Barbara Fedyszak-Radziejowska: lekceważeni mają dość

System polityczny III RP wpisał w Konstytucję i ustawy sporo demokratycznych zasad i demokracji. Ale po 24 latach już wiemy, że z pięknego pisania i mówienia o demokracji wynika niewiele. Za piękną fasadą także demokratycznie wybrana władza może bezpiecznie skrywać swoją arogancję, poczucie bezkarności i niekompetencję. Rzecz bowiem nie w zapisach, a w praktyce i dobrych demokratycznych obyczajach – pisze w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci” socjolog Barbara Fedyszak-Radziejowska, komentując zbliżające się związkowe Dni Protestu i reakcję władzy na zapowiedź manifestacji.

Fedyszak-Radziejowska ocenia, że ludzie „Solidarności” i obywatele RP wspólnie są odpowiedzialni za kondycję naszej demokracji: „Jeśli uznamy, że »Solidarność« była »rewolucją robotniczą i ruchem narodowowyzwoleńczym«, to w suwerennej i demokratycznej Polsce nie ma dla niej miejsca, poza muzeum niepotrzebnych ideologii albo muzeum historii Polski. Ale jeśli NSZZ »Solidarność« była pragmatycznym i skutecznym narzędziem przywrócenia Polsce normalności, a solidarność przez małe »s« fundamentem zaufania, więzi społecznych oraz poczucia wspólnoty Polaków, to zawsze było i nadal jest dla niej miejsce w obywatelskim społeczeństwie III RP”.

Socjolog wskazuje, że państwa, w których organizacje związkowe są liczne, lepiej radzą sobie w czasach kryzysu gospodarczego, a ich mieszkańcy czują się „pełnoprawnymi obywatelami”, także w miejscu pracy: „Związki reprezentują nie tylko swoich członków, lecz także tych niezrzeszonych, bo sprawy, o które walczą, obejmują prawa pracownicze (więc i obywatelskie) wszystkich. W Szwecji, Norwegii, Danii i Finlandii pensje i koszty działalności związków zawodowych (lokale, media, telefony, szkolenia) są finansowane przez pracodawców. Podobnie dzieje się w Niemczech, gdzie co prawda nie ma komisji zakładowych, ale są rady zakładowe zdominowane przez związkowców. Koszty ich utrzymania i działalności również pokrywają pracodawcy. We Francji – tak samo, podobnie jak na Węgrzech. I jeszcze jedna kwestia – w Polsce do związków należy ok. 10 proc. pracowników, w krajach skandynawskich – ok. 70 proc., a w Wielkiej Brytanii, znanej z walki wygrane ze związkowcami (?) przez M. Thatcher – też więcej niż w III RP, bo 30 proc. zatrudnionych. Pytania za banalne pięć punktów: Jak z kryzysem radzą sobie wymienione kraje i społeczeństwa: lepiej czy gorzej niż Polska? Jaki jest kierunek migracji młodych ludzi i gdzie czują się pełnoprawnymi obywatelami, także w miejscu pracy? Bo w Polsce wciąż czują się jak robole, czyli niechciane koszty pracy.

Czytaj wywiad z dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską w „Magazynie Solidarność”

Czytaj również: „Solidarność” jest ważną wyspą polskości – rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę