Anna Walentynowicz nadal nie ma swego grobu. Tak jak filmowy Mateusz Birkut. Chaos w śledztwie smoleńskim

Nadal nie wiadomo, czy na gdańskim cmentarzu spoczywało ciało ś. p. Anny Walentynowicz, legendy WZZ „Wybrzeża” i „Solidarności”, jednej z 96 pasażerów tragicznego lotu Tu-154M do Katynia. Rodzina ma wątpliwości. Odpowiedź poznamy po ujawnieniu wyników badań DNA. W ponownej sekcji zwłok zleconej przez prokuraturę wojskową, tą sama, która odpowiada za zaniechania podczas sprowadzania ciał ofiar katastrofy do Polski,  nie biorą udziału eksperci wskazani przez rodzinę. Trwająca do późnego czwartkowego wieczora we Wrocławiu sekcja zwłok nie dała odpowiedzi na pytanie, czy badane szczątki to ciało Anny Walentynowicz.  

Czekamy na pytanie czy w grobie spoczywa ś.p. Anna Walentynowicz. Na zdjęciu – uroczystości pogrzebowe.

- Rodzina legendarnej działaczki Solidarności miała wątpliwości. Czekamy na wyniki DNA.    To jest tragedia co się tutaj dzieje. Nie można w ten sposób postępować z rodzinami ofiar – mówił po zakończeniu badań we wrocławskim Zakładzie Medycyny Sądowej mecenas Stefan Hambura pełnomocnik rodziny Anny Walentynowicz.

Wnuk Anny Walentynowicz, Piotr jest zdecydowany by doprowadzić do poznania prawdy. Dodał, że jeśli wyniki badań DNA okażą się negatywne, to działania będą podejmowane tak długo, aż doprowadzi się do odnalezienia ciała Anny Walentynowicz.

Niestety, rodzina Anny Walentynowicz nie rozpoznała szczątków swojej babci i matki w zwłokach, które ekshumowano we wtorek na warszawskim cmentarzu (gdzie miała być z kolei pochowana Teresa Walewska-Przyjałkowska). Nie odnaleziono także różańca Walentynowicz, poświęconego przez Jana Pawła II, który w Moskwie umieściła w trumnie rodzina .

Na wyniki badań DNA z Wrocławia trzeba poczekać kilka dni. Pełnomocnik rodziny uważa, że konieczne są ekshumacje wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej, bo mogło dojść do wielu błędów przy pochówkach. Z kolei na drogę prawną, żądając ukarania osób, które odpowiadają za nieprzeprowadzenie w Polsce sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, wystąpił  mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego. Adwokat złożył do prokuratury wojskowej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. W uzasadnieniu wniosku Pszczółkowski napisał, że ciała ofiar zostały poddane sekcjom zwłok wyłącznie na terenie Rosji oraz, że polscy prokuratorzy nie brali udziału w sekcjach.

Skandalem jest też fakt, że ciało śp. Anny Walentynowicz po poniedziałkowej ekshumacji musi wędrować po kraju. Najpierw w poniedziałek ekshumacja opóźniła się o prawie trzy godziny. Na cmentarz na gdańskim Srebrzysku żandarmeria wojskowa nie wpuściła bliskich Anny Walentynowicz, kilkunastu osób domagających się prawdy o katastrofie pod Smoleńskiem oraz posłanek PiS Anny Fotygi i Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk.  Spóźnili się   dwaj prokuratorzy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Z dotarciem na miejsce miały też problem dwie inspektorki Sanepidu. Nie było ich na liście. Ekshumacja Walentynowicz trwała od godz. 5.40 do  7.30. Brali w niej udział: prokurator z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, specjaliści z Żandarmerii Wojskowej, biegły medycyny sądowej oraz od rana inspektorzy powiatowego inspektora sanitarnego.  Pierwotnie zakładano, że ciało „Anny Solidarność” będzie badane w Bydgoszczy. Ciało Anny Walentynowicz zostało więc przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy, gdzie miały zostać przeprowadzone badania tomografem komputerowym. Tam jednak okazało się, że… tomograf jest zepsuty. Musiano więc je transportować przez cały kraj. W końcu od wtorku w krakowskim Zakładzie Medycyny Sądowej spoczęły szczątki dwóch ofiar katastrofy smoleńskiej, ekshumowanych w poniedziałek i wtorek, czyli Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Tomograf w Krakowie służy tylko i wyłącznie do badania zwłok. Z Krakowa ciało śp. Anny Walentynowicz zostało przetransportowane do ZMS we Wrocławiu. Powodem przeprowadzenia ekshumacji  są podejrzenia, że ciała mogły zostać zamienione. O przeprowadzeniu ekshumacji zdecydowała prowadząca postępowanie Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.  Z kolei z prokuratury napływają kolejne informacje dotyczące błędów przy pochówku ofiar katastrofy smoleńskiej. W związku z tym Naczelna Prokuratura Wojskowa zdecydowała o przeprowadzeniu ekshumacji szczątek kolejnych czterech osób do końca roku. Skandal z ciałami ofiar rzuca kolejny poważny cień na ludzi władzy i wojskowej prokuratury.

Mnożą się pytania, które wymagają odpowiedzi: Jak do tego doszło i kto pozwolił na to, by nie było wiadomo, jakie ciała, w jakim stanie, są wkładane do trumien? Gdzie był wówczas MSZ? Gdzie była i co robiła ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz? Gdzie był minister Tomasz Arabski, strażnik zamkniętych trumien? Co się działo w prokuraturze wojskowej 10 i 11 kwietnia? Dlaczego wniosek o pomoc prawną do Rosji, dotyczący m.in. sekcji zwłok, przygotowany 10 kwietnia, został wysłany dopiero 11 kwietnia?  10 lutego b.r. prokurator Krzysztof Parulski na posiedzeniu sejmowej komisji obrony mówił:

- Wylądowaliśmy w Smoleńsku w nocy, tak naprawdę wniosek o pomoc prawną był napisany, a przecież byliśmy tam po to, aby realizować wniosek o pomoc prawną strony polskiej, jednak nie został jeszcze przesłany faksem stronie rosyjskiej. A więc wszystko, co czyniliśmy, to były wstępne ustne uzgodnienia, które miały nam zapewnić niejako możliwość jak najbardziej skutecznego działania w interesie Polski – to dość kuriozalne tłumaczenie. Czyżby faks się zepsuł? Dziennikarze niezależni przypominają też, że zepsuły się serwery w MSZ kilkanaście godzin przed katastrofą. Przypomnijmy, że polscy medycy sądowi (pod przewodnictwem prof. Karola Śliwki) godzinę po katastrofie informują prokuraturę o gotowości wyjazdu do Smoleńska i przeprowadzenia sekcji zwłok. Prokuratura milczy, a gdy w końcu prokuratura wojskowa sporządza wniosek o pomoc prawną dotyczący m.in. przeprowadzenia sekcji zwłok wniosek był przetrzymywany przez dzień. W tym czasie prokuratorzy wojskowi w Smoleńsku od śledczych rosyjskich dowiadują się, że sekcje – bez udziału strony polskiej – trwają i niebawem zostaną zakończone. Ówczesna minister Kopacz mówiła w Sejmie: -  „Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów  przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani jako obserwatorzy tego, co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy i stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić. Wykonywali jak fachowcy swoją pracę, z wielkim poszanowaniem ofiar tej katastrofy.”

Teraz, podobnie jak w przypadku Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki, wojskowi śledczy nie zgadzają się na udział w sekcjach dodatkowego eksperta z zagranicy, Michaela Badena.

Państwo polskie pod rządami Donalda Tuska jakoby „zdawało egzamin”, Wymieńmy głównych aktorów tego „egzaminu” oprócz premiera rządu to akredytowany płk.Edmund Klich, minister Kopacz, która widziała pracę „ramię w ramię” polskich i rosyjskich patologów przy „sekcjach” i „na metr w głąb” przesiewanie gruntu z ludzkimi szczątkami i szczątkami tupolewa, wojskowi prokuratorzy, dla których wytyczne „na kursie i na ścieżce” dał minister Radosław Sikorski, w końcu rządowa komisja ministra Millera.

Jest taka scena z „Człowieka z żelaza”, gdy filmowy Maciek Tomczyk, syn Mateusza Birkuta („Człowieka z marmuru”), zabitego w Grudniu’70, szuka bezskutecznie usuniętego przez SB grobu ojca na gdyńskim cmentarzu. Mateusz Birkut był filmowym symbolem pokolenia lat 50. Anna Walentynowicz, filigranowa, ale silna, twarda kobieta była z tego pokolenia lat 50. Dzisiaj nie wiadomo, gdzie spoczywa niezłomna „Anna Solidarność”.

ASG

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę