Antoni Szymański: Ład społeczny dla wspólnego dobra

Rozmowa z senatorem ANTONIM SZYMAŃSKIM, kandydatem z listy Zjednoczonej Prawicy do Parlamentu Europejskiego w okręgu gdańskim

szymanski1

antoniszymanski.pomorze.pl

 

W preambule do Statutu NSZZ „Solidarność” czytamy, iż opiera on swoje działania na gruncie etyki chrześcijańskiej i katolickiej nauki społecznej. Ostatnio mogliśmy zapoznać się z treścią bardzo ważnego listu biskupów polskich w kwestiach społecznych. To głos istotny, szczególnie w obliczu silnych antagonizmów na tle politycznym oraz zagrożeń dla wspólnotowej istoty naszego narodu…

– W ostatniej dekadzie Episkopat Polski trzykrotnie zabierał głos w sprawach społecznych w formie dokumentów Rady ds. Społecznych. Gorąco zachęcam, by zapoznać się z treścią listu i ją przemyśleć. Szczególnie ten apel kieruję do osób aktywnych politycznie i społecznie, do tych, którym dobro ojczyzny leży na sercu. W jego treści jest analiza stanu naszych emocji, przyczyn głębokiego podziału na tle politycznym oraz społecznym. Pokazane są też drogi wyjścia, czyli jak działać, aby naturalne zróżnicowanie poglądów i wymiana zdań nie stanęły przeciw dobru wspólnemu.

Czy jest jeszcze jakaś treść w pojęciu „dobro wspólne” w nieuporządkowanej i podzielonej społeczności, która traci swoją wspólnotowość?

– Jest. I to dobro wspólne powinno być fundamentem i celem działań, poczynając od polityków, do których jest wiele uwag, związkowców, samorządowców, skończywszy na ludziach aktywnych lokalnie. Zacznijmy więc od języka dyskusji. Przecież służy on prezentacji myśli, wymiany i ucierania się poglądów, jednym słowem porozumiewaniu się, więc powinien pomagać, by się zrozumieć, a nie wykluczać i zdeprecjonować drugą stronę dyskursu.

Dlaczego biskupi polscy apelują o wysiłek na rzecz budowania autentycznych relacji międzyludzkich w uporządkowanej zgodzie (tranquillitas ordinis)?

– Dlatego, że mają świadomość, że żyjemy w zróżnicowanym społeczeństwie, a w nim spory czy rywalizacje są czymś naturalnym. Ale uwaga: konflikt polityczny powinien być zmaganiem się o coś, a nie z kimś, a prowadzony dialog, jeśli jest autentyczny, prowadzi do lepszych rozwiązań.

Taka wykładnia jest mało realna i dość naiwna w obliczu tak głębokiego podziału…

– Twierdzę mimo to, że spór polityczny powinien być „zmaganiem się o coś”. Nasi biskupi przypominają, na przykład w kontekście walki związków zawodowych o sprawiedliwość społeczną i o uprawnienia ludzi pracy, że św. Jan Paweł II  pisał: „Walka ta powinna być traktowana jako normalne staranie o właściwe dobro” i dalej, że gorzej jest, jeśli „zmaganie się o coś” zostaje zdominowane przez „zmaganie się z kimś”.

Polityka stała się wyłącznie walką o władzę, o frukta, o dobrostan własny i własnej grupy?

– Nie mogę zgodzić się z przekonaniem, iż jest to zjawisko powszechne, że wszyscy rozumieją politykę jako niszczenie przeciwnika, walkę „z kimś”, a nie „o coś”. Chociaż niewątpliwie i taki trend jest widoczny. Myślę jednak, że wielu polityków potrafi tak formułować myśli, by nie tyle atakować osoby, ale pokazywać problemy i sposoby rozwiązań. Nie jestem naiwny i widzę problem braku zrozumienia dla drugiej strony i pogłębione, szczególnie w ostatniej dekadzie, różnice i wywołane emocje, często agresywne formy sporu. Taka radykalizacja jest też widoczna w innych krajach. Choćby we Francji, Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. A to jest wszak krąg naszej cywilizacji. Radykalizacja pogłębia problemy. Brak wzajemnego zaufania powoduje nie tylko atomizację. Kuleje też gospodarka, bo ona też opiera się na zaufaniu. Od każdego z nas i od środowisk, do których należymy, zależy, by tak formułować poglądy i oczekiwania, aby nie ulec radykalizmowi, lecz mieć wzgląd na poglądy innych stron. Jeśli radykalizm trafia do domów, do miejsc pracy, to wywołuje niepokój i zniechęcenie, rodzi nadmierne i trwałe konflikty.

Od lat reprezentuje Pan chrześcijańsko-demokratyczną opcję polityczną. Czy jest możliwe odbudowanie chrześcijańskich fundamentów Unii Europejskiej, które kładli Schuman, de Gasperi, Adenauer?

– Uważam, że jednym z warunków dobrej przyszłości Europy jest powrót do jej korzeni. U fundamentów Unii leży wola pojednania, przebaczenia, wolności, równego traktowania, solidarność. Dzięki tym ideom mamy wyjątkowo długi okres pokoju w Europie. Takie są dobre skutki dbania o owe dobro wspólne. W tę stronę powinniśmy zmierzać. Mam nawet swoją „piątkę”…

Modne są „piątki”.

– No tak, bo jest „Piątka prezesa”, jest i premiera Morawieckiego, jest Piątka „Solidarności”. I ja sobie pozwoliłem na skromną „piątkę” (śmiech), a w ramach tejże jest zapisane działanie na rzecz odbudowania trwałych fundamentów wspólnoty, gdyż Unia powinna uznawać chrześcijańskie korzenie Europy, a w centrum polityki społecznej dostrzegać rodzinę. Owszem, są wysokie standardy. Jest w wielu państwach rozwinięty system pomocowy. Unia ma jednakże trudność z równym traktowaniem…

– Czyżby?

– Przecież doświadczyliśmy tego problemu ostatnio odnośnie pracowników delegowanych. By to zmienić, idziemy do europarlamentu.

We wspomnianym liście społecznym biskupów czytamy, że „żadna partia polityczna niezależnie od swego społecznego poparcia, nie ma monopolu na rozwiązania, które skutecznie mogłyby odpowiedzieć na wszystkie potrzeby społeczeństwa, ani cudownej recepty”. W ten sposób zamyka się klamra: od listu biskupów do chrześcijańskich fundamentów i nauki społecznej, wraz z zasadą pomocniczości…

– I dlatego majowe wybory do europarlamentu są ważne. Z powodu idei, a nie tylko dlatego, że za chwilę są wybory parlamentarne. Owszem, wynik z maja będzie zapewne rzutował na jesienne wyniki, ale najważniejsze, że od tego, kto będzie reprezentował obywateli na forum parlamentu w Strasburgu i Brukseli, zależy w dużym stopniu kierunek, w którym nasz kontynent podąży. Jak one są ważne, pokazuje chociażby nakład sił i środków oraz polaryzacja. Nie tylko w Polsce. Boleję nad tym, że nasz konkurent polityczny głosi, iż PiS chce „polexitu”. To jest nieprawdziwe twierdzenie, które ma zbudować oś kampanii. Nie ma planu ani w nas chęci do wyprowadzania Polski skądkolwiek dokądkolwiek. Nasze uczestnictwo w Unii Europejskiej jest dla nas bardzo, bardzo istotne. Nie jesteśmy hamulcowymi ani nie jesteśmy destrukcyjni…

I nie jesteście separatystami, którzy działają na rzecz interesów rosyjskich…

– To już zupełny nonsens i nie ma najmniejszych podstaw. A przecież powinniśmy prowadzić uczciwy dialog, bo przypomnę, że miarą szacunku jest ograniczenie nadmiernych emocji i uproszczeń, które fałszują rzeczywistość. Także w swym liście polscy biskupi przypominają, że ład społeczny i polityczny w etycznej tradycji chrześcijańskiej Europy jest ufundowany na cnotach kardynalnych: na męstwie, sprawiedliwości, roztropności, umiarkowaniu. Piszą, że „nie lekkomyślna porywczość, lecz roztropność (prudentia, phronesis), praktyczna mądrość, wiedza o właściwych celach postępowania oraz środkach do nich prowadzących – jest podstawową cnotą polityczną. Jej składnikiem jest przezorność (providentia), czyli zdolność przewidywania skutków wynikających z obranego sposobu osiągania jakiegoś, nawet słusznego w ogólności, celu”.

Rozmawiał Artur S. Górski

(Rozmowa ukazała się w majowym numerze Magazynu Solidarność)

Download PDF
Powrót Drukuj stronę