Anna Walentynowicz i młodzież

Niedawno w siedzibie „Solidarności” w Gdańsku miałem okazję zobaczyć ciekawy  film dokumentalny poświęcony Annie Walentynowicz pt. „Musimy się na nowo policzyć” w reżyserii Grzegorza Tomczaka.

Tak się złożyło, że był wyświetlany 14 sierpnia, czyli w dniu rozpoczęcia strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. A jednym z powodów był między innymi postulat przywrócenia tej niepokornej suwnicowej do pracy. Osoby, która w trzecim dniu strajku, gdy dyrekcja zgodziła się m. in. na postulat płacowy, wraz z Aliną Pieńkowską i Ewą Ossowską, zatrzymywała opuszczających zakład stoczniowców. Skutecznie.

Sam film widać, że jest nagrany, zmontowany nie na wysokiej klasy sprzęcie, ale jest ciekawy. Podobnie jak niedawny „Bunt stadionów” w reżyserii Mariusza Pilisa aż się prosi, aby był udostępniony szerszej grupie odbiorców. No tak, ale telewizja publiczna jest coraz bardziej tylko z nazwy, dużo partyjnictwa, mało interesu publicznego. I dbałości o wysoki poziom odbioru. Taki kierunek na komercję i realizację doraźnych zamówień politycznych (parodią było niedawne obudowanie wyświetlanego w TVP dokumentu o katastrofie smoleńskiej autorstwa Anity Gargas siecią wypowiedzi, komentarzy. Jakby odbiorcy byli jakimiś bezmózgowcami). Ale jaki pan, taki kram… To towarzystwo wybierają nie krasnoludki, a my. I potem lustra stawiajmy też sobie.

Film zaś operuje montażem równoległym. Sceny z pogrzebu pani Anny, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, są kontrapunktowane jej wypowiedziami głównie ze spotkania z młodzieżą szkolną w Koszalinie w 2008 roku. Poznajemy nie tylko poglądy jednej z liderek Sierpnia 1980, ale kamera pokazuje też twarze młodych ludzi z owego spotkania. Niestety, wyczuwa się taką delikatną, ale jednak SZKLANĄ TAFLĘ oddzielającą mówiącą od części młodych ludzi. To jest ten ogromny problem nauczycieli. Chociaż było widać ich zainteresowanie, tylko niewielu coś tam gmerało przy telefonach komórkowych.

To jest pytanie, jak zainteresować młodzież historią Polski, jak sprawić, żeby ich idolami nie byli tylko bohaterowie jakichś banalnych tańców z gwiazdeczkami. Owa „fura i komóra”. Osobiście zachęcam, aby zapraszać na spotkania osoby, które rzeczywiście coś przeżyły, musiały podejmować trudne wybory. To przydaje im blasku autentyczności, a młodzi ludzie wyczuwają pozerstwo, fałsz. Zarazem, czego doświadczyłem w okresie „ministerialnym”, owi starsi już wiekiem ludzie, jak Powstańcy Warszawscy, jak ludzie „Solidarności”: Alojzy Szablewski, Edward Szwajkiewicz, Czesław Nowak, Bogusław Gołąb, Roman Stegart, mają to poczucie, że potrzebne jest wsparcie edukacyjne, pomoc w formowaniu osobowości młodych polskich patriotów. Warto zapraszać-korzystać z owych żyjących świadków historii (w regionie gdańskim ”S” pomaga – nieodpłatnie – w zapraszaniu przez szkoły tego typu osób).

W tym spotkaniu Anny Walentynowicz z młodzieżą można zaobserwować też coś innego. Gdy mówi twardo o Wojciechu Jaruzelskim czy Lechu Wałęsie widać i niewiarę, i coś w rodzaju lęku na twarzach młodych ludzi. Jakby wieloletnia indoktrynacja, kto jest dobry, kto jest słuszny, ów medialny „pijar”, zrobiły swoje. Stąd kolejna bariera na zasadzie: „świętości nie szargać”. I znowu się nasuwa myśl: jacy ludzie, takie świętości-ikony…

A przy okazji tego dokumentu jest możliwość poznania, przypomnienia różnych faktów, jak ze spotkania Wojciecha Jaruzelskiego z Janem Pawłem II. Ojciec święty na uwagę, że generał „wybrał mniejsze zło” odpowiedział: „Ale jednak ZŁO”. W tym jest różnica między etyką a tzw. polityką.

Widać wyczulenie Anny Walentynowicz na sprawy ludzi, sytuację stoczniowców. Wraca wątek emerytur esbeków, braku symetrii, lekceważenia prawdy, ludzkiej sprawiedliwości społecznej (ich średnia emerytura obecnie to 3.5 tys. zł. Czyli prześladowcy dostają dwa razy tyle, co represjonowani. A około 180 generałów w stanie spoczynku, w tym część z milicji, pobiera emerytury powyżej 10 tys. zł, jak podała „Rzeczpospolita”). Jak mówi Pani Anna: „Zbrodnia nie została ukarana, dlatego czują się tak BEZCZELNI”.

To był jej język. Twardy, dosadny, ale nazywający rzeczy po imieniu. Stąd jej kolizje z ówczesnym przewodniczącym Lechem Wałęsą, czy jak wspomina, później z Bogdanem Borusewiczem.

Pojawiają się w wypowiedziach Anny Walentynowicz pytania, co będzie z Polską? Co będzie z PRAWDĄ? Pytania tym bardziej zasadne w obliczu tego, co się stało już po jej śmierci, czyli zamianie ciał (dokument nawiązuje do tego w aneksie). Pochówku po raz drugi. Coś niepojętego, a jednak… I to dokonało się w prosektoriach Moskwy. I nikt nie poniósł konsekwencji z tego tytułu. Jest pytanie, na ile ów mickiewiczowski „Bal u senatora” dalej wnika w polskie dusze?

Być może przez takie filmy stawia się nie tylko pytania, ale i jakieś tamy. Być może przez młodsze osoby, takie jak Adrianna Garnik, która zorganizowała ten pokaz, „uda się nam policzyć”, by nawiązać do ważnego tytułu filmu. Uda się znaleźć drogowskazy, a raczej je przypomnieć, odkurzyć. Być może pomocą będzie też internet, który przełamuje monopol radia, gazet, a przede wszystkim telewizji. Ale to tylko… BYĆ MOŻE…

 

Wojciech Książek

Download PDF
Powrót Drukuj stronę