Kaźń Warszawy 1944. Wola i Ochota – zbrodnia nieukarana

Ludzka śmierć to dramat, a nie statystyka. Ogrom barbarzyństwa czasów II wojny światowej przeraża po dziś dzień i jest przestrogą przed mrokami ludzkiej (czy aby na pewno) natury i skutkami politycznych szaleństw. Co najmniej 50 tys. mieszkańców warszawskiej Woli i Ochoty zginęło od 5 do 7 sierpnia 1944 r. w masowych mordach dokonywanych przez oddziały niemieckie na rozkaz „oczyszczenia Warszawy z ludności cywilnej” wydany przez Adolfa Hitlera.

Minęło kilka dni, od Godziny W, gdy żołnierze AK i NSZ  stanęli przeciwko oddziałom Wehrmachtu i SS, wspieranych przez zdemoralizowane szumowiny z zaciągu do sił pomocniczych, m.in. kryminalistów pod rozkazami  SS-Oberführera Oskara Dirlewangera i formacje złożone z dawnych sowieckich obywateli – Brygadę Szturmową SS „RONA”.

Ludność cywilna, mieszkańcy domów na Woli i Ochocie, była kompletnie bezbronna. Powstańcy w zmaganiach m.in. z Dywizją Pancerną „Hermann Göring” nie osiągnąwszy celów wycofali się z tych dzielnic.

5 sierpnia 1944 r. rozpoczęła się rzeź. Prym wśród zbrodniarzy wiodła jednostka SS nosząca nazwisko dowódcy „Dirlewanger”, przykład perwersji czasu wojny. Dr nauk politycznych Oskar Dirlewanger owych „żołnierzy” rekrutował najpierw spośród kłusowników, a potem nawet spośród kryminalistów. Zezwalał mu na to glejt Himmlera, który niczym Henryk I wydał okólnik łagodzący kary za udział w walce.

Sam Dirlewanger został skazany w latach 30. za czyny nierządne na 14-letniej dziewczynce ze Związku Niemieckich Dziewcząt. Został za to wyrzucony z NSDAP, a  reżim uznał Dirlewangera za zboczeńca i osadził w obozie karnym. Po odbytej karze postanowił się zrehabilitować, a III Rzesza mu to umożliwiła – paląc, gwałcąc, mordując najpierw na Białorusi i na Polesiu w SS Sturmbrigade „Dirlewanger”.

Na rozkaz Himmlera ci degeneraci z karnej brygady przybyli 5 sierpnia 1944 r. od strony Sochaczewa na Wolę. Kamienice w gęsto zamieszkałych dzielnicach – Wola i Ochota, stały się areną wojennych zbrodni. Okrucieństwo było wręcz niewyobrażalne. Zachowały się nieliczne zeznania świadków, w tym Mathiasa Schenka, sapera szturmowego.

Ludobójstwa na cywilach dokonali też siepacze z 3. pułku kozaków Jakuba Bondarenki oraz SS-RONA pod dowództwem Bronisława Kamińskiego oraz dwa azerbejdżańskie bataliony „Bergman”.

Żołdacy wypędzali z domów ludność cywilną. Domy podpalali, ludzi zapędzali na miejsca masowych mordów. Masakra nie ominęła szpitali, kościołów i sierocińców.

Najwięcej osób zamordowali w fabrykach Ursus oraz przy ul. Górczewskiej i ul. Wolskiej oraz na „Zieleniaku” (róg  Grójeckiej i Opaczewskiej). Stosy ciał rozciągały się wzdłuż ulic. Dokładna liczba zamordowanych nie jest znana.

Symbolem tragedii jest los pani Wandy Lurie, polskiej Niobe, która straciła trójkę małych dzieci, a w 1944 r. była w zaawansowanej ciąży.

Niemieccy sprawcy cynicznie przeprowadzonej akcji eksterminacyjnej Heinz Reinefarth i Erich von dem Bach-Żelewski nie odpowiedzieli za zbrodnie w stolicy. Bach-Żelewski odpowiedział, ale za czyny sprzed 1939 r.

Kamiński za niesubordynację został skazany na śmierć przez  sąd polowy jesienią 1944 r. Dirlewanger został zgładzony w więzieniu w czerwcu 1945 roku w Wirtembergii. Prawdopodobnie dopadli go polscy strażnicy z jednostki wartowniczej.

Heinz Reinefarth (w raportach donosił, iż nie ma już amunicji do dalszych rozstrzeliwań) po wojnie był burmistrzem na wyspie Sylt, wybrano go do landtagu Szlezwiku-Holsztyna, rozpoczął pracę jako…adwokat. Za zbrodnie popełnione w Powstaniu nie odpowiadał. Tak, jak ci, którzy strzelali do ludzi, ani ci, którzy wieszali.

Na łamach poniedziałkowego numeru „Sieci” mowa jest o 6 bilionach dolarów, które są winni nam nazistowskie Niemcy za horror II wojny światowej – za straty ludzkie i materialne.

ASG

fot. SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth wraz z członkami 3 Pułku Kozaków (Wikipedia)

Download PDF
Powrót Drukuj stronę