Rywalizacja o nasze głosy

W niedzielę wieczorem obejrzeliśmy debatę pretendentów do fotela prezydenta RP, czyli ubiegającego się o ponowny wybór Bronisława Komorowskiego i kandydata PiS Andrzeja Dudy, zwycięzcy pierwszej tury wyborów, startującego z poparciem naszego Związku. Stawką jest pozyskanie wyborców przez przeciągnięcie na swoją stronę wahających się, głosujących  w pierwszej turze na innych kandydatów lub tych, którzy pozostali w domach 10 maja br.

Są takie debaty, które wpisały się w historię. Jak choćby ta z listopada 1988 roku debata między Lechem Wałęsą, wówczas liderem niezdławionej mimo stanu wojennego 1981-83 „Solidarności” a Alfredem Miodowiczem, szefującym koncesjonowanym związkom zawodowym. Nawet Czesław Kiszczak stwierdził, że wynik debaty zachwiał „dotychczasowym status quo”. W 1995 roku Aleksander Kwaśniewski wykorzystał cechy osobowości Lecha Wałęsy i sprowokował jego wybuch, a wyborcy Wałęsę ukarali za arogancję.

Z kolei w 1960 roku to John Fitzgerald Kennedy wyszedł zwycięsko z serii telewizyjnych debat i z wyborczej konfrontacji, mimo że to doświadczony wiceprezydent USA Richard Nixon prowadził w sondażach.

Bronisław Komorowski, jako historyk o tym wydarzeniach pewnie słyszał. Przed drugą turą nie mógł już uniknąć bezpośredniego zwarcia z kontrkandydatem.

Poświęcił więc wraz ze swoimi sztabowcami kilka dnia na przygotowanie się do debaty. Podpisał na tle szybu wentylacyjnego jedną ustawę i dzwonił do swoich „przyjaciół” z komitetu honorowego z prośbą o wsparcie. Duda w tym czasie jeździł po Śląsku i spotykał się w Katowicach z Piotrem Dudą, liderem „Solidarności” i Janem Guzem, przewodniczącym OPZZ.

Po I turze faworytem wydaje się Andrzej Duda. Czy przekona też tych którzy się wahają? O ile utrzyma swój prospołeczny wymiar, który zawarł w umowie z „Solidarnością” kandydat Duda będzie mógł skutecznie pokazać, że obudzenie się w Komorowskim rzecznika spraw obywateli po 5 latach jałowej prezydentury jest produktem jedynie na czas kampanii. Jeśli Duda nie popełni większych błędów, a jego sztab nie „prześpi” kampanii ma szansę na wygraną, której nie dawano mu jeszcze kilka tygodni temu.

Z kolei Bronisław Komorowski musi odzyskać poparcie ponad dwóch milionów wyborców z 2010 roku, którzy tym razem na niego nie zagłosowali. Urzędujący prezydent sięgnął więc po wypróbowany, ale już zużyty środek perswazji. Mianowicie przekonuje, że jego „zgodzie i bezpieczeństwu” zagraża PiS i oczywiście… Andrzej Duda.  24 maja przekonamy się, czy agresywność Komorowskiego podczas debaty nie zraziła do niego części wyborców. Rywalizacja w debacie jest o tyle istotna, iż wielu wyborców nie wie na kogo zagłosuje. Jeśli któryś z kandydatów skuteczniej przekona do siebie młodzież – wygra.

Druga debata odbędzie się 21 maja o godz. 19.25, jak poinformowali dziennikarze TVN.

Pełna treść porozumienia pomiędzy Andrzejem Dudą i „Solidarnością”…>>

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę