsce ministrem spraw wewnętrznych był Czesław Kiszczak, kreowany na reformatora szef bezpieki, na czele MON stał zaś gen. Florian Siwicki, a prezydentem PRL był Wojciech Jaruzelski, wybrany na to stanowisko także dzięki głosom kilku posłów OKP.

W NRD system się walił, a ustępujący minister bezpieczeństwa,  współtwórca i szef Ministerium für Staatssicherheit (MfS), powszechnie zwanego Stasi  Erich Mielke 13 listopada 1989 r. wołał ze smutkiem w oczach, występując po raz pierwszy w swej karierze przed Izbą Ludową (der DDR-Volkskammer):  „Ich liebe – Ich liebe doch alle – alle Menschen – Na ich liebe doch!“ (Przecież was wszystkich kocham, kocham wszystkich ludzi!).

IMG_3634

Wzbierająca fala

Jakże byli sami Niemcy zdziwieni kiedy już w 1988 r. na wezwanie ruchu „Kirche von unten” – ruszyły pierwsze manifestacje bez koncesji i nastąpiły pierwsze po 1953 r. masowe aresztowania. Na manifestacje przyszło kilkuset Niemców, a później więcej i więcej.

2 maja 1989 roku Węgry usunęły część zasieków na granicy z Austrią. Uciekinierzy z NRD zobaczyli swoją szansę. Gdy granicę węgiersko-austriacką otwarto w nocy z 10 na 11 września 1989 r. ruszyła fala uchodźców. Niemcy z NRD schronili się w ambasadach RFN w Budapeszcie, Warszawie i głównie w Pradze. Tam otrzymywali dokumenty uprawniające do wjazdu na teren RFN. Trudno jednak było wydostać się im z CSRS. W końcu w praskiej ambasadzie RFN było nawet 3 tys. uchodźców nim 30 września 1989 władze NRD zgodziły się na podstawienie specjalnych „pociągów wolności”.

Podczas obchodów 40-lecia NRD, 7 października 1989 r. we wschodnim Berlinie doszło do gwałtownych manifestacji, brutalnie stłumionych przez milicję i bezpiekę. Jednak już dwa dni później w Lipsku demonstrowało blisko 70 tys. osób. Tym razem polecenie SED stłumienia wystąpień siłą nie zostało wykonane.

Nocą z 9 na 10 listopada 1989 roku, po wypowiedzi Güntera Schabowskiego z enerdowskiego Politbiura, tysiące mieszkańców NRD ruszyło na granicę.

Symbol podziału
Okalający zachodnią enklawę Berlina mur na trzy dekady stał się symbolem podzielonego świata. Berliński mur zaczął się kruszyć de facto nocą z 20 na 21 grudnia 1989 r. Pierwszy betonowy blok padł o godz. 0.37, a 22 grudnia 1989 roku, mimo padającego deszczu, spotykało się przy Bramie Brandenburskiej ćwierć miliona Berlińczyków.

Nim do tego doszło długi na ponad 156 km mur, smutny symbol zimnej wojny, przez 28 lat dzielił miasto, stacje metra, domy i rodziny.

IMG_3637Przeniesiony na pozostałość muru obraz inspirowany znaną fotografią powitania dwóch sekretarzy: Breżniewa i Honeckera

Budowa berlińskiego muru, wysokiej na 3,5 metra ściany, symbolu podzielonego świata, rozpoczęła się nocą z soboty na niedzielę z 12 na 13 sierpnia 1961 roku.

Okupacyjne wojska sowieckie, Narodowa Armia Ludowa NRD i funkcjonariusze Volkspolizei (ludowej policji) i Deutsche Grenzpolizei (policja graniczna) otoczyły zachodni Berlin i zablokowały tory i jezdnie. Zanosiło się na blokadę podobną do tej z 1948 r. Pod nadzorem wojska i policji robotnicy przystąpili do demontażu bruku, chodników i ścian. Na wznoszenie budowli wybrano niedzielę, a do pracy zatrudnieni zostali robotnicy posiadający rodziny po wschodniej stronie.

Na masowe ucieczki kierownictwo komunistycznej NRD musiało odpowiedzieć budową muru, czyli antyfaszystowskiego wału ochronnego (antifaschistischer Schutzwall).

Niemcy nie zrezygnowali z prób forsowania muru. W drodze na Zachód budowali tunele, próbowali ucieczki balonami. Cały wolny świat obiegły zdjęcia przeskakujących zasieki i skaczących z okien.

W pasie ochronnym muru umieszczono miny, pale zaporowe, rowy przeciwczołgowe, pułapki i   186 wież obserwacyjnych,  31 punktów dowodzenia, 259 stanowisk strzeżonych przez psy, 20 bunkrów.

Pierwszą ofiarą muru była Ida Siekmann – 22 sierpnia 1961 skoczyła z okna mieszkania przy Bernauerstraße. Śmiertelne strzały trafiły 24 sierpnia 1961 24-letniego Güntera Litfina podczas próby przepłynięcia kanału Szprewy. Ostatnimi ofiarami  muru był zastrzelony 5 lutego 1989 roku Chris Gueffroy oraz Winfried Freudenberg, który 8 marca 1989 r.  poniósł śmierć podczas ucieczki wypadając z balonu.

Trudna jest do ustalenia liczba ofiar. Służby bezpieczeństwa NRD i żołnierze zabiły w okolicy muru około stu osób. Niektóre źródła wspominają, że ofiar muru było aż 245.

Dzisiaj resztki muru można zobaczyć przy stacji Warschauerstraße, czyli East Side Galery. Najdłuższy zachowany odcinek muru z ponad setką oryginalnych malowideł – graffiti, rozpościerających się na długości 1,3 kilometra.

Dzisiaj podobne konstrukcje, okalające autonomię palestyńską, widać w strefie Gazy i nad Jordanem oraz na granicy dwóch państw koreańskich.

Wyłom w murze

W Sierpniu’80 bunt polskich robotników dokonał wyłomu w „żelaznej kurtynie”, o której mówił Winston Churchill w Westminster College w 1946 r.:

„Od Szczecina nad Bałtykiem po Triest nad Adriatykiem w poprzek kontynentu zapadłą żelazna kurtyna. Za tą granicą leżą wszystkie stolice i prastare krainy środkowej i wschodniej Europy – Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt, Sofia. To z pewnością nie jest ta wyzwolona Europa, o której budowę walczyliśmy”.
W czasach „kultury obrazu” do wyobraźni przemawia wyrazistość symboli. Przegrywamy więc od trzech dekad bitwę o pamięć.

Trudno byłoby znaleźć bardziej malowniczy symbol zrzucenia żelaznej kurtyny niż upadek betonowego muru, okalającego enklawę wolności, czy zdjęcia filmowe Johna F. Kennedy’ego wołającego 26 czerwca 1963 r. przed berlińskim ratuszem Schoeneberg: „Ich bin ein Berliner!” (wł. Ich bin Berliner!). Wolny świat obiegły zdjęcia przeskakujących zasieki i ludzi skaczących z okien dzielonych murem domów.

W 1987 roku Ronald Reagan apelował w Berlinie: Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten mur!
Punkt kontroli granicznej Checkpoint Charlie przy Friedrichstrasse, przy którym od pół wieku działa muzeum „Haus am Checkpoint Charlie” założone przez Rainera Hilderbrandta, stał się punktem odniesienia dla turystów odwiedzających Berlin.
Brama Brandenburska i wyłomy w murze w europejskiej opinii są więc ową „Bramą wolności”. W świadomości przeciętnego Europejczyka totalitaryzm w Europie zakończył się wraz z upadkiem muru berlińskiego. To Niemcy stali się w europejskiej opinii burzycielami ideologicznego muru, nie zaś polscy robotnicy, którzy wyjęli z niego pierwszy blok. Podniesione szlabany na granicy okazały się bardziej fotogeniczne. Swoją rolę odegrał też brak naszej koncepcji wykorzystania symboli obywatelskiego oporu i walki o prawa człowieka w Polsce w pierwszej dekadzie przemian.

Ale i Niemcy mieli kłopot z datą świętowania – ta listopadowa data jest bowiem zbieżną z Kristallnacht z 9 listopada 1938 roku. Swoje święto zjednoczenia ustalili więc na 3 października, na dzień uchwalenia formalnej ustawy zjednoczeniowej RFN w 1990 roku.

Bramy wolności

Dziś fragmenty muru, który według Ericha Honeckera miał stać sto lat, są tylko pamiątką. Niemcy maksymalnie „eksploatowali” symbolikę upadającego muru, wzniesionego na rozkaz Waltera Ulbrichta. Potrzebowali tego, by scalić podzielone przez pół wieku społeczeństwo.
My zaś ciągle nie możemy uporać się z PRL. Kiedy w latach 90. niekończący się proces odpowiedzialnych z Grudzień’70 był przenoszony z Gdańska do Warszawy ostatni sekretarz  SED Egon Krenz został skazany na 6 i pół roku więzienia za utrzymanie rozkazu strzelania do uciekających przez wewnątrz niemiecką granicę.
Jak więc wytłumaczyć obcokrajowcowi istotę przemian w Polsce? Jeśli odrzucając komunizm wygrywa się wybory pod hasłem budowy nowego państwa, by zaraz potem część z tych wygranych wyborów oddać, a następnie wybiera się na prezydenta gen. Jaruzelskiego, człowieka, który niszczył „Solidarności”, to nawet nam się mąci w głowach, a co dopiero cudzoziemcowi. Nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie kiedy skończył się PRL. Trudno więc by inni budowali za nas naszą symbolikę.

Artur S. Górski

fot. ASG: Mur berliński dzisiaj, czyli fragment muru przy stacji U1 Warschauerstraße (East Side Galery). 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę