Andrzej Gwiazda: Zapraszanie związkowców na ich święto przez wrogów związków zawodowych jest jawną prowokacją i elementem wojny hybrydowej

Rozmowa z Andrzejem Gwiazdą, współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, wiceprzewodniczący MKS w 1980 roku, wiceprzewodniczącym NSZZ „Solidarność” do wprowadzenia stanu wojennego

– 31 sierpnia 2017 roku uczcimy w Gdańsku i w Lubinie 37 rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność”. Komitet Obrony Demokracji zarezerwował na ten dzień plac Solidarności, rejestrując w magistracie swoje zgromadzenie i zapraszając na nie związkowców. Nie będzie to więc świętowanie spokojne. „Solidarności” uznaje działania KOD za prowokację, gdyż ów komitet wspierają ludzie kojarzeni z antyzwiązkową polityką i liberalną gospodarką. Czy da się pogodzić tak sprzeczne postawy w rocznicę Porozumień Sierpniowych?

– Porozumienie zakłada, bywa, że wypracowaną, zgodę. Ale my rozmawiamy tu i teraz. Działania owego komitetu, mającego za szyld obronę demokracji, są dziś elementem wojny hybrydowej. Zapraszanie związkowców na ich święto przez wrogów związków zawodowych, przez organizację, na której wiecach są aktywni antyzwiązkowi politycy to jest jawna prowokacja. Niestety może się im udać. Ma ona doprowadzić do sytuacji, że ktoś komuś da w końcu w mordę…

– I pójdzie w świat przekaz. Owa wojna hybrydowa toczy się jednak na wschodzie….

– Tak, toczy się w Donbasie, była próbowana w krajach bałtyckich, na Krymie. Jej elementy widzę w Polsce.  Mówienie o tym, że tak się dzieje, że jest ona nie tylko gdzieś na zewnątrz, nie jest wydumaną głupotą. Tak się już w najnowszej historii działo. Piąta kolumna nie była wymysłem. KOD traci wpływy, z czasem może być dla opozycji zbyteczny, więc dążą do przesilenia, prowokują.

Chyba, że to odmiana wewnątrzkrajowa owej hybrydowej wojny? Wewnętrzna piąta kolumna, jak w Hiszpanii w 1936?

– Jeśli nawet założymy, że robią to ludzie tzw. dobrej woli, a nie mam co do tego pewności, to źródła finansowania są zewnętrzne. Tak się dzieje od lat. Finansjera ma swoje interesy. W wojnie są zaś bitwy i potyczki.  Tę sierpniową potyczkę KOD-owcy wygrali propagandowo. Znów o nich się mówi, wrócili w obieg opinii. Przejęli inicjatywę, napierają, bezczelnie ubierają się w strój gospodarzy owego placu…

– Mając przecież wsparcie w ludziach, w mieszkańcach Trójmiasta. Tak, trzymając oczywiście wszelkie proporcje, jak w Donbasie separatyści mają oparcie w miejscowej ludności, czy jak miał Franco w Madrycie, by się trzymać wcześniejszych porównań…

– Po części to prawda. Skala tego wsparcia jest trudna do oceny. Ale pewne jest, że na Wybrzeżu władza należy do przeciwników obecnego, wybranego w 2015 roku, rządu, który prowadzi politykę zmian, nadszarpując scementowany układ. Zgromadzenia są okazją do pokazania się. Zatem okazją do kolejnej potyczki jest rocznica Sierpnia.

– Obawia się pan?

– Nie zamierzam zza biurka zagrzewać innych do walki, ale jestem już w takim wieku, że każdy kodziarz da mi radę (śmiech)…

– W grudniu 1984 roku wdał się pan w szarpaninę z zomowcami, to się chyba Gwiazda nie lęka?

– O mnie gadać nie będziemy… Chcą nas sprowokować. Oczekują, że im odpowiemy. Emocje są w takich sytuacjach. Ale ja zapytuję czy rzeczywiście opłaci się dostać w mordę? Komu się opłaci rozróba? Kto w końcu owoce tej walki miałby zbierać i odebrać laur?

– W świat pójdzie komunikat o zamieszkach…

– Taki jest ich plan by dać argumenty naszym przeciwnikom, wrogom Polski.

– Obraz z zamieszek może nam zaszkodzić…

–  A komu pomoże? Czyżby wybierał się do nas pan Franciszek Timmermans na białym koniu?

– Pewnie nie, ale jest broń, która nazywa się sankcje…

– I spadną maski.

– Maski?

– Spadną z nas maski żebraków. Otworzą się oczy. Nie jesteśmy pariasami. Przez trzy dekady strojono nas w łachy żebraków, którzy muszą wiecznie zabiegać o względy, pozyskiwać, łasić się…

– Jak brzydka stara panna na wydaniu?

– Która to swoje wpłaciła już do wspólnej kasy. Pamiętajmy, zgodziliśmy się, nie my wszyscy naturalnie, na zniszczenie naszego przemysłu. Z każdego euro do nas transferowanego na Zachód wraca 70  centów,  z każdego euro wydanego przez kraje „starej Unii”!  A my własnymi rękami zlikwidowaliśmy nasz przemysł.

– Otwierając nasz rynek…

– Bo nie mieliśmy produkcji. Nawet ziemia do kwiatów w marketach była niemiecka!

– Związki zawodowe po 1989 roku były zbyt słabe?

– Zostały osłabione, przez ludzi, którzy z nich wyszli.  

– Przecież nie ma prawa do strajku przeciwko rządowi, przeciwko władzy… 

– Skoro nie było fali strajków przeciwko złodziejskim planom, wtedy gdy likwidowano miliony miejsc pracy tym bardziej nie powinno być ich teraz, gdy odbudowuje się powoli nasz przemysł. Strajki dzisiaj byłyby głupotą, jakimś pobłądzeniem.

– Ludzie z Sierpnia dzisiaj są po różnych stronach. W 1981 roku był pan wraz z marszałkiem Borusewiczem, z Władysławem Frasyniukiem,  który nieraz wspierał KOD, z Janem Rulewskim. To ludzie, którzy są legendami „Solidarności”…

– Trafnie pan określił, są legendami. Wokół nich narosły legendy. Umiejętnie je też pielęgnowali. Nie tak może, jak wokół Wałęsy, którego wręcz wielbiły miliony, niczym jakiegoś bałwana, w sensie świętego posągu. Byliśmy w Solidarności, ale czy razem. Mam wątpliwości.

– Obecny senator, Jan Rulewski w marcu 1981 roku był bohaterem prowokacji bydgoskiej, został pobity on i kilku związkowców, rolników,  w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Bydgoszczy…

– Był więc radykałem? Tak pan twierdzi. Ja tego zdania nie podzielam.  On sam w wywiadach przyznawał, że trochę grał, udawał. Ale już w 1986 roku w wywiadzie z Janiną Jankowską (dziennikarka, opozycjonistka, radiowiec, m.in. Radio Solidarność, reportażystka – dop. red.) mówił, ze ten jego radykalizm był taki udawany.  Co ciekawe. Pamiętam, że Rulewski już w 1981 roku mówił o jakimś Sejmie kontraktowym. Jesienią…

– Przed Radomiem, przed posiedzeniem Komisji Krajowej 3 grudnia 1981? Czyżby…

– To nie była Komisja Krajowa, a zebranie prezydium i to zwołane wbrew statutowi. Wałęsa  przyznał, że przed Radomiem spotkał się bodaj z Rakowskim, z Ciskiem, a nawet z prymasem…

– Z Radomia poszedł propagandowy przekaz o „targaniu się po szczękach”. Wałęsa mówił to jakoby w  kontekście, że władza się nie podda, że nie ma miejsca na politykę.

– Tak był rozpisany scenariusz i był on realizowany. Jego ślady odnalazłem potem na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej. Poza tym właśnie w marcu 1981 roku Jaruzelski, wojskowy, przeprowadził znane sobie rozpoznanie walką…

Jako oficer „kontrrazwiedki”  znał się na tym…

–  Ale napotkał wówczas opór i determinację związku. Cofnął się.  Odbył się strajk ostrzegawczy. Szykowaliśmy się do generalnego. Jaruzelski postanowił poczekać i przygotować ostateczną operację.

– Którą niestety przygotowano bardzo precyzyjnie…

– Niestety. Także poprzez ułatwiające mu zadanie kapitulanckie zachowanie liderów związku. Część myślała o trwałym porozumieniu na nie naszych zasadach.

– Czyżby? Pomysł na formułę Okrągłego Stołu pojawiał się wcześniej?   

– Frasyniuk wspominał, w latach 80., jeszcze w więzieniu, o planie transformacji, o koniecznych gospodarczych zmianach, o porozumieniu. Frasyniuk był i jest po innej niż ja stronie.

– Były też ujawnione przed kilkunastu laty rewelacje niemieckiego wywiadu, wyprodukowane przez ludzi Markusa Wolfa, jakoby w części opozycji dojrzewał plan, przyzwolenia, na to, że „Solidarność”  musi zostać zlikwidowana przez państwowe organy, a po siłowej konfrontacji na nowo powstać, ale jako umiarkowany związek zawodowy. One są mało prawdopodobne…

– Można się oprzeć na dostępnych dokumentach. Można wyciągnąć wnioski z ciągu wydarzeń. W końcu też z tego, co obserwowaliśmy.

– Mówimy o osnowie transformacji. Przecież taki plan mógł się zrodzić tylko w Moskwie?

– Obyśmy nie ulegli kompleksowi, że wszystko co nas dotyczy było tkane w Moskwie.

– Wracajmy zatem na nasze podwórko. To właśnie Władek Frasyniuk, kierowca, na Dolnym Śląsku, bardzo przecież aktywnym, był numerem 1 związku, który powstawał w zajezdni MPK przy ul. Grabiszyńskiej?    

– Nie wiem, czy Frasyniuk był akurat w sierpniu 1980 roku przy Grabiszyńskiej, ale wiem, że przewodniczącym MKZ został w marcu 1981, sześć miesięcy po strajku sierpniowym. W stanie wojennym był takim „zagończykiem”, ale w moim przekonaniu przede wszystkim był jednym z filarów Okrągłego Stołu. Tak ten scenariusz był realizowany. Włącznie  z przyjęciem transformacji według szkodliwego liberalnego schematu i przy udziale aparatu i służb. W latach 80. ludzie tamtego systemu nie mieli żadnych idei.  A myśmy przez nasz bunt komunizm ośmieszyli i dobili.

– Poprzez bunt proletariatu w państwie realsocjalizmu…

„Radzieccy” podobno pod koniec lat 70. ostrzegali Warszawę, że tutaj służby zajmują się kanapową opozycją, a rośnie im ruch robotniczy i niezależne związki, pod ich nosem.

– Wiedzieli, czym jest proletariacki bunt i jakie może mieć skutki dla systemu…

– Tak, oni akurat dobrze wiedzieli.

Rozmawiał Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę