Antoni Krauze o filmie „Smoleńsk”

– Film adresuję zarówno do tych, którzy mają poczucie, że prawda o katastrofie nie jest jeszcze ujawniona, jak i do tych, którzy uznali, że wszystko już zostało wyjaśnione i Smoleńskiem nie ma sensu się zajmować – mówi Antoni Krauze, reżyser filmu „Smoleńsk” w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność”.

Film „Smoleńsk” już wkrótce będzie można obejrzeć w kinach. Jego reżyser mówi, że po 10 kwietnia Polacy zostali podzieleni na dwa zwalczające się plemiona i czas z tym skończyć. Artysta ma nadzieję, iż film pomoże zakończyć ten podział

– Marzy mi się, żeby film „Smoleńsk” pomógł Polakom skończyć ten podział. Żebyśmy mogli znowu spotkać się na Krakowskim Przedmieściu, pod pomnikiem ofiar tej tragedii, jak wtedy, 10 kwietnia 2010 roku. I niezależnie od wyznawanych poglądów, żebyśmy uznali, że poszukiwanie prawdy o przyczynach katastrofy w Smoleńsku jest naszym wspólnym zadaniem — mówi Antoni Krauze w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność”.

Reżyser przyznaje, że prace nad filmem nie były łatwe.

– Film powstawał na marginesie życia artystycznego. Ludzie, którzy zaangażowali się w jego produkcję, należeli do tak zwanej „sekty smoleńskiej”, „moherów”. Tak nas nazywano. (…) Do tej pory wspominam wypowiedź mojego wieloletniego znajomego, wybitnego aktora Jerzego Stuhra, który ogłosił publicznie, że nie weźmie udziału w tak „nihilistycznym i kłamliwym przedsięwzięciu”, chociaż nikt mu nie proponował wystąpienia w „Smoleńsku”. (…) Tym bardziej dziękuję wszystkim, którzy zechcieli mi pomóc — opowiada reżyser.

Antoni Krauze pytany, czy film ściśle trzyma się faktów, czy też jest częściowo fikcją odpowiada:

– Fikcyjny jest wątek bohaterki filmu, dziennikarki dużej stacji komercyjnej telewizji. (…) Cała reszta jest rekonstrukcją prawdziwych wydarzeń. Opowiada o manipulowaniu prawdą. Przypomina też najważniejsze wydarzenia z kilku ostatnich lat związane z tragedią — tłumaczy reżyser.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę