Nie dość przypominania tamtych dni

- Na drodze Solidarności stają decyzje gospodarcze, które często w bezwzględny sposób burzą dotychczasowy status quopowiedział w piątek w kościele św. Brygidy w Gdańsku podczas mszy św. z okazji 32. rocznicy Sierpnia’80 metropolita gdański ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

- Nie dość przypominania tamtych dni i powracania do dziedzictwa Solidarności. Nie jest to zamknięta karta polskich dziejów, nie jest rekwizytem przeszłości, który można wepchnąć do muzealnej gabloty. Ta wartość jest wciąż żywa, lemiesz Solidarności wciąż tnie polską ziemię – mówił w kazaniu metropolita.
Arcybiskup przypomniał naukę Jana Pawła II, że „praca nie może być nigdy i nigdzie traktowana jako towar” i wymienił m.in. likwidację i przekształcenie zakładów pracy oraz zatrudnianie pracowników na tzw. umowy śmieciowe.
- Tych problemów przysparzają także decyzje rządzących podejmowane ponad głowami związków zawodowych albo nie liczące się z ich opiniami i postulatami. Związki zawodowe, a szczególnie Solidarność zawadzają wielu. Traktowane są jako zbyteczny anachronizm. Spotyka je lekceważenie, arogancja i oskarżenia o destrukcję i sianie niepokojów – powiedział abp Głódź.

Jednym z punktów jubileuszowych uroczystosci było poświęcenie sztandaru  Sekcji Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego.

W nabożeństwie w kościele św. Brygidy uczestniczyli m.in. sygnatariusze Porozumień Sierpniowych,, przewodniczący NSZZ „S” Piotr Duda oraz poprzedni liderzy związku Janusz Śniadek i Marian Krzaklewski oraz Krzysztof Dośla, lider ZRG NSZZ „S” wraz z liczną reprezentacją ludzi pracy. We mszy uczestniczyło bowiem około trzy tysiące osób.

Po mszy na skwerze obok Bazyliki św. Brygidy odsłonięto pomnik ks. prałata Henryka Jankowskiego.
- Ksiądz Henryk Jankowski był wyjątkową osobą, miał dar jednoczenia ludzi. Ludzie lgnęli do niego, a on ochraniał ich swoją opieką  - powiedział podczas uroczystości jeden z inicjatorów budowy pomnika kapłana piekarz i cukiernik Grzegorz Pellowski.

Odlana z brązu figura przedstawiająca stojącego prałata trzymającego Biblię, ma wysokość 230 cm. Autor projektu rzeźbiarz Gennadij Jerszow (mieszkający w Gdańsku) zrezygnował ze swojego honorarium. Całkowity koszt wykonania pomnika wyniósł 130 tys. zł. Pieniądze pochodziły z publicznej zbiórki.
ASG

Fragmenty homilii ks. arcybiskupa Metropolity Gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszona podczas Mszy Świętej celebrowanej w 32 rocznicę Porozumień Gdańskich w kościele Św. Brygidy w Gdańsku

Bracia Kapłani!
Drogie Siostry ze Zgromadzenia Zakonnego św. Brygidy!
Związkowcy z Solidarności wraz ze swym przewodniczącym Panem Piotrem Dudą!
Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Kombatanci polskich dróg ku Niepodległej – pośród nich drogi Solidarności!
Niegdysiejsi więźniowie, internowani, represjonowani w latach 1981-1989!
Godni szacunku członkowie Komitetu Budowy Pomnika ks. Prałata Henryka Jankowskiego na czele z Panem Krzysztofem Doślą, przewodniczącym gdańskiej „Solidarności”!
Wy wszyscy, Bracia i Siostry, którzyście w sercach waszych nie zgasili ożywczego powiewu wichru od morza – wichru Solidarności!
Umiłowani w Panu!
Jak każdego roku w ostatni dzień sierpnia przychodzimy do kościoła pod wezwaniem św. Brygidy Szwedzkiej. Do Domu Boga Żywego i sanktuarium Ojczyzny. Przychodzimy w jedności wiary, wspólnocie pamięci i przebytej razem drogi. Pragniemy Chrystusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie wyznać wdzięczność za otrzymane łaski, otworzyć serca na Jego Słowa, zaczerpnąć duchowego umocnienia na naszą, pracę, służbę, powinności pełnione wobec naszych rodzin, wspólnot, ojczyzny. Dziś naszej modlitwie towarzyszy pamięć wydarzeń, które miały miejsce przed trzydziestu dwoma laty.
Sierpniowe strajki, pośród nich ten najgłośniejszy, w gdańskiej Stoczni. Ci, którzy w nim uczestniczyli – są pośród nas – pamiętają dobrze scenerię tamtych dni: napięcie, niepokój – czy nie wejdą, modlitwy, dyskusje, dłużące się godziny sierpniowych dni… Radość zwycięstwa, kiedy nadeszła godzina podpisania Porozumień Gdańskich. [Jest wśród nas sygnatariusz tamtego porozumienia pan Tadeusz Fiszbach]. To wtedy rodziła się Solidarność – na plon wolności.
Więź między światem pracy a Krzyżem Chrystusa
Tamten czas, niczym słup ognisty rozświetla dzieje naszego narodu, drogi jego synów i córek. Odmienił życie wielu. Stał się punktem oparcia trwałym, mocnym, pewnym. Szczególnie w czasie stanu wojennego, który został wprowadzony, aby zgasić płomień polskiej nadziei: na życie w prawdzie, duchowej wolności, odpowiedzialności za los ojczyzny.
Bo przecież tym wartościom służyła i służy Solidarność. Wielki społeczny ruch podjęty we wspólnym interesie. Zainicjowany przez to wielkie katharsis narodu, jakie miało miejsce podczas pamiętnej Pierwszej Pielgrzymki błogosławionego Jana Pawła II do Ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Pielgrzymki, która wstrząsnęła narodem, w swoisty starła bielmo z niejednych oczu, uświadamiając ludzką wartość, godność, obywatelstwo w ojczyźnie.
Nie dość przypominania tamtych dni. Nie dość powracania do dziedzictwa Solidarności. Nie stanowi zamkniętej karty polskich dziejów. Nie jest rekwizytem przeszłości, który można bez emocji opisać, wepchnąć do muzealnej gabloty. Ta wartość wciąż żywa. Obecna na scenie polskiego życia. Lemiesz Solidarności wciąż tnie polska ziemię. Wciąż ponad Polską łopoczą jej sztandary. Dziś w trakcie tej Mszy świętej poświęcę wodą życia, pobłogosławię w Imię Ojca i Syna i Ducha kolejny sztandar Solidarności – sztandar Sekcji Służby Zdrowia NSZZ Solidarność. Niech prowadzi drogą prawdy, wiary, wierności ideałom waszego Związku, tych którzy za tym sztandarem pójdą.

Sierpniowe dni to kamień milowy narodu na jego drodze ku wolności. Uświadamiają, ukazują to, co jest niezbędne, aby ta wolność nie skarlała, nie stała się swą karykaturą. Jest to powszechne akceptowanie moralnej wartości pracy. Przed dwudziestu pięciu laty na Gdańskiej Zaspie mówił o tym Błogosławiony Jan Paweł II. Od tamtego czasu zmieniła się diametralnie sytuacja polityczna, zamknęła się epoka narzuconego naszej ojczyźnie polityczno-społecznego systemu, zwanego socjalizmem, opresyjnego wobec ducha pracy ludzkiej i jej Bożych wartości. Przyszły nowe czasy. Ale wciąż trzeba powracać do tamtych wskazań błogosławionego Papieża. Przypominać, szczególnie tym od których decyzji zależy kształt pracy polskiej, słowa Ojca Świętego, że „Praca nie może być traktowana – nigdy i nigdzie – jako towar, bo człowiek nie może dla człowieka być towarem, ale musi być podmiotem,(…) Praca otwiera w życiu społecznym cały wymiar podmiotowości człowieka, a także podmiotowości społeczeństwa, złożonego z ludzi pracujących. Trzeba zatem widzieć wszystkie prawa człowieka w związku z jego praca i wszystkim czynić zadość” (Gdańsk-Zaspa, 12 czerwca 1987). Przypominam te słowa także wobec was, członków NSZZ Solidarność. To wasze swoiste credo. Niemilknące w waszych sercach wezwanie. Inspirujące wsparcie dla waszej posługi na rzecz ludzi pracy, a poprzez nich na rzecz ojczyzny.
W tamtych miesiącach, których początek wyznaczyły sierpniowe strajki, na powierzchnię życia wylewać się poczęła polska lawa – jej obraz zakorzenił się w polskiej świadomości dzięki sławnej strofie Adama Mickiewicza. Przez lata oplatana pancerzami zniewolenia, opresji, zakazów. Nasycała życie narodu pięknem i duchową siłą podsycała głód prawdy i sprawiedliwości, opowiadała się manifestacyjnie za tym, co Polskę stanowi: wiarą świętą, tradycją chrześcijańską.
(…) Otworzyły się bramy strajkujących zakładów przed kapłanami niosącymi posługę sakramentalną, droga Solidarności znaczona była – z woli jej członków – Bożymi znakami. „Dziwiono się w różnych miejscach – to znowu pamiętne słowa Jana Pawła II z Gdańskiej Zaspy – że tak może być. Że istnieje więź między światem pracy a Krzyżem Chrystusa, że istnieje więź pomiędzy pracą ludzką a Mszą świętą: Ofiara Chrystusa” (…)
Dom budowany na skale
Modlitwą naszej wspólnoty obchodzącej pamiątkę sierpniowych strajków i pamiętnych Porozumień Gdańskich ogarniamy także nasz czas. Trudny czas dla Polski, trudny dla waszego Związku. Znacie pewnie lepiej niż ja kształty tego trudu, niepokoju, obaw, rozterek, które towarzyszą polskiej pracy Anno Domini 2012.
„Praca nad pracą”. To było jedno z kluczowych zagadnień, które na swym dziejowym starcie podjęła Solidarność. Refleksja nad etosem pracy, podziałem jej owoców, zadaniami związków zawodowych…
Dziś ta ”praca nad pracą” toczy sie w innej przestrzeni społecznej, w innym systemie – gospodarce rynkowej. Na drodze Solidarności stają decyzje gospodarcze, które często w bezwzględny sposób burzą dotychczasowy status quo. Likwidacje wielkich zakładów bądź zasadnicze przekształcenia ich profilów, struktur, własności. Zmora naszych czasów – wilcze prawa zatrudnienia, tzw. umowy śmieciowe, stosowane bezdusznie i bezwzględnie przez wielu pewnych swego pracodawców. Procesy, które generują trudne problemy, wobec których stają ludzie pracy. Także te o moralnym wymiarze. Tych problemów przysparzają także decyzje rządzących podejmowane ponad głowami związków zawodowych albo nie liczące się z ich opiniami, ocenami, postulatami…
Nadszedł taki czas, kiedy związki zawodowe – szczególnie Solidarność – zawadzają wielu. Nerwicują zwolenników arbitralnych wolności gospodarczych. Traktowane są jako zbyteczny anachronizm, ze wszystkimi tego konsekwencjami i skutkami. Spotyka je lekceważenie, arogancja, oskarżenia o destrukcję, sianie niepokoju, podważanie autorytetu państwa.

Solidarność przeżyła niedawno taką gorzką lekcję arogancji. Sejmowe obrady nad projektem ustawy o wydłużeniu wieku emerytalnego – żywotnym problemie dla milionów obywateli. Zatrzaśnięte drzwi polskiego parlamentu przed przedstawicielami Solidarności. Zlekceważona petycja podpisana przez tysiące. Idące za tym w ślad oskarżenia o destrukcję i anarchię. Gorycz, że rozdzieliły się drogi wielu tych, którzy niegdyś szli razem.

To są koszty, to jest cena waszej wierności, także tego, że nie potraficie kłaniać się okolicznościom, podejmować dyktowanych doraźnym interesem gier, omijać etyczny kontekst podejmowanych decyzji. Macie bowiem świadomość – pokazuje to droga Solidarności, tej sprzed lat, i tej naszych dni – że istotnym czynnikiem ludzkiego działania jest zasada moralna, owo motywowane nią wewnętrzne nastawienie o którym usłyszeliśmy od świętego Pawła Apostoła w czytanym dziś urywku Listu do Kolosan.
Dziś często tej ewangelicznej miłości brakuje w wymiarze społecznym. Także tego podglebia moralnego, który tkankę wspólnotowego życia nasyca ładem, harmonią, poczuciem sensu. A Polsce, jak ożywczego w czas suszy deszczu, trzeba takich wartości, zasad, takiej busoli. Nade wszystko w przestrzeni polskiej pracy. Można ją dostrzec w działaniu wielu zakładów, instytucji, stowarzyszeń, fundacji. Trudną ją dostrzec w makroskali. Nie eksponują jej obecności ci, którzy niosą odpowiedzialność za życie narodu, ochronę bezpieczeństwa jego obywateli. Jesteśmy świadkami tego, jak różnoraki kryzys dotyka różnych instytucji zaufania publicznego: szkół;, szpitali, banków. Jesteśmy ma Wybrzeżu w ostatnich tygodniach świadkami takich zjawisk, które stanowią przykład braku czujności struktur państwa, nieskuteczności, niewydolności, nieszczelności…

Stajecie drodzy Bracia i Siostry z Solidarności, wobec wciąż nowych bijących na alarm wyzwań, wobec problemów trudnych do udźwignięcia.

Powiększające się bezrobocie, iskrzące relacje między pracownikami a pracodawcami, nacechowane często ze strony tych drugich wilczymi prawami, obojętnością serc. Exodus polskiej wykształconej młodzieży do pracy na przysłowiowych zmywakach – bo jej zabrakło w ojczyźnie. Brak klarownej polityki prorodzinnej, więcej, jej marginalizowanie, nieczułość wobec słabych, niezaradnych. Arogancja władzy różnych szczebli, efekt braku skutecznej kontroli. Ale wciąż podejmujecie nowe wyzwania od których się nie uchylacie. Także powinności wobec tych, których postawa, zaangażowanie, torowały drogę ku wolności. Od lat przeżywają problemy, ta wielka wspominana często w tym miejscu masa upadłościowa,do ich spraw, jakże często podchodzi się bez miłości, bez wizji, na odczep, byle zbyć.

Mam świadomość, że wielu z was, szczególnie tych, którzy byli uczestnikami tamtych historycznych wydarzeń, może z goryczą patrzeć na dzisiejszy czas. Jakże duży rozziew bywa między marzeniem a rzeczywistością, między pragnieniem, a jego urzeczywistnieniem. Ale idziecie dalej swoją droga. Świadomi, że to przecież nasz dom, nasza ojczyzna, nasza Matka, że taki dom trzeba budować na skale – jego obraz wykreśla dziś Mateuszowa Ewangelia. Znamy komponenty tej skały: wierność Bogu, tradycjom, polskiej tożsamości, wolności okupionej ofiarami, Także przekonanie, że jesteśmy obywatelami ojczyzny, że nie możemy jej zostawić samej sobie, wystawić na pokusy, na wiatry, które mogą ten dom zdruzgotać, oddać go w obce ręce, narazić na destrukcyjne działanie niszczycielskich potoków.

Czy wytrzyma polska skała te wiatry moralnego nihilizmu, antychrystianizmu, ateizmu, których wciąż w ojczyźnie przybywa?

Czy wytrzyma napór tego zgubnego, szatańskiego nurtu, który z dziejów człowieka, z dziejów Europy, pragnie wyrugować Boga, źródło miłości, prawdy, sprawiedliwości, ładu serc? Skąpi mu miejsca w przestrzeni publicznej, atakuje wartości Dekalogi i prawa naturalnego – jasne, jednoznaczne, czytelne…

Sygnalizuje jedynie te problemy. Nie tylko nasze. Ten mętny nurt – nihilizmu i kontestacji uznanych zasad – zalewa kraje Europy. Jestem świadom, że im się nie poddacie. W naszym polskim domu trzymajcie dalej straż w służbie sumień, prawdy, odpowiedzialności, wierności temu, co Polskę stanowi, wierności dziedzictwu Solidarności, która trwa.

Dom budowany na skale. Dom polskiej ojczyzny. Dom ideał, ku któremu trzeba iść konsekwentnie, uparcie, z wiarą i nadzieją. Dom naszej polskiej tęsknoty. Wykreślał kształt tej tęsknoty przed kilku laty na krakowskich Błoniach Ojciec Święty Benedykt XVI: „To tęsknota za domem, w którym miłość będzie chlebem powszednim, przebaczenie koniecznością zrozumienia, a prawda źrodłem z którego wypływa pokój serca. To tęsknota za domem, który napełnia duma, którego nie trzeba się wstydzić i którego zgliszczy nigdy nie trzeba będzie opłakiwać”.
(…) Na waszej drodze ku ideałom przez realizm czasu, w którym przyszło nam żyć szukajmy wspomożenia u błogosławionego Jana Pawła II, który na tylu areopagach świata mówił o dziejowej drodze Solidarności. Był jej promotorem, do końca swoich dni. Tu, w Gdańsku, na Zaspie, dziękował, wam, ludziom Solidarności, „żeście podjęli tę trudną pracę nad pracą, żeście podjęli tą szlachetną walkę, zmaganie się o godność ludzkiej pracy”.
Niech was prowadzi tą drogą ten kapelan Solidarności, który za wierność Chrystusowi, służbę prawdzie, posługę Ewangelii wśród ludzi pracy oddał życie – błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Dar ludzkich, wdzięcznych serc

Pośród tych co ten fundament tworzyli,, którzy w trwały sposób wpisali się w historię nowożytną Gdańska i dzieje ojczyzny jest śp. ksiądz prałat Henryk Jankowski. Jego kapłańska droga – wiemy o tym dobrze – splotła się mocnym węzłem z tą świątynią Gdańska, z kościołem pw. Świętej Brygidy. Podniósł jej skruszone wojną mury. Dziś jest to wspaniały Dom Boży i świątynia, która służy pamięci o drogach ojczyzny – świętości, bohaterstwa, cierpienia, ofiarnej służby. Utrwala także tych największych: błogosławionego Jana Pawła II, kardynała Stefana Wyszyńskiego… W latach stanu wojennego ten Dom Boży stał sie jednym z najsławniejszych kościołów ojczyzny. Stało się to poprzez posługę Słowa Księdza Prałata, żarliwą modlitwę za ojczyznę, poprzez działania, które utrwalały Polską tożsamość i umacniały nadzieję, że przyjdzie Polska w Imię Pana: wolna i solidarna.

Blisko tego Bożego Domu była Stocznia Gdańska. Jakby w naturalny sposób Ksiądz Prałat związał się z tamtą wspólnotą, a kościół św. Brygidy stał się świątynią stoczniowców. Przychodzili tu, także z tym, co stanowiło dla nich ranę niezakrzepłą – dramatem Grudnia 1970.

Przyszedł ten pamiętny sierpniowy dzień 1980 roku. Uchyliła się brama strajkującej Stoczni. Wszedł poprzez nią Ksiądz Jankowski, Przyniósł strajkującym światło Chrystusa, obdzielił Chlebem Życia tych, którzy podjęli walkę o chleb i wolność.

Drogę jego życia i kapłańskiej zna w pełni Chrystus Zmartwychwstały przed którym stanął w godzinie śmierci, aby zdać sprawę z włodarstwa swego. Znają ją w niepełnym wymiarze ludzie, którzy doświadczali promieniowania jego kapłaństwa, znaleźli się w kręgu jego ofiarnej, pomocnej dłoni, szczególnie w czasie stanu wojennego. To piękna karta jego kapłańskiego żywota, jeszcze w pełni nieodkryta.. Czasem wstydliwie przemilczana przez niektórych, którym dopomógł, a odpłacili mu się judaszowymi srebrnikami niewdzięczności.

Przeżył wiele. Przyjmował w swym domu ze staropolską gościnnością wielkości tego świata. Ale bywał także atakowany w bezwzględny sposób. Doświadczył samotności, drogi pokornego Hioba. Dochował wierności temu, którego wezwanie usłyszał przed laty – Chrystusa Wiecznego Kapłana.

Nie tak dawno temu zrodziła się idea ufundowania jego pomnika Motywowana pamięcią i wdzięcznością,. Stanął na skwerze imienia Księdza Prałata. W miejscu, które przemierzał, ilekroć udawał sie do Stoczni.. Kiedy zakończy się Msza św. pójdziemy tam, na tamten skwer, aby ten pomnik odsłonić i poświęcić – na trwanie w przestrzeni Gdańska, miasta kapłańskiej posługi ks. Henryka.

Powstał ten pomnik z woli grona przyjaciół Księdza Prałata, z dobrowolnych składek. Tej pięknej, szybkie skuteczne akcji przewodził Społeczny Komitet, na którego czele stał Pan Krzysztof Dośla, szef gdańskiej Solidarności, jego zastępcą był Pan Grzegorz Pellowski, znany cukiernik gdański, a członkami Panowie Jerzy Borowczak, Jan Kosiedowski, Andrzej Sagan, oraz ks. Ludwik Kowalski, proboszcz od św. Brygidy i Pan Genadij Jerszow, znany na Pomorzu rzeźbiarz z Ukrainy, który zrezygnował z należnego mu, autorskiego honorarium za projekt pomnika. Wymieniam nazwiska członków Komitetu, abyście wiedzieli komu trzeba oklaskami podziękować, że tak szybko dopięli swego. Tym bardziej, że pomnik został wykonany w Kijowie i stamtąd w częściach – waży 400 kg – szczęśliwie dotarł do Gdańska.

Przed trzema laty na pogrzebie Księdza Prałata, żegnając go imieniem naszej Archidiecezji Gdańskiej, prosiłem o modlitwę w jego intencji i pamięć. Niech ta modlitwa trwa… O tym, że trwa pamięć świadczy ten pomnik, dar ludzkich, wdzięcznych serc. „Żegnaj Rycerzu Rzeczypospolitej. W dobrych zawodach wystąpiłeś, wiary ustrzegłeś (por 2 Tm 4,7). Niech Cię ten, któremu zawierzyłeś, Jezus Chrystus, obdarzy wieńcem sprawiedliwości i wiecznej chwały” – tymi słowami kończyłem swoją pogrzebową homilię.
Żyj Księże Prałacie w pokoju, w miłości i miłosierdziu Bożym. Żyj w pamięci swych parafian, gdańszczan, ludzi Solidarności. Niech te pamięć utrwala i niesie ku młodym pokoleniom, ku Gdańskowi jutra, twój pomnik.

zdjęcia: Paweł Glanert, Wojciech Milewski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę