Wyszkowski: 28 lat od Okrągłego Stołu czas zrewidować ten mit

Rozmowa z Krzysztofem Wyszkowskim, współzałożycielem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej

- Jaka będzie przyszłość Europejskiego Centrum Solidarności, które jak twierdzą niektórzy działacze „Solidarności” oraz więźniowie polityczni z lat PRL, w zamyśle było dobrą ideą, ale zostało  podporządkowane jednej historycznej narracji, którą oni   określają jako „linia Platformy Obywatelskiej”?  
Krzysztof Wyszkowski: Niestety, uważam, że dotychczasowy kształt ECS będzie kontynuowany. Ludzie, którzy chcą naprawić ECS są w jego radzie w mniejszości. Zaliczam do tego grona czterech przedstawicieli ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i dwóch przedstawicieli NSZZ „Solidarność”, a nas jest mniejszość. Rada liczy szesnaście osób, w większości ludzi prezydenta Gdańska i samorządu województwa i samego Lecha Wałęsy. Ta większość zdoła utrzymać obecny kształt ECS, który jest krytykowany za zrobienie z Centrum świątyni świętego Lecha, czy świętego Bolka. Jak kto woli…

- Świątyni? Jest dysproporcja w prezentacji roli opozycji niepodległościowej, ludzi z WZZ-ów,  duszpasterstw akademickich, niepokornych księży w porównaniu z 4 czerwca 1989. Fakt, że Paweł Adamowicz odmawia powołania pana do Rady Europejskiego Centrum Solidarności, to skutek sporu ideowego?
Krzysztof Wyszkowski: W tej opinii nie uciekam się do własnej, może i subiektywnej oceny, ale sięgam po ocenę Andrzeja Gwiazdy. Zdaje się, że jego opinia wobec tego co się tam dzieje jest wystarczająco dyskwalifikująca dla wymowy wystaw i ludzi, którzy za to odpowiadają.

- Andrzej Gwiazda mówi o propagandzie, wręcz o centrum fałszywej historii i twierdzi, że ECS nie jest związane z tradycją związku „Solidarność”, że jest nowe ciało, ważne dla skrzydła politycznego, z którym związany jest Adamowicz i Wałęsa…
Krzysztof Wyszkowski: Dlatego też twierdzę, iż poprzez takie a nie inne skonstruowanie Statutu ECS siły panujące obecnie w Gdańsku są w nim niezagrożone. Wiele musiałoby się wydarzyć, żeby ten stan rzeczy odwrócić. Na przykład musiałoby dojść do zmiany nie tyle stanowiska, co na stanowisku prezydenta Gdańska.

- Skapitulował pan przed opinią prezydenta Adamowicza, iż jako człowiek kontrowersyjny Wyszkowski nie pasuje do ECS i powinien wyżywać się w IPN?
Krzysztof Wyszkowski: No nie. Nie skapitulowałem. Rozmawiałem z trzema pozostałymi przedstawicielami wskazanymi przez ministra kultury. Oni chcą tego samego, czyli uzdrowienia ECS, tej instytucji również w kontekście finansowym. Dochodzą nas bowiem słychy, że milionowe dotacje są tak spożytkowane, iż po części nie wypełniają tak roli ideowej zawartej w statucie, jak i są marnotrawione w wymiarze praktycznym.

- George Orwell w profetycznej, genialnej powieści „Rok 1984”, napisał, iż kto panuje nad przeszłością, w tego rękach jest przyszłość, a kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość. Czy PiS próbuje wprowadzić, lub narzucić, własną narrację historyczną?
Krzysztof Wyszkowski: Ogólną teorię każdy może zastosować do każdej rzeczywistej i teoretycznej sytuacji. Z tego nie wynika, że tak rzeczywiście jest. Cóż to znaczy, że chce narzucić? Skoro mija 28 lat od Okrągłego Stołu, który był kłamstwem założycielskim tak zwanej transformacji i systemu, który się z tego zrodził to już czas w końcu zrewidować ten mit, tamto gigantyczne oszustwo. Przecież ujawniając zasób zastrzeżony ze zbiorów IPN pamiętamy, że to rząd Tadeusza Mazowieckiego, w tym Czesław Kiszczak, który był w nim wicepremierem i jego ludzie, zniszczyli większość dokumentów Służby Bezpieczeństwa. Dokumenty, które opisywały rolę i usytuowanie ludzi realizujących transformację. 28 lat to był czas dominacji klienteli Kiszczaka. Jeśli by to nazwać narracją, to ja odpowiem otwarcie, że to jest kłamstwo, a nie jakaś narracja. Trzeba więc przedstawić prawdę.

- Minęło 28 lat. Dokumenty były niszczone. Jest szansa, w  sens nie wątpimy, by przekopać owe pokłady utrwalonej – upieram się – narracji i  dotrzeć do źródeł przebiegu transformacji,  do początków tworzenia się systemu określonego jako III RP, do jej rzeczywistych autorów, a  w konsekwencji i beneficjentów?
Krzysztof Wyszkowski: Widzę nie tylko szansę, ale też realną możliwość. Ta możliwość bierze się z tego, czego można było się spodziewać i czego już doświadczam. Tamten obóz, nazwijmy go okrągłostołowym lub postsowieckim, jest w rozsypce. Wielu ludzi z tamtej strony chce rozmawiać, ujawniając sprawy, które dotychczas były traktowane jako tajemnice kontraktu, sekret, między ludźmi „Solidarności” i dawnej opozycji z władzami PRL i służbami specjalnymi. Zatem jest zadanie nie tylko dla historyków IPN analizujących dokumenty. Są i nowe rzeczy. Przecież nie kto inny, jak Kiszczak i jego żona, a należy domniemywać, że nie tyle ona, co środowisko współpracujące w swoim czasie z Kiszczakiem, przekazało dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy do IPN. Pokazuje ten fakt, że lojalność w ich środowisku pęka i ci ludzie oferują współpracę w ujawnieniu tajemnic. Widać już, że „jądro ciemności” jest miedzy młotem a kowadłem, skoro ludzie tamtego systemu chcą wbić ostatnie gwoździe do jego trumny.

- Mur pęka, a może pęka bariera obaw? Kiszczak pamiętał o losie Piotra Jaroszewicza i Jerzego Fonkowicza (gen. Jerzy Fonkowicz. dyrektor Departamentu Kadr MON, płk Oddziału II Armii Ludowej, szef specjalnej grupy bojowej Sztabu Głównego Oddziału II AL, 17 lutego 1944 roku przeprowadził akcję na archiwum Delegatury Rządu na Kraj – dop. red.) i Tadeusza Stecia, przewodnika sudeckiego którzy przejęli wiosną 1945 r. część archiwum Gestapo w pałacu w Radomierzycach. Wszyscy oni zostali zamordowany we własnych mieszkaniach w latach 1990-97, a ich śmierć nie została wyjaśniona…
Krzysztof Wyszkowski: Rzeczywiście. Pęka ta bariera strachu, czy raczej zmowa milczenia. Oni byli zastraszani, także przez własnych kolegów. Rozmaite stowarzyszenia, związki formalne i nieformalne, ludzi służb służyły nie tyle pielęgnowaniu wzajemnych relacji, co lojalności i zastraszaniu własnych kolegów. Paradoksalnie, ustawa redukująca emerytury funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa, obniżająca wysokie świadczenia pracownikom służb, sprawiła, że część z nich, chcąc uzyskać swego rodzaju ułaskawienie poprzez zerwanie węzła tajemnicy,  przyniosła niespodziewane rezultaty. Ci ludzie nie chcą żyć za, ich zadaniem, mizerne emerytury. Chcą utrzymać swój status więc gotowi są do współpracy z obecnymi władzami, nawet przeciwko swoim płatnikom z przeszłości.

Rozmawiał Artur S. Górski

Wywiad ukazał się w jubileuszowym wydaniu „Gazety Gdańskiej”

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę