Antoni Szymański: Czas okiełznać złe emocje

Emocje w polskim życiu politycznym zdają się eskalować bez końca. Liberalne i lewicowe elity III RP, odrzucone przez suwerena w demokratycznych wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2015 r., próbują wywołać falę histerii, strasząc rzekomym autorytaryzmem. Najnowszym przejawem tych nieodpowiedzialnych zachowań jest zapowiedź Lecha Wałęsy o udziale w kontrmanifestacji przeciwników obecnego rządu w kolejną miesięcznicę smoleńską 10 lipca. W blokowaniu legalnie zgłoszonego marszu pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej po raz drugi ma wziąć także udział Władysław Frasyniuk.

Te zapowiedzi zostały entuzjastycznie przyjęte m.in. przez dziennikarki „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka”. Ich komentarze nie pozostawiają wątpliwości o co chodzi. „A Lech Wałęsa to zawodnik wagi ciężkiej. To będą obrazki. Znowu będzie o nas głośno na świecie” – napisała w jednym z serwisów społecznościowych Renata Grochal z „Newsweeka”. „Władza musi ściągnąć dwa razy więcej funkcjonariuszy na 10 lipca, bo trzeba będzie sporo osób wynieść z Krakowskiego Przedmieścia” – w tym samym tonie napisała Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”.

Na drugim biegunie są działania polityków PiS. Senator tej partii z Pomorza Antoni Szymański na łamach portalu wPolityce.pl wydał oświadczenie, w którym apeluje o zaprzestanie nakręcania spirali wrogości w życiu publicznym.

 

Oświadczenie

Radom w czerwcu 1976 rzucił wyzwanie komunistycznej opresji. Czerwiec 2017 w Radomiu przyniósł smutne refleksje, gdyż chuligańska bójka nie przynosi chwały nikomu. Także konieczne wskazanie winnych agresywnych działań nie rozwiąże problemu zapiekłej, choć trudno zrozumiałej wrogości politycznej rodaków. Osobiście mam nieodparte przekonanie, że szczególna odpowiedzialność za pohamowanie gniewnych, a nawet plemiennych reakcji ciąży na politykach i mediach.

Konieczna jest refleksja klasy politycznej, ale również spolaryzowanych mediów nad własną rolą w tego typu wydarzeniach. Potrzebne jest zwrócenie uwagi na to, czy obecny u nas od lat język konfrontacji, częstego nieszanowania konkurenta politycznego, nie przyczynił się do tych przykrych zajść?

Polska jest wolnym krajem. W przestrzeni publicznej istnieje swoboda manifestowania różnorodnych przekonań i koncepcji politycznych. Jednak dbanie o styl w jakim się to dokonuje, jest równie ważne jak samo prawo do głośnego wyrażania opinii.

To, co wydarzyło się w Radomiu czy zdarza się np.: na Wawelu poprzez blokowanie odwiedzin grobu brata przez Jarosława Kaczyńskiego, to z pewnością nie jest klimat jakiego byśmy sobie życzyli we współczesnej demokratycznej Polsce.

Jeśli z naszego środowiska nie popłynie zdecydowany WSPÓLNY sprzeciw wobec nakręcania spirali wzajemnej wrogości, takie zachowania mogą się upowszechniać – a to poważne zagrożenie polskiej demokracji.

Bez względu na to, po której stronie sceny politycznej jest każdy z nas – proszę: wytonujmy nasz język, wyciszmy emocje, wykrzeszmy dla siebie więcej szacunku. Zróbmy to też dla naszych dzieci i wnuków, które patrzą i z naszego przykładu uczą się życia w pluralistycznym świecie. Wierzę, że w naszej kulturze politycznej stać nas na okiełznanie złych emocji.

Warszawa, 29-06-2017

Antoni Szymański

Źródło: wPolityce.pl

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę